Felietony

Apple nie musi niczego robić. Ten kryzys może im i nam wyjść na rękę

Bartosz Gabiś
Apple nie musi niczego robić. Ten kryzys może im i nam wyjść na rękę
Reklama

Sztuczna inteligencja jest dosłownie wszędzie. Nie wychodzi już produkt bez AI, zaraz nawet kanapki zaczną być AI. W tym wszystkim największa firma na świecie jest w tyle za konkurencją. Apple nie nadąża za resztą, ale to dobrze. Serio, to bardzo dobrze.

Czy macie już dość rozmów o sztucznej inteligencji? Ja tak, naprawdę mam tego bardzo już dość. Co widzicie w głowie, myśląc o rozwiązaniach korzystających z tej technologii? To się zrobiła naprawdę trudna relacja i zaskakująco, przez swój brak przygotowania, jedna firma może wyjść z tego obronną ręką.

Reklama

Co czujecie, myśląc lub słysząc kolejne wieści o AI?

Albo raczej, jakie emocje wam towarzyszą, kiedy do ucha lub w toku codziennego życia, wpada jakaś myśl o sztucznej inteligencji? Czy jest to radość wywołana przez podekscytowanie na myśl o możliwościach AI? Może złość, że niszczy świat? Lub też po prostu jest to temat, który was zupełnie nie interesuje?  Sztuczna inteligencja to temat szalenie zagmatwany i mam wrażenie, że dotyczy to nie tylko osób, które się próbują o tej technologii czegoś dowiedzieć, ale także jednostek i firm stawiających swoją przyszłość na nią. Tylko czy to dobrze?

W tym wszystkim kompletnie nieprzygotowaną wydaje się być największa marka na całym świecie, kultowa wręcz. Nienawidzona i kochana z równie wielką pasją – Apple. W ciągu ostatnich dwóch lat gigant z Cupertino solidnie dał się wciągnąć w wyścig modeli sztucznej inteligencji i wcale nie wychodzi na tym dobrze. O tej porze 2025 roku, wszyscy użytkownicy mieli już być wyposażeni w urządzenia z cyfrowymi asystentami pierwszej klasy. Ba, mieli oni na w zasadzie zastąpić znajomych, którzy jak w usuniętej przez Apple reklamie, powinni mieć zdolność, aby nam doradzić w ścieżce zawodowej.

Naopowiadano fanom tak wiele obietnic, które miały nadejść niebawem, że aż doszło do sytuacji, w której na Apple wisi teraz pozew, gdyż nowi nabywcy są – słusznie – wściekli za wciskanie kitu. Niezależnie od tego czy rzeczywiście czują się zwiedzeni na manowce, czy nie, fakt pozostaje ten sam. Gdy kupowali najnowsze iPhone'y, w ogólnym szumie informacyjnym królowała wieść, że ta niesamowita technologia pojawi się już niebawem, więc mieli pełne prawo zareagować pozwem.

Co więcej, ostatnie próby wprowadzenia czegokolwiek z obietnic, kończyło się dość żałosnym pokazem bezsilności giganta. Słynne podsumowania notyfikacji okazały się czystym koszmarem, gdy zaczęły tworzyć treści o wydarzeniach, które nie miały miejsca. Byłoby to zabawne, gdyby nie powaga halucynowanych wydarzeń, jak aresztowanie premiera Izraela, co byłoby wydarzeniem politycznym o światowej skali. Tymczasem komicznie bezmyślne Apple Intelligence ot tak sobie taki fakt wysłało do ludzi.

Apple było tak zdesperowane, że do wyścigu potrzebowało partnera, który, chociaż jest dzisiaj wyceniany na grube miliardy dolarów, to umówmy się, jako partner największej firmy na świecie jest po prostu nieprzetestowaną firmą bez poważnego kryzysu na koncie. Wszyscy się zachłysnęli sztuczną inteligencją i całkowicie zapomnieli o historycznych jednorożcach branży technologicznej, które lśniły równie jasno jak OpenAI, dopóki nie trafił się poważny kryzys. Umowa z kimś takim oraz wykorzystywanie technologii takiej firmy, pokazało, jak Apple bardzo było zdesperowane, aby jak najszybciej dołączyć do wyścigu. Kropką nad i całego bajzlu w Cupertino, były przetasowania szefostwa i bezsilność wobec kryzysu wprowadzenia AI.

Po co to wszystko sobie przypominać?

Dobre pytanie!

Reklama

Najdroższa firma na świecie jest idealnym przykładem do pokazania całej histerii związanej ze sztuczną inteligencją i tak naprawdę pokazuje jak bardzo miliarderzy owinęli sobie świat wokół palca. Cały problem i niedotrzymanie obietnic ze strony Apple, jest wręcz sytuacją idealną dla użytkowników, bo może minie wystarczająco czasu, żeby pokazać wszystkim, jak bardzo tych rzeczy nie potrzebujemy.

Bieżący rok zaczął się targami MWC2025 w Barcelonie, które przytłaczały szaloną (i potwornie nudną) ilością sztucznej inteligencji. Wszystko jest teraz inteligentniejsze niż kiedykolwiek, wszystko jest AI. Problem w tym, że jest upychane w miejsca, w których w ogóle nie jest potrzebne (naprawdę, kto potrzebuje zbliżenia aparatu 300x i poprawki w wykonaniu AI wymagającego stałego połączenia internetowego i kilku/kilkunastosekundowego procesu przerywającego radość z fotografii?), a co najważniejsze, jak w wykonaniu Apple – jest wciąż niedokończone. To jest prawdopodobnie najbardziej frustrująca rzecz dziejąca się w całej branży, a wyraźnie pokazana na przykładzie Apple.

Reklama

Popatrzmy na to z tej perspektywy, Apple Vision Pro, słynne i wyśmiane gogle AR. Czy świat kompletnie nie jest na nie gotowy? Tak. Czy czas pracy baterii jest mizerny? Tak. Czy ktokolwiek ich potrzebuje? Nie. Czy jest ukończonym, pełnowartościowym i przemyślanym produktem? Tak, tak, tak. Żaden produkt giganta z Cupertino nie zawiódł ludzi w ostatnich latach, tak bardzo jak te gogle, lecz nawet one, są przemyślanym i gotowym produktem, który zasługuje na to, żeby istnieć. Tymczasem AI? Niekończące się pasmo łatek i niedokończonych opcji.

Apple Intelligence – czy komukolwiek na tym zależy?

Cała branża skupia się na tym, aby nasze telefony były małymi maszynami do robienia wszystkiego w ramach AI, lecz sytuacja z Apple Intelligence pokazuje wyraźnie, jak bardzo tego nie potrzebujemy i świat dał się zrobić w balona przez obrzydliwie bogatych ludzi.

Co przychodzi na myśl, gdy ktoś chce sobie wygenerować tekst? Pewnie ChatGPT, nie są to na pewno Notatki w iPhonie. Zatem po co w ogóle ktokolwiek marnuje na to czas? Odpowiedź jest jasna, żeby mieć co pokazać przed zarządem, lecz czy naprawdę nie wystarczy przygotować porządnej prezentacji, która zbije każde bezsensowne pytanie członków zarządu? W końcu, kto wybierze iPhone'a dla sztucznej inteligencji?

Kryzys największej ryby w stawie powinien obudzić całą branżę (lub przynajmniej użytkowników, czyli tych, dzięki którym branża ma w ogóle jakąś władzę), nie dawać powód do wytykania palcami. Nie zamierzam ich bronić, co to, to nie! Po prostu jeżeli oni sobie nie dali rady, a baza użytkowników kompletnie nie odczuła braku tej technologii, to po co w ogóle trwają nad nią prace? Czy naprawdę dla kogokolwiek jest tak ważne, aby mieć opcję wygenerowania płonącego banana w kowbojskim kapeluszu? Czy naprawdę ludzkość w tej śmiesznej sytuacji nie widzi jak ściąga na siebie katastrofę ekologiczną w akompaniamencie bzdurnych trendów AI?

Obsuwa Apple Intelligence to dobry moment na przemyślenie tego co jest rzeczywiście istotne. Czego chcemy bardziej, solidnych urządzeń, czy niedopracowanej technologii? Osobiście wybieram tę pierwszą opcję i życzyłbym sobie, żeby ktoś tak silny jak Apple, zaczął lobbować – naturalnie na własną korzyść, poprzez wizerunek tej moralnie najlepszej jednostki. Nie oszukujmy się, że kimś kierują wyższe wartości – zwolnienie tempa i ustalenie reguł gry oddalonych od stereotypów, uprzedzeń, oszustw i innych skrajności. W końcu AI jest w tej chwili tworzone na wizerunek najbogatszych ludzi na świecie, nie nasz. Czy to tego właśnie chcemy? Jeżeli wszystko będzie szło obecnym tempem, niedługo skończymy w kajdanach halucynacji sztucznej inteligencji, bez narzędzi do zweryfikowania co jest prawdą, a co jest odpowiedzią nakarmioną przez inne modele AI, dalece odbiegającą od prawdy.

Reklama

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Reklama