198

Już nigdy nie zgubię portfela? Zacząłem używać AirTaga od Apple

Mimo, że AirTag był dosłownie najmniejszą nowością pokazaną na konferencji Apple, to od razu wiedziałem, że takie akcesorium będę chciał sobie sprawdzić. Od lat używam różnych lokalizatorów, a ten od Apple dla użytkownika iPhone'a wydaje się nie mieć konkurencji. Oto moje pierwsze wrażenia z używania AirTaga.

Zgodnie z obietnicą AirTag dotarł do mnie dziś, 30 kwietnia, mimo że wysyłka z Czech nastąpiła zaledwie wczoraj, a paczka zahaczyła o Niemcy. Dotrzymanie terminu mnie ucieszyło, bo już podczas majówki będę mógł czuć się nieco bezpieczniej. Nie jest to mój pierwszy lokalizator, do tej pory używałem kilku, w tym tych od Nokii, a także marki Tile. Ten ostatni przez wiele miesięcy służył mi jako lokalizator przy kluczach, ale jego bateria się wyczerpuje, więc jeśli umieszczony przeze mnie AirTag w portfelu się sprawdzi, to zapewne sprawię sobie drugą sztukę wraz z pętelką, by zaczepić go do kluczy.

Największym problemem innych lokalizatorów, a także smart portfeli Wolleta, które testowałem, to brak popularnego wśród użytkowników ekosystemu urządzeń i akcesoriów, dzięki którym zgubiony przedmiot można by odzyskać. Jeśli znajdzie się poza zasięgiem Bluetootha, to raczej nie ma większych szans na ponowne namierzenie.

Jak działa AirTag? Dlaczego jest lepszy niż inne lokalizatory?

Zanim przejdziemy do samego AirTaga muszę więc wyszczególnić, czym różni się od pozostałych rozwiązań. Apple postanowiło uczynić go jedną ze składowaych systemu Find My, znany przez nas jako po prostu aplikacja Lokalizator. To w niej możemy sprawdzić lokalizację wszystkich naszych urządzeń Apple, na których włączyliśmy usługę. Co najważniejsze, utrata łączności Bluetooth czy siecią komórkową nie oznacza całkowitej utraty szansy na odzyskanie urządzenia, bo wtedy do gry wkraczają inne sprzęty pozostałych użytkowników, które pasywnie aktualizują lokalizację naszego przedmiotu.

W ten sam sposób działa AirTag – jeśli leżący na trawniku portfel czy klucze minie osoba z iPhone’em, to ten smartfon zaktualizuje położenie zgubionego przedmiotu. A że popularność urządzeń Apple w Polsce stale rośnie i można je spotkać coraz częściej, to mocno liczę na to, że w razie krytycznej sytuacji, ta sieć stanie użyteczne. Choć oczywiście wolałbym tego scenariusza uniknąć.

AirTag – niby mały, a duży. Nie zapomnijcie o breloku

Sam AirTag, który dotarł do mnie w niedużym kartonowym pudełku, jest skromnych rozmiarów. Na wideo czy zdjęciach może wydawać się jeszcze mniejszy, ale nie porównałbym go do standardowych rozmiarów guzika. Kształtem przypomina pastylkę i jest nieco grubszy, niż zdradzają to grafiki.

Nie decydowałem się na zakup breloka czy opaski od Apple, bo nie sądzę, by cena była adekwatna do tego, co oferują, a zamiennik nabędę dopiero, gdy zamówię drugiego AirTaga. Pierwszy trafia do portfela, gdy wszystko będzie szło zgodnie z planem, wymienię Tile na AirTaga także przy kluczach.

Wydawało mi się, że będzie na tyle smukły, że nieznacznie wpłynie na grubość portfela, ale tak nie jest – dopiero po sprytnym ułożeniu go w jednej z kieszonek i przełożeniu zawartości portfela w inne miejsca mogłem uznać, że efekt końcowy mnie satysfakcjonuje.

Największa wada AirTaga to…

Największym problemem AirTaga jest brak nawet niewielkiego otworu, który pozwoliłby zaczepić go bez dodatkowych akcesoriów do kluczy czy innych przedmiotów. Takie rozwiązanie wybrał Tile i inni, ale Apple lubuje się w budowaniu ekosystemu (drogich) akcesoriów i nie inaczej jest tym razem. Na całe szczęście, jeśli będziecie opaski potrzebować, to znacznie tańszych zamienników nie brakuje na rynku i można wybrać jakikolwiek inny.

Parowanie AirTaga z iPhone’em jest banalne. Rozpakowując lokalizator z folii zabezpieczającej aktywujemy także zasilanie z baterii CR2032, która używana jest np. w zegarkach, a po chwili na ekranie odblokowanego iPhone’a ujrzymy taki sam ekran, jak w przypadki AirPodsów. Potwierdzamy, że to nasz AirTag – rejestrujemy go naszym numerem telefonu i adresem e-mail, nadajemy nazwę – a później możemy przejść do aplikacji Lokalizator, by ujrzeć nowy punkt na mapce.

Wydawany przez AirTaga dźwięk, który pozwala go namierzyć, gdy znajduje się blisko, jest zaskakująco głośny, szczególnie że urządzenie nie posiada dedykowanego głośnika. Wykorzystywane są drgania plastikowej strony obudowy pokrywki, a całość cechuje się standardem IP 67, więc nie powinniśmy się obawiać o nagłe zanurzenia (do 1 m na 30 minut) czy kurz.

Moduł U1 robi różnicę

Najbardziej bajerancką, a jednocześnie przydatną funkcją jest jednak ta wykorzystująca moduł U1 – ten sam, który znajduje się w iPhone’ach 11 i nowszych. Dzięki niemu smartfon może z dużą dokładnością wskazać miejsce, gdzie znajduje się AirTag. Dzięki temu, gdy tylko znajdzie się w zasięgu Bluetooth, możemy liczyć na wskazówki typu „za tobą”, „po lewej”, „po prawej” i „na wprost” uzupełnione dystansem w metrach do pierwszego miejsca po przecinku. Sprawdziłem, działa, cieszy i pomaga. Gdy się tego doświadczy, cena 159 zł za sztukę nie wydaje się już tak wybujała.

Wiem, że wielokrotnie zdarza nam się na Antyweb napisać, że technologia jutra jest dostępna już dzisiaj, ale gdy rzeczywiście o tym myślimy, to taki sposób lokalizowania przedmiotów, podłączania prawdziwie bezprzewodowych słuchawek albo korzystania z wielofunkcyjnego mini-komputera na nadgarstku w postaci smartwatcha, faktycznie był kiedyś niedoścignionym marzeniem, a teraz to wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Działa nie tylko, jak powinno, ale wręcz jak sobie to wcześniej wyobrażaliśmy.