27

Amerykanie promują nowe karabiny: każdy może zostać strzelcem wyborowym. Niestety

Przyznam szczerze, iż produkt, który za chwilę zobaczycie zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Niestety, jest to negatywne wrażenie. Na rynek (póki co pewnie tylko amerykański, ale spodziewam się szybkiej „globalizacji” sprzętu) trafia karabin naszpikowany elektroniką. Bardziej przypomina to broń z gier komputerowych niż ze świata rzeczywistego, ale spustoszenie, które może poczynić będzie jak najbardziej […]

Przyznam szczerze, iż produkt, który za chwilę zobaczycie zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Niestety, jest to negatywne wrażenie. Na rynek (póki co pewnie tylko amerykański, ale spodziewam się szybkiej „globalizacji” sprzętu) trafia karabin naszpikowany elektroniką. Bardziej przypomina to broń z gier komputerowych niż ze świata rzeczywistego, ale spustoszenie, które może poczynić będzie jak najbardziej realne…

Już na wstępie zaznaczę, że wojak ze mnie mizerny – na broni znam się słabo i nie będę zagłębiał się w techniczne aspekty karabinu. Zresztą, nie one są najważniejsze – to zagadnienie dla specjalistów i pasjonatów. Mnie osobiście o wiele bardziej zainteresował sam fakt powstania systemu Precision-Guided Firearm firmy TrackingPoint. Prace nad tym projektem trwały ponoć kilka lat, brało w nich udział kilkadziesiąt osób, a efektem końcowym są „inteligentne karabiny”.

Dzisiaj wszystko musi być smart, więc na dobrą sprawę fakt pojawienia się inteligentnego karabinu nie powinien mnie dziwić. Co więcej, to dla celów militarnych powstało mnóstwo powszechnie dzisiaj używanych technologii i to właśnie dla wojska nadal opracowywane są innowacyjne rozwiązania. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że wojny i wyścig zbrojeń w dużym stopniu nadają ton rozwojowi cywilizacyjnemu. W przypadku produktu firmy TrackingPoint mamy jednak do czynienia z urządzeniem, które ma trafić w ręce przeciętnych obywateli. Przeciętnych i majętnych obywateli.

Za karabin ze wspomnianym systemem trzeba będzie zapłacić około 20 tys. dolarów. Całkiem sporo. Klient dostaje jednak w zamian prawdziwy cud techniki. Karabin naszprycowany elektroniką ma uczynić z każdego laika strzelca wyborowego. W jaki sposób? To proste – wszytki najważniejsze czynności przejmuje na siebie komputer karabinu. Dokona odpowiednich obliczeń, wyceluje z wielką precyzją i na dobra sprawę pozostawi użytkownikowi niewielkie (albo żadne) pole do popisu. Choć z drugiej strony można napisać, że owo pole do popisu stworzy. Co to znaczy?

Karabin posiada m.in. moduł Wi-Fi. Powstały też specjalne aplikacje, dzięki którym można go zsynchronizować ze sprzętem mobilnym działającym pod kontrolą iOS oraz Androida. Karabin nagrywa obraz i dźwięk – każdym strzałem można się podzielić z innymi za pośrednictwem np. serwisu YouTube. Co więcej, producent zachęca do dzielenia się swoimi wyczynami na Facebooku czy Twitterze. Mamy zatem do czynienia z niezwykle celnym i prostym w obsłudze karabinem dla amatorów, wpisującym się w dzisiejszy trend mediów społecznościowych.

Cywile uzyskają dostęp do karabinu, który robi spore wrażenie nawet na wojskowych. Po co im taki sprzęt? To proste – do polowań. Myśliwym nigdy nie byłem, ale miałem kilku w rodzinie i z tego co kojarzę, to owa pasja nie polega jedynie na pozbawieniu zwierzęcia życia. Trudno sklasyfikować myślistwo – jednio powiedzą, że to sport, inni, że rozrywka, będą i tacy, którzy użyją słowa bestialstwo. W tę kwestię nie będę się już zagłębiał, ale podejrzewam, że spora rzesza myśliwych z niesmakiem przyjmie doniesienia na temat broni amerykańskiej firmy (ciekawe, czy kogoś zaskoczy informacja, że to producent z Teksasu?). W przypadku tego produktu nie można już mówić o żadnym etosie i regułach – to zwyczajny „masakrator”.

Pojawia się oczywiście kwestia dostępności broni i jej innych (prócz myśliwskich) zastosowań. Producent przekonuje, że podjęte zostaną odpowiednie środki bezpieczeństwa, a karabiny nie będą sprzedawane przez pośredników, więc zostanie utrzymana pewna kontrola nad klientami. To może jednak nie wystarczyć. Nie chciałbym popadać w moralizatorski ton, ale oddanie tak niebezpiecznego narzędzia w ręce każdego, kto ma pieniądze nie prowadzi do niczego dobrego. Firma przekonuje, że zainteresowanie ich sprzętem jest duże i nie rozpatrywałbym tych zapewnień jedynie w kategoriach marketingu – wierzę, że ludzie naprawdę zapisują się już na długiej liście chętnych. Czekam na pierwsze doniesienia o ofiarach. I nie mam tu na myśli wyłącznie jeleni…