Android

Android 4.4 KitKat - pierwsze wrażenia. Od nowości głowa boli

TP
Tomasz Popielarczyk
44

? Android 4.4 KitKat to najbardziej obfitująca w nowości aktualizacja tej platformy od kilku wersji. Przez całą gałąź Jelly Bean system ewoluował, ale trudno napisać tutaj o jakimkolwiek tąpnięciu wywracającym szereg elementów do góry nogami. Konsekwentnie wprowadzano nowości i ulepszano poszczeg...

?

Android 4.4 KitKat to najbardziej obfitująca w nowości aktualizacja tej platformy od kilku wersji. Przez całą gałąź Jelly Bean system ewoluował, ale trudno napisać tutaj o jakimkolwiek tąpnięciu wywracającym szereg elementów do góry nogami. Konsekwentnie wprowadzano nowości i ulepszano poszczególne elementy pracy systemu, skupiając się na innym aspekcie – aplikacjach, które mogły działać tak na Jelly Bean, jak i na Gingerbread. Tak wyglądał pomysł Google’a na fragmentację.

W końcu jednak nadeszła pora na wprowadzenie czegoś nowego i dużego do systemu i, jak się wszyscy domyślali, okazją ku temu miała być premiera kolejnego Nexusa. Nie bez powodu. Część tych rewolucyjnych nowości, które zobaczyliśmy na zrzutach ekranu, wideoprezentacjach i recenzjach ma być ekskluzywnymi dla piątej odsłony smartfona Google. Co to oznacza? Ano, że w Nexusie 4/7/10 znajdziemy tego mniej. Nie brzmi zbyt optymistycznie.

Ja na swoim N4 zainstalowałem nieoficjalny port systemu przygotowany pierwotnie z myślą o jego następcy, a więc mogłem bez przeszkód cieszyć się wszystkimi nowościami, które w miarę pieczołowicie sprawdziłem. Co dziś mogę napisać o Androidzie KitKat?

System wyładniał, co jest widoczne tuż po uruchomieniu, na ekranie domowym. Nowy launcher to dla mnie strzał w dziesiątkę – jest skromny, minimalistyczny i zostawia dużo miejsca na personalizację. Uproszczono szufladę aplikacji, gdzie znajdziemy tylko ikony zainstalowanych programów, a także wprowadzono aplikację Google Now na ostatnim pulpicie z lewej strony. W praktyce okazuje się to rozwiązaniem bardzo funkcjonalnym i jednocześnie znacznie zwiększa częstotliwość korzystania z asystenta opracowanego przez Google’a, o co najwyraźniej twórcom chodziło. Niepokój może wzbudzać funkcja Google Ears, a więc ciągłe nasłuchiwanie smartfona pod kątem hasła „Ok, Google”. Dotyczy to głównie anglojęzycznych użytkowników, ale pewnie kiedyś praktyczne zastosowanie dla niego pojawi się również u nas.

Nowy launcher posiada naturalnie wiele elementarnych funkcji, jak np. możliwość skalowania widżetów, odinstalowywania aplikacji czy chociażby konfigurowania nowych pulpitów. Jest to aplikacja, która powinna w zupełności zaspokoić potrzeby każdego użytkownika. Choć oczywiście można by tutaj myśleć o czymś więcej, jak np. nowe efekty przejścia czy dodatkowe funkcje docka. Cóż, nie można mieć wszystkiego.

Na pasku stanu zmieniło się niewiele. Google postawił tutaj na białe ikony, co osobiście uważam, za bardzo dobrą decyzję, bo nadmiar niebieskiego w Androidzie mnie odrzucał. Położono tutaj większy nacisk na umożliwienie użytkownikowi kontrolowanie dostępu do jego lokalizacji. W trakcie, gdy któraś aplikacja to robi, zobaczymy obok zegarka stosowną ikonę. Dodatkowo pojawił się nowy kafelek pozwalający bezpośrednio z paska stanu włączyć i wyłączyć funkcje lokalizowania. A skoro przy tym jesteśmy – Google całkowicie przeprojektował interfejs zarządzania tym aspektem. Teraz możemy określić, czy chcemy, aby smartfon dokładnie określał nasze położenie czy może dłużej działał na baterii. Pojawiła się również lista aplikacji mających dostęp do nadajników GPS i WiFi i wykorzystywania ich w celu ustalania lokalizacji użytkownika.

Bardzo sympatyczną nowością jest nowa aplikacja dialera. Google zrezygnował tutaj z ciemnego motywu i wielu ekranów, stawiając na jedno uniwersalne rozwiązanie. Uruchamiając dialer zobaczymy listę osób, z którymi nawiązywaliśmy kontakt najczęściej lub w ostatnim czasie. Stąd, za pomocą przycisków przy dolnej krawędzi, możemy wysunąć klawiaturę numeryczną lub przejść do ekranu z historią połączeń. Nie zabrakło, rzecz jasna, wyszukiwarki pozwalającej na szybkie znajdowanie konkretnych osób.

Ciekawie zapowiada się tutaj funkcja Caller ID, która wyświetla dane dzwoniących do nas osób i firm, pobierając je z usług Google Maps czy Google+. Jeszcze nie udało mi się złapać tego rozwiązania na działaniu, ale pierwsze prezentacje zapowiadają się bardzo obiecująco.

Powiew świeżości do komunikowania się wprowadza też nowa wersja aplikacji Hangouts. Z jednej strony unifikacja jej z SMS-ami cieszy, bo ogranicza liczbę programów, które musimy trzymać na naszym smartfonie. Z drugiej jednak spodziewałem się czegoś bardziej rozbudowanego. Odbieranie wiadomości i odpisywanie na nie jest proste, ale na pasku stanu w dalszym ciągu nie znajdziemy dodatkowych przycisków pozwalających na podjęcie wybranych działań względem otrzymanego SMS-a/MMS-a. Co więcej, chcąc przygotować nową wiadomość, musimy przedrzeć się przez pełną listę kontaktów z naszego konta Google lub zwyczajnie znać imię i nazwisko poszukiwanej osoby. W przeciwnym wypadku może być ciężko… Aplikacja działa poprawnie, ale, jak piszę, żadnej rewolucji tutaj nie znalazłem.

Przy okazji trzeba też wspomnieć o nowym API dla aplikacji do SMS-ów. Teraz w systemie może być aktywny tylko jeden program tego typu jednocześnie, który wskażemy na ekranie ustawień. Pozostałe nie otrzymają dostępu do wiadomości. Na pewno wprowadza to pewien ład i zapobiega zdublowanym powiadomieniom, ale, co najważniejsze, umożliwia na całkowite wyrzucenie domyślnej aplikacji i swobodne korzystanie z alternatyw.

Dwie nowe pozycje pojawiły się również na ekranie ustawień. Pierwsza z nich to „Dotknij i zapłać”, która szybko przekształca nasz telefon w kartę płatniczą. Według nieoficjalnych informacji Google wprowadził tutaj specjalną funkcję zapobiegającą wyciekom naszych danych, a wiec korzystanie z płatności zbliżeniowych za pomocą smartfona ma być teraz czynnością całkowicie bezstresową.

Inną nowością jest tutaj opcja „Drukowanie”. To właściwie nic innego, jak wbudowana w system usługa CloudPrint pozwalająca na drukowanie na wybranych urządzeniach przy użyciu bazy sterowników umieszczonej w chmurze Google’a. Niestety nie posiadam zgodnego urządzenia, dlatego nie sprawdziłem jej działania w praktyce.

Android 4.4 KitKat zna również kilka nowych sztuczek po uruchomieniu aplikacji firm trzecich. Grając w gry na pełnym ekranie, możemy na przykład swobodnie uzyskiwać dostęp do paska stanu, mimo, że jest on ukryty. W tym celu wystarczy przeciągnąć palcem zza górnej krawędzi. Równie ciekawie zapowiada się możliwość ukrywania wszystkich dodatkowych pasków w niektórych programach. Google opracował to szczególnie z myślą o czytaniu ebooków, ale jestem przekonany, że znajdzie to również zastosowanie w grach, gdzie przyciski ekranowe potrafiły skutecznie uprzykrzyć życie.

Spośród pozostałych nowości warto wymienić też m.in. nowy edytor zdjęć, który wreszcie nie „zepsuje” nam plików, gdyż pozwala zawsze na cofnięcie wprowadzonych efektów, a także rozbudowaną o obsługę kolorowych ikonek Emoji aplikację klawiatury. Ma ona tez jeszcze jedną ciekawą nowość – podczas pisania przeciągnięciami pozwala nam na wprowadzanie spacji bez odrywania palca od ekranu.

Google zadbał też o to, by teraz wszystkie strony internetowe wyświetlane przez aplikacje były renderowane za pomocą tego samego silnika, na którym działa Chrome. Oczywiście przeglądarki www firm trzecich będą działać dalej normalnie – dotyczy to jedynie „zwykłych” programów uciekających się czasem do wyświetlania stron www. Zauważalny jest też dłuższy czas pracy na baterii - szczególnie podczas słuchania muzyki, co ma być zasługą tunelowania audio do DSP (audio tunneling to DSP). A skoro o słuchaniu mowa - zmienił się też sposób kontrolowania odtwarzacza z poziomu ekranu blokady. Teraz jego tło stanowi okładka naszego albumu/utworu, a przytrzymując palcem na przyciskach przewijania możemy uzyskać dostęp do paska postępu i swobodnie przeskakiwać do dowolnego momentu odtwarzania.

Co można napisać, podsumowując nowego KitKata? To z całą pewnością solidna i warta uwagi aktualizacja systemu. Nie da się jednak ukryć, że Google coraz mocniej ingeruje w poszczególne aspekty działania swojej platformy, wplatając w nie własne usługi. Nie każdemu się spodoba nowy dialer ukierunkowany na takie rozwiązania, czy narzucające się wręcz Google Now. Android 4.4 to jeszcze więcej Google’a w Google’u, co ucieszy fanów kalifornijskiej firmy, ale ostudzi zapał wszystkich, którzy do tej pory nie korzystali tak namiętnie pełnego ekosystemu jej usług. Na szczęście na horyzoncie jest już odsiecz, a więc CyanogenMod 11, ParanoidAndroid i inne fantastyczne alternatywy bazujące na nowym systemie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu