Autorem poniższego tekstu jest Adam Jesionkiewicz: Jest środa, wczesne wiosenne południe. Jemy z Grześkiem Marczakiem miły „lunch”. W końcu to warszawski Wilanów, więc co mogłyby robić lemingi o tej porze, w takim miejscu? Nie, nie rozmawiamy o polityce, bynajmniej. Odlatujemy daleko, bardzo daleko, tam, gdzie ziemskie cnoty, problemy, troski nie mają żadnego znaczenia. Jesteśmy w kosmosie. […]

Autorem poniższego tekstu jest Adam Jesionkiewicz:

Jest środa, wczesne wiosenne południe. Jemy z Grześkiem Marczakiem miły „lunch”. W końcu to warszawski Wilanów, więc co mogłyby robić lemingi o tej porze, w takim miejscu? Nie, nie rozmawiamy o polityce, bynajmniej. Odlatujemy daleko, bardzo daleko, tam, gdzie ziemskie cnoty, problemy, troski nie mają żadnego znaczenia. Jesteśmy w kosmosie.

Od razu wyjaśniam – nic nie pijemy, a tym bardziej, nie „palimy”. Nie pytajcie nas o namiar na dealera. Jesteśmy bardzo poważni. Rozmawiamy o biznesie kosmicznym, o tym, jak Polska wkrótce stanie się pełnoprawnym członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej. Rozważamy scenariusze, w których nasze dzieci zyskują nowe możliwości realizowania swoich pasji w ogromnych projektach, nie mających sobie równych w historii naszej cywilizacji. Myślimy, do jakich szkół powinny iść, żeby wsiąść do ruszającego właśnie globalnego pociągu zwanego „New Space”? Uświadamiamy sobie, że stoimy u progu nowej epoki, którą do tej pory kojarzyliśmy tylko z filmów science fiction. Czas się obudzić z fikcji, to dzieje się naprawdę i to nie tylko „na zachodzie”, ale także tu – w Polsce.

Większość ludzi zagonionych w kieracie cywilizacyjnej prozy życia nie jest w stanie dostrzec nadchodzącej – co tam – już się dokonującej rewolucji. Media im w tym nie pomagają. W degrengoladzie życia politycznego i pączkującej kultury obrazkowej, wszechogarniającej sensacji miejsca na depesze o wartości naukowej po prostu nie ma. Nie chcę w tym miejscu rozpoczynać dyskusji o roli mediów i czy mają one zdolność kształtowania potrzeb informacyjnych widzów. Moje ostatnie polemiki, w jednej z polskich korporacji mediowych, nie zakończyły się zbyt dobrze, więc podejrzewam, że tu także byłoby bardzo emocjonalnie. Mówiąc krótko – tak, uważam, że strategia napędzana priorytetem monetyzacji mediów popularnych jest głównym sprawcą postępującego wyjaławiania intelektualnego społeczeństwa. I tu dochodzimy do tego, być może irracjonalnego, eksperymentu.

Razem z wydawcą Antyweb postanowiliśmy spróbować przybliżyć Wam kosmos. Nie tylko w ujęciu technologicznym, stricte naukowym, ale także w tym bardziej romantycznym, który napędza miliony pasjonatów rozkochanych w magii nocnego, gwiaździstego nieba. Zdziwieni, zszokowani? Pewnie tak.

Czyż nie pomyśleliście w pierwszej chwili, że to temat dla Antyweb z przysłowiowego zada? Zapewne. Dajcie mi jednak szansę szerszego wyklarowania tematu, a zrozumiecie dlaczego uważam, że astronautyka i astronomia może mieć swój silny kontekst informacyjny zgodny ze strategią merytoryczną takich portali jak właśnie Antyweb.

Po pierwsze – technologia. Zarówno w aspekcie astronautyki (podróży i eksploracji kosmosu), jak i czynnej astronomii wpływa na rozwój innych dziedzin pozornie niezwiązanych tematycznie. Przykład: GPS, matryce w aparatach fotograficznych (astronomia to najbardziej wymagająca dziedzina w sektorze rejestratorów) i wiele innych, które poznacie wkrótce na łamach AW.

Po drugie – startupy i biznes. To ostatnio bardzo gorący temat, a po udanej misji SpaceX zadokowania prywatnego Dragona do stacji kosmicznej ISS wszystko nabrało nowego, niespotykanego do tej pory wymiaru (s.f. stało się rzeczywistością). Słyszeliście o projekcie holenderskiego przedsiębiorcy Mars One? Chcą lecieć na czerwoną planetę. W jedną stronę.

Po trzecie – komputery i oprogramowanie. Zmieniły one astronomię i wprowadziły (amatorów) na poziom, który kilka lat temu nie był dostępny nawet dla największych profesjonalnych obserwatoriów. Dzisiaj ze swojego ogródka możecie fotografować odległe o miliony lat świetlnych galaktyki z jakością, w którą ciągle wielu podziwiających nie może uwierzyć. A jak przyjdzie Wam do głowy chęć zrobienia czegoś wartościowego dla nauki, to możecie zacząć szukać supernowych, planetoid, gwiazd zmiennych czy nawet planet pozasłonecznych. Astronomia to jedna z ostatnich dziedzin nauki, w której każdy wciąż może zostać odkrywcą. Któż nie chciałby być tym pierwszym, który „odciśnie” swoje „JA” w obcym, nieznanym wcześniej świecie?

Po czwarte – edukacja. Jeżeli nasze dzieci mają mieć szansę na zdobycie biletu do przyszłości, już dzisiaj musicie je zainspirować kosmosem. Nie da się zrobić tego inaczej niż przez pokazanie im piękna rozgwieżdżonego nieba, odległych światów dostępnych na „wyciągnięcie ręki”. Zapotrzebowanie nowej epoki na geniuszy będzie ogromne. Fizycy, chemicy, biolodzy, inżynierowie, programiści, geolodzy… w zasadzie każdy ma tu do odegrania swoją rolę. Być może dzisiaj NASA ogłosi, że łazik Curiosity odkrył na marsie ślady życia. Zdajecie sobie sprawę, jakie to odkrycie ma znaczenia dla pryncypiów zrozumienia życia w kosmosie?

A poza tym wszystkim to bardzo rozwijająca pasja. Do tego odrywa nas od ziemskich trosk i pozwala nabrać dystansu i szacunku dla Wielkiego Dzieła Kreacji, którego jesteśmy częścią. Każdy nasz atom pochodzi od Słońca i powiedzenie „wszyscy jesteśmy dziećmi gwiazd” jest w pełni uzasadnione. Gdzieś w głębi duszy wierzę, że przygotowywana przez nas seria artykułów na Antywebie pozwoli Wam spojrzeć na otaczający nas świat z nowej, szerszej perspektywy. A co z tym zrobicie i czy w ogóle je przeczytacie – to już Wasza sprawa.


fot. Robert Kowalewski / Agencja Mediafot — w miejscu: Centrum Nauki Kopernik

Na koniec wypadałoby się przedstawić (tak wiem, powinienem zrobić to na początku). Nazywam się Adam Jesionkiewicz i od 10 lat staram się aktywnie współtworzyć polską scenę „miłośników kosmosu”. W 2003 roku założyłem Astropolis.pl, które dzisiaj stanowi jedną z największych tego typu społeczności na świecie. Od ponad roku rozwijam firmę EXO Group, która ma stać się urzeczywistnieniem dziecięcych marzeń o kosmicznej firmie (sprzedaż i produkcja sprzętu, software, media, wydawnictwo książek, inwestycje w misje kosmiczne itp.). Z miłości jestem astrofotografem. Zbudowałem swoje obserwatorium i każdej pogodnej nocy uwieczniam fotony, które miliony (czasami miliardy) lat temu wyruszyły w daleką drogę tylko po to, aby zakończyć żywot na mojej matrycy. Promuję astrofotografię, organizuję plebiscyty i wystawy. Ostatnio między innym moje zdjęcia mogliście oglądać w warszawskim Centrum Nauki Kopernik, tuż przy wejściu do planetarium. Staram się przekonać żonę, że lot w jednej z pierwszych grup Virgin Galactic w kosmos (tym samym stając się oficjalnie drugim polskim astronautą) jest bezpieczny i dlatego powinienem w nim partycypować. Niestety, póki co z marnym skutkiem. Marzę dalej.

To tyle tytułem wstępu. Po cichu liczę, że przyjmiecie ten egzotyk z zaintrygowaniem i dacie nam szansę przybliżyć „nowy kosmos”. Już jutro zapraszam Was do pierwszego artykułu z długiej serii, opisującego rodzący się prywatny sektor kosmiczny, tzw. New Space. Do jego napisania zaprosiłem najbardziej kompetentną osobę w Polsce. Kogo? O tym już jutro.

Lekcja na dzisiaj: „Jak obrazić astronoma?”. Zapytać go: „Co tam Panie w astrologii?”. Uważajcie, bo astronom nie postawi Wam horoskopu!


Kosmiczną sekcję pomaga redagować firma EXO Group (Astromarket.pl, Astropolis.pl).

Adam wraz z firmą angażuje się w popularyzację nauki, wystawy astrofotografii, wspiera imprezy o charakterze edukacyjnym. Jest także wydawcą książek, a wkrótce także producentem teleskopów.