Świat

Amerykański senator, który chciał zakazu sprzedaży brutalnych gier i broni, oskarżony o handel bronią

KO
Kamil Ostrowski
10

Leland Yee należy do grupy osób najbardziej zaangażowanych w walkę z brutalnymi grami w USA. Senator kalifornijskiego parlamentu wielokrotnie ostro wypowiadał się na temat samych graczy, jak i przemysłu gier wideo, wskazując na fakt, że z jednej strony to grupa pragnąca przemocy, a druga grupa bezre...

Leland Yee należy do grupy osób najbardziej zaangażowanych w walkę z brutalnymi grami w USA. Senator kalifornijskiego parlamentu wielokrotnie ostro wypowiadał się na temat samych graczy, jak i przemysłu gier wideo, wskazując na fakt, że z jednej strony to grupa pragnąca przemocy, a druga grupa bezrefleksyjnie takich bodźców dostarcza. Cóż, z obecnej perspektywy te oskarżenia wydają się rzucane na wiatr, skoro sam Yee przyjmował łapówki i pośredniczył w handlu bronią.

Senator z hrabstwa Sam Mateo (Kalifornia) wpadł podczas operacji FBI, wymierzonej w grupę Chee Kung Tong (jednej z najstarszych tajnych chińskich organizacji), a konkretnie jej komórki z San Francisco. Lelandowi Yee i jego szefowi kampanii (senator planował start na stanowisko sekretarza stanu) postawiono zarzuty przyjmowania zbyt wysokich dotacji (wedle prawa ich wysokość jest ograniczona do 500$ na osobę). Co jednak ciekawsze, Yee miał umawiać agentów działających pod przykrywką na spotkania z handlarzami bronią, sprowadzającymi ją z Filipin. Podczas spotkania miał nastąpić zakup „dużej ilości broni”. Yee i jego współpracownik ustalali nawet szczegóły, m.in. dotyczące rodzajów uzbrojenia, jakie miały podlegać transakcji.

Lelandowi Yee grozi o 5 do 20 lat więzienia i wysoka grzywna. Senatorowi wyznaczono grzywnę w wysokości pół miliona dolarów.

Hipokryzja sięgnęła zenitu. Leland Yee znany jest bowiem w USA jako wielki przeciwnik powszechnego dostępu do broni i wróg brutalnych gier wideo. Jeszcze w styczniu Demokrata wypowiadał się w San Francisco Gate bardzo ostro w kierunku graczy. Z pewnością nie był zadowolony z tego, że w 2011 roku Sąd Najwyższy podciął skrzydła ustawie, którą on sam promował (chodziło o ograniczenie sprzedaży brutalnych gier wideo). Sędziowie wydali wtedy opinię, z której jasno wynikało, że gry wideo podlegają także ochronie w ramach ochrony wolności słowa.  Rozgoryczony Leland w rozmowie stwierdził, że:

Gracze powinni siedzieć cicho, nie mają wiarygodności w tej dyskusji. Tu chodzi o ich żądzę przemocy i żądzę pieniędzy przemysłu produkującego gry wideo.

Zdaje się, że słowo pana Yee stanie się teraz jeszcze mniej istotne, niż głos owych, marginalizowanych przez niego w dyskusjach, graczy.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Grygry wideobroń