49

Coraz częściej narzekamy na akumulatory i to się nie zmieni – problem może być większy

Będzie rewolucja w branży energetycznej, w przechowywaniu energii, będzie rewolucja w awiacji - do takich wniosków prowadziły teksty poświęcone maszynie X-57, o której wczoraj pisałem. Czy taka konkluzja towarzyszy wyłącznie branży lotniczej? Zdecydowanie nie - przybywa segmentów rynku, w których powtarza się, że rozwój zależeć będzie od akumulatorów: elektronika użytkowa, motoryzacja, funkcjonowanie domu, sposoby pozyskiwania energii. Wszędzie możliwe są zmiany. I wszędzie pojawia się jedna uwaga: potrzebne są lepsze akumulatory.

Akumulatory i baterie nie są dla nas czymś nowym, korzystamy z nich od dawna, a jeśli wierzyć odkryciom archeologów i naukowców, to już w starożytności opracowywano takie rozwiązania. Przez długi czas nie zwracaliśmy na ten element uwagi, bo opracowane modele sprawdzały się w użytkowaniu – transport zdominowany był (i nadal jest) przez paliwa kopalne, podobnie z pozyskiwaniem energii: akumulatory były elementem drugorzędnym. Kłopot, który zaczął odczuwać szeregowy obywatel, pojawił się, gdy na rynek trafiły rozwinięte urządzenia mobilne: laptopy, smartfony, tablety czy smartwatche. Okazało się, że potrzebna nam rewolucja w przechowywaniu energii. A ten segment jest wstępem do znacznie szerszego tematu.

Problemy i bariery? To akumulatory

Wspominałem we wstępie o szybszym rozwoju branży lotniczej, który mógłby nastąpić wraz z opracowaniem lepszych akumulatorów, ewentualnie nowatorskich sposobów wytwarzania i przechowywania energii. Bez tego samoloty jeszcze przez długi czas mogą być zdane wyłącznie na paliwa kopalne (a co będzie, gdy tych w końcu zabraknie?). Ale rzućmy okiem na branże motoryzacyjną, w której mówi się od paru lat o nadchodzących zmianach, o elektrykach, które zaczną wypychać z rynku auta z silnikami spalinowymi. Producenci samochodów elektrycznych powtarzają, że kłopotem jest akumulator, jego pojemność, czas uzupełniania energii, cena komponentu. Tesla tworzy w Nevadzie Gigafactory, wielki zakład produkcyjny, który ma bardzo pomóc firmie właśnie z tym kłopotem, lecz to nie będzie rewolucja – mowa raczej o nadrabianiu pewnych zaległości.

Ponad rok temu przywołana już Tesla zaprezentowała projekt Powerwall, czyli akumulator dla domu, produkt, który mógłby uniezależnić ludzi od tradycyjnych dostawców energii elektrycznej. Idea ciekawa, ale opiera się o dzisiejsze akumulatory – niedoskonałe komponenty, które nie zmienią reguł gry. Nawet, jeśli drogą Tesli pójdą inne firmy, co już się dzieje. Trzeba przy tym dodać, że przybywa pomysłów zastosowania tego rozwiązania na skalę przemysłową: tak, by móc w pełni czerpać z OZE, które często nie jest regularnym źródłem energii. Tyle, że stosowane dzisiaj akumulatory i tworzone z nich instalacje są raczej wyśmiewane przez zwolenników korzystania z paliw kopalnych czy atomu.

Transport, mieszkania, przemysł, do tego jeszcze codzienne życie miliardów ludzi – przecież każdy z nas lub zdecydowana większość ma urządzenia, które musi ładować. Zapewne dość często. Jeszcze przed dekadą nie był to taki problem, dzisiaj rozglądamy się za gniazdkami lub ratujemy się powerbankami. Bo nasze wielkie smartfony w milionem funkcji mają jedną zasadniczą wadę: przy intensywnym używaniu wytrzymują na jednym ładowaniu kilka godzin. Akumulatory sprawiają, że elektronika użytkowa nie jest w pełni funkcjonalna, że samochodem możemy stanąć w szczerym polu po pokonaniu relatywnie niedługiego odcinka, że samolot elektryczny to dzisiaj raczej zabawka i marzenie futurologów.

Potrzebna rewolucja. Rewolucji brak

Patrząc na to wszystko, staje się jasne, że potrzebna nam energetyczna, akumulatorowa rewolucja. Przybywa głosów, iż może ona wiele zmienić w naszej rzeczywistości, że przeobrażeniu ulegnie sporo segmentów gospodarki, że mogą się pojawić rozwiązania, które wcześniej były poza naszym zasięgiem. Jeśli świat ma iść do przodu, wypadałoby stworzyć nowe akumulatory. Niektórzy przekonują, że nawet te obecnie stosowne modele mogą być na wagę złota – popyt na nie będzie rósł, a produkcja póki co nie jest zadowalająca. Firmy zauważyły problem i zaczynają reagować, ale dostosowanie się do potrzeb branży trochę potrwa.

Co z większymi przemianami, ze wspomnianą rewolucją? Cóż, jeszcze kilka lat temu często pisałem o nowych pomysłach na tym polu, o odkryciach i wynalazkach, o projektach, które mają zmienić świat. Dzisiaj robię to rzadziej – emocje opadły, widzę, że firmy rozwijają stare technologie i raczej nie pakują się w nowinki. A te magiczne produkty sprzed kilku lat gdzieś się zapodziały. Według twórców teorii spiskowych, w sejfach wielkich korporacji, którym rewolucje nie są na rękę. Może przez to, a może z zupełnie innych, bardziej przyziemnych powodów, do zmian, mocnych i zauważalnych nie dochodzi. Akumulatory zaczęły być problemem, na który zwraca się uwagę, lecz niewiele da się z tym zrobić, Przynajmniej w najbliższej przyszłości. A potrzeby będą coraz większe…