0

Prowokacje i wojna Apple z wyciekami w tle WWDC 2020?

Powoli opada kurz po całkiem dobrym keynote, które otworzyło tegoroczne WWDC. Wydaje się, że spora część osób przegapiła pewne niewielkie wydarzenie, które rozegrało się w tle całej tej imprezy. Jak zapewne uważni obserwatorzy odnotowali, po utrzymującym swoje produkty w tajemnicy Apple nie ma już śladu. Większość projektów „wycieka” sporo przed premierą, a do mediów zaczynają trafiać szczegółowe opisy nawet skrywanych głęboko w laboratoriach prototypów. Wydaje się jednak, że Apple zaczęło w tej sprawie grać, i to na ostro.

Jon Prosser blitzkrieg

Od kilku miesięcy furorę wśród „leakerów” robi Jon Prosser z Front Page Tech, który odpowiadał za wycieki między innymi szczegółów dotyczących iPhone’ów SE czy nadchodzących dwunastek. Przez dłuższy czas nie dość, że miał 100% celności, to kolejne wycieki świadczyły, że zdobywa nowe, coraz głębiej usytuowane źródła. Nie bez znaczenia było to, że Prosser, pomijając jego ekscentryczne zachowania, podkreślał, jak ważna jest dla niego weryfikacja danych, jak i ochrona źródła informacji.

Czy Apple Glass przelało czarę goryczy?

Mam wrażenie, że Apple do pewnego momentu patrzyło na to przez palce, tego typu wycieki są przecież niezłym elementem marketingu, rozgrzewającym klientelę, na mający wejść za chwilę na rynek produkt. No właśnie, tutaj widzę pewien problem z wyciekiem dotyczącym Apple Glass. Mam wrażenie, że opisanie produktów, które na razie tkwią głęboko w laboratoriach, mogło być o jednym krokiem za daleko. Sam Prosser w jednym z filmów powiedział, że w Apple zawrzało i firma prowadzi szereg wewnętrznych śledztw, w celu wytropienia „wynosicieli”. Wydaje się, że nie była to tylko zagrywka PR-owa ekscentrycznego leakera, ponieważ wyraźnie ograniczył po tym swoją aktywność, a niektóre wycieki zaczął publikować ze sporym opóźnieniem. A potem zaczęło się robić dziwnie.

Jak złapać szpiega

Jedną z metod pozwalających wywiadom złapać szpiega, jest prowokacja.Podanie wytypowanym podejrzanym indywidualnie spreparowanych informacji i obserwacja przy pomocy własnych wtyczek, która wersja pojawi się u przeciwnika. W przypadku firm technologicznych jest o tyle prościej, że drugiej strony szpiegować nie trzeba, sam ogłasza zdobycz, jak najgłośniej się da. I tuż przed keynote zaczął się wysyp nowych przecieków, które po pierwsze się nie sprawdziły, a po drugie wyglądały na anonse praktycznie gotowych produktów, o których wcześniej nikt się nie zająknął nawet słowem. Jednak najdziwniejszą informacją była plotka o zmianie nazwy z iOS na iPhoneOS podana tuż przed startem WWDC.

Prosser zmienia opis na twitterze

Jak wszyscy wiecie, iPhoneOS się nie pojawił, natomiast w opisie Jona Prossera na twitterze znalazło się to:
„tim found my software source”
Tłumaczyć chyba nie muszę. Równie podejrzanie wyglądały wycieki dotyczące iMaca ala iPad Pro (przyniesione przez Sonny’ego Dicksona) oraz AirPower. W tym ostatnim wypadku okazało się, że jest to wkrętka, w jaką władował Prossera jeden z twitterowiczów, wykorzystując chińską matę zrobioną na wzór AirPower. Ale… jednocześnie Prosser ujawnił tę informację dość późno, twierdząc, że weryfikował ją w innych miejscach. Jest całkiem możliwe, że Apple i to zdarzenie mogło wykorzystać, aby namierzyć swoich nielojalnych pracowników. Jak sam Prosser wspomniał, jest pod czujną obserwacją Apple i jeśli któreś z jego źródeł próbowało coś w tej sprawie zweryfikować, mogło otrzymać fałszywe potwierdzenie od firmy. Pewną poszlaką za tą teorią jest spektakularna, a przez to łatwa do identyfikacji sprawa samozapłonu takowej maty.

Czy to koniec wycieków?

Cóż, wydaje się, że Apple wzięło się ostro do pracy w tym zakresie i całkiem możliwe, że posuwa się w swoich śledztwach nawet do prowokacji. Z jednej strony, nie ma się co dziwić, że chce chronić swoje tajemnicy, z drugiej strony, szkoda pracowników, którzy teraz pewnie będą mieli sporo więcej utrudnień w firmie i atmosferę ciągłej inwigilacji.

Ciekawe, jak ta sytuacja wpłynie na samego Prossera i innych leakerów, czy znajdą się osoby, które nie przestraszą się nowej polityki firmy w tym zakresie. Pewnie się znajdą, niektórzy z braku wyobraźni, inni ze względu na chęć dokuczenia firmie za „coś”. Nierealne wydaje się utrącenie źródeł chińskich, będących „blisko” linii produkcyjnych, tam Apple nie ma tak dużych możliwości, poza tym wycieki tuż przed prezentacją, mogą być uznawane za mniej szkodliwe, Cook to nie Jobs. Daltego wydaje mi się, że w najbliższym czasie będzie znacznie mniej informacji, ale o produktach we wczesnej fazie projektowania. Co w pewien sposób potwierdzi, że taka wojenka faktycznie miała i ma miejsce.

A Wy jak sądzicie, czy Apple rzeczywiście sięgnęło po takie profesjonalne metody w walce z wyciekami  i jak oceniacie moralne aspekty takiego postępowania (dla wszystkich trzech stron – firmy, pracowników i leakera)?