Apple

Apple pozywa projektanta MacBooków za ujawnianie tajemnic i szpiegostwo

KK
Krzysztof Kurdyła
11

Jednym z najpopularniejszych tematów na blogach i kanałach technologicznych są z pewnością wycieki dotyczące produktów, które firmy trzymają jeszcze w swoich działach R&D. Leakerzy, czyli osoby umiejące nawiązać kontakty z pracownikami koncernów, selekcjonować wiarygodne informacje i chronić źródła mogą zrobić sporą karierę, czego najlepszym przykładem jest choćby Jon Prosser i jego Front Page Tech. Nie można jednak zapominać, że jest to proceder nielegalny, nieuczciwy wobec pracodawcy, za którym mogą czasem kryć się bardziej niesympatyczne zjawiska, jak choćby szpiegostwo przemysłowe.

Apple pozwało Simona Lancastera, byłego projektanta, który przez 11 lat pracy w firmie odpowiadał między innymi za przeprojektowanie MacBooków Pro z Touch Barem. Co ważniejsze, w ostatnich latach współpracował też  nad szeregiem niewydanych jeszcze produktów tej firmy. Jednym z głównych punktów oskarżenia są jego działania związane z próbami wykradania informacji na temat tajemniczego „Projektu X”, którego dokumentacje starał się pozyskać nawet w okresie wypowiedzenia.

Od wycieków...

Współpraca rozpoczęła się dość niewinnie, od kontaktu z nieujawnionym dziennikarzem technologicznym i miała trwać intensywnie przez cały 2018 r. W kolejnym roku miało dojść do jej wznowienia, tym razem z inicjatywy Lancastera, który planował już odejście z Apple i chciał prawdopodobnie rozreklamować startup do którego przechodził. Według dokumentów, rozstanie nastąpiło ostatecznie 1 listopada 2019 r., i nawet w tym dniu pozwany logował się do wewnętrznej sieci Apple, próbując ściągnąć kolejne dokumenty.

Po odejściu trafił na stanowisko szefa produktów konsumenckich w Arris Composites, firmie zajmującej się projektowaniem materiałów. Można się domyślić, że eksperymentujące z wieloma rodzajami wykończeń dla swoich produktów Apple jest skarbnicą wiedzy na ten temat. Znajomość choćby części z nich, byłaby z pewnością dla tego start-upu bardzo cenna. Jednocześnie wspomniany wcześniej dziennikarz był przekonywany, że warto opisać historię weterana z Apple, przechodzącego do mającej ogromne perspektywy nowej firmy.

Jeśli informacje z pozwu się potwierdzą, będziemy mieli ciekawy przypadek, gdy wysoko postawiony pracownik firmy przeszedł bardzo szybko od prostego ujawniania informacji dla portali i gazet do szpiegostwa przemysłowego. Ciekawe swoją drogą, czy gdyby sprawa dotyczyła tylko wycieków, Apple też poszłoby w tej sprawie na noże.

Kultura tajemnicy

Obsesję na punkcie tajemnic zaszczepił w Apple Steve Jobs, któremu bardzo zależało, żeby produkty pojawiały się w przestrzeni publicznej dokładnie w taki sposób, jak sobie zaplanował. Tak ze względu na inną organizację ówczesnego Apple, stan ówczesnych mediów, jak i osobistą charyzmę CEO, utrzymanie wewnętrznej dyscypliny przychodziło dość łatwo, a wycieki były rzadkością.

Wraz z dynamicznym rozwojem mediów elektronicznych i pojawieniem się w Apple popularnych urządzeń mobilnych, firma zaczęła mieć z czasem większe problemy na tym polu. Początkowo było to jednak związane bardziej z niefrasobliwością testerów, którzy dwukrotnie zgubili prototypy iPhonów w barach, niż złamaniem umów. Nawet w takich „niewinnych” sytuacjach ówczesne Apple reagowało bardzo ostro i nie wahało się atakować prasy publikującej takie informacje.

Głośnym na cały świat był przypadek aresztowania osoby, która po znalezieniu prototypu iPhone odsprzedała go za 5000 dolarów redakcji serwisu Gizmodo. Apple było wtedy oskarżane o wymuszenie zbyt ostrej reakcji policji, trwały też ostre przepychanki z częścią dziennikarzy broniących prawa portali do podawania takich informacji. Apple z kolei oskarżało Gizmodo o zwykłe paserstwo.

Koniec kultury olewania?

Im dalej od śmierci Steva Jobsa, tym reakcje firmy stawały się coraz słabsze. W efekcie, przez dłuższy czas, informacje o większości produktów, łącznie ze zdjęciami, trafiały do sieci z dużym wyprzedzeniem. Leakerzy stali się, jak choćby wymieniony już Prosser małymi gwiazdami, a tajemniczy charakter Apple stał się właściwie tylko anegdotyczny. Ile cennych informacji trafiło nie tylko do prasy, ale też do konkurencji  w tym mocno „dziurawym” dla Apple czasie?

Dopiero w ostatnim czasie zmiany, które przywróciły w tej firmie trochę czegoś, co można by nazwać „duchem Jobsa”, spowodowały, że koncern znów aktywnie zaczął walczyć z wewnątrz firmowymi „kretami”. Donosił o tym Prosser („tim found my software source”), poszlaką było nagłe zwiększenie się fałszywych informacji w obiegu. Wypowiadali się na ten temat też sami przedstawiciele Apple.

Pisałem już w zeszłym roku, że część z wycieków w pewnym momencie wyglądała nawet jak efekt serii prowokacji, którymi ktoś chciał sprawdzić kanały rozchodzenia się informacji. Sprawa Lancastera zapewne będzie mocnym sygnałem dla aktualnych pracowników firmy, świadczących że Apple nie odpuści już tym, którzy wynoszą na zewnątrz jego tajemnice. Czy jednak Cookowi uda się na nowo uszczelnić firmę? Czy jest to w ogóle w dzisiejszych czasach możliwe? Cóż, przekonamy się po ilości celnych wycieków w kolejnych miesiącach.

Żródło: [1]

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: