Apple

Nie żałuję ani złotówki. Apple AirTag za 150 zł wielokrotnie uratował sytuację

KK
Konrad Kozłowski
27

O AirTagach napisano i powiedziano już mnóstwo od dnia premiery. Zachwyty zastąpione zostały przez obawy o prywatność i nielegalne śledzenie, a pod koniec kwietnia minie rok od momentu, gdy zacząłem go używać. Nie mogłem lepiej spożytkować 150 zł.

Jeszcze zanim AirTagi pojawiły się na rynku, o ich premierze wspominano wielokrotnie. Miała to być mała rewolucja w wykonaniu Apple, ponieważ skrzętnie budowany ekosystem jest idealną przestrzenią, w którą wpasuje się taki gadżet. Niewielka pastylka z wymienną baterią łączy się z urządzeniami Apple za pomocą Bluetootha i pozwala regularnie aktualizować lokalizację. Czego? Czegokolwiek, bo wokół AirTaga powstał spory rynek uchwytów, smyczy, breloków i tak dalej. Można go też po prostu schować do plecaka, portfela, w ramę roweru czy schowek w aucie. Pomysłowość użytkowników nie miała końca.

O AirTagu można zapomnieć, ale on o sobie przypomni

AirTaga kupiłem od razu, gdy stał się dostępny, ponieważ w przeszłości korzystałem z różnych podobnych urządzeń. Najpierw od Nokii, a później od Tile. Żadne z nich nie było jednak tak łatwe i przyjemne w obsłudze. Takie warunki dostępne są tylko dla użytkowników sprzętu Apple, ale że takowych też używam, to AirTag wydawał się najlepszym wyjściem. Nie będę ukrywał, że na przestrzeni roku zdarzyło mi się nawet zapomnieć o posiadaniu tego gadżetu. Gdy nie wymagała tego sytuacja, nie przejmowałem się tym, gdzie jest, bo na co dzień klucze, portfel, plecak czy inne przedmioty były w zasięgu wzroku. Kiedy ruszałem w drogę, wszystko się zmieniało.

W zależności od potrzeby, AirTag pilnował jednego z moich najważniejszych przedmiotów, pozwalając mi upewnić się, że jest cały czas ze mną. Powiadomienia na smartfonie czasami przypominały, że zostawiłem go w inny miejscu, a gdy zacząłem szukać portfela czy kluczy, mogłem je szybko namierzyć nasłuchując dźwięku lub używając modułu U1. Ta druga metoda pozwala bardzo dokładnie wskazać położenie AirTaga, ponieważ na ekranie smartfona wyświetlane są dokładne wskazówki: dystans i kierunek. Coś wspaniałego.

Gdzie moje klucze? Czy nie zapomniałem portfela?

Co najważniejsze, AirTag potrafi zabłysnąć właśnie w najmniej spodziewanych momentach. To nie kwestia zabawy funkcją lokalizacji w bliskim otoczeniu czy śledzenia znajomych podoba mi się najbardziej, lecz fakt ciągłego czuwania i pilnowania moich gratów. Jeśli istotny dla mnie przedmiot zostawię tam, gdzie nie powinienem, niedługo później zostanę o tym poinformowany. W niektórych okolicznościach nie mamy możliwości szybkiej weryfikacji tego, czy nie zapomnieliśmy zabrać jednej czy drugiej rzeczy, więc problem rozwiąże zerknięcie w aplikację na smartfonie, gdzie upewnimy się, że wszystko jest w porządku.

Gdy o tym piszę, może to wydawać się zabawne lub trywialne, ale to chyba jedna z tych rzeczy, których najlepiej doświadczyć. Obcowanie z niektórymi gadżetami czy rozwiązaniami działa na wyobraźnię dopiero wtedy, mamy szansę sprawdzić je w praktyce. Podobnie mógłbym napisać o smartwatchu, bo choć poradzę sobie bez Apple Watcha na nadgarstku, to jednak na tyle ułatwia on codzienny kontakt z innymi czy dokonywanie płatności, że jego brak dobitnie o tym przypomina. Apple nie przemyślało wszystkich scenariuszy zastosowań dla AirTaga, dlatego były potrzebne aktualizacje i poprawki, by te tanie gadżety nie służyły tak łatwo w niecnych celach, ale przed tym firma chyba nigdy się całkowicie nie zabezpieczy.

Czy powstanie coś lepszego od AirTaga?

Po roku z AirTagiem nie żałuję ani złotówki wydanej na to akcesorium, ponieważ uchroniło mnie to przed utratą o wiele cenniejszych przedmiotów. Używając AirTaga można też odzyskać trochę czasu, jeśli mamy w zwyczaju gubić takie rzeczy, jak klucze. Apple nie było pierwsze i nie jest jedyną firmą oferującą takie urządzenie, ale ich pomysł na to sprawił, że stał się jedynym sensownym wyborem. Każdy iPhone, iPad, czy MacBook na tym globie może pomóc odnaleźć naszego AirTaga, więc to dość pocieszające. To, czy będzie on nadal przyczepiony do naszego plecaka czy torby, to inna sprawa, ale chyba na nic lepszego nas jeszcze nie stać.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu