Świat

Smutny ten XXI wiek: jest więcej lokali dla Airbnb niż do mieszkania

KR
Krzysztof Rojek
26

Wynajęcie mieszkania przez Airbnb to zazwyczaj najlepszy i ekonomiczny sposób na wyjazd do innego miasta czy za granicę. Ma to jednak także swoje konsekwencje.

Jak wygląda sytuacja mieszkaniowa w Polsce i na świecie, to chyba każdy wie. Pomimo tego, że wielu młodych ludzi pracuje na okrągło, ich zarobki nie pozwalają na kupno własnego mieszkania i dla wielu wynajem jest jedyną możliwością wyprowadzenia się z domu rodzinnego. To jednak również wiąże się z kosztami, które nie tylko w Polsce są bardzo wysokie. Wysokość raty za wynajem w wielu krajach przekracza cenę jaką trzeba by zapłacić za ratę kredytu hipotecznego i czynszu, co tworzy swego rodzaju błędne koło, ponieważ przez takie właśnie kwoty wiele osób nie jest w stanie uzbierać na wkład własny oraz zbudować zdolności kredytowej. Dodatkowo, ceny wynajmu podnosi też fakt, że część mieszkań które mogłyby trafić na ten rynek przeznaczana jest na wynajem krótkoterminowy, m.in. na Airbnb. Jaka część? Cóż - wychodzi na to, że bardzo duża.

W Nowym Jorku jest więcej mieszkań na Airbnb niż pod normalny wynajem

Pomimo tego, że Nowy Jork bardzo szybko dostrzegł zagrożenia płynące z wynajmu krótkoterminowego (zabieranie mieszkań z rynku klasycznego wynajmu, podcinanie skrzydeł biznesowi hotelowemu) i wprowadził prawo bardzo mocno ograniczające możliwość takiego wynajmu. Pomimo tego, jak policzyła firma EllimanDouglas, obecnie w tym mieście może być około 10- 20 tys. mieszkań bądź domów dostępnych do wynajęcia przez Airbnb (pamiętajmy, że oferty rotują, więc nie jest to tak łatwe do wyliczenia).  Tymczasem liczba mieszkań pod tradycyjny wynajem spadła poniżej 10 tys. i obecnie wynosi nieco ponad 7,5 tys. Dlatego nawet przy najbardziej ostrożnych szacunkach można założyć, że mieszkań pod wynajem krótkoterminowy wciąż jest tam znacznie więcej.

Jak to ma się do sytuacji w Polsce? Cóż, u nas zdecydowanie Airbnb nie jest aż tak popularne. Posprawdzałem, jak wygląda sytuacja w Warszawie, w różnych przedziałach czasowych i lista ofert waha się od nieco ponad stu do ponad 600 (w zależności od tego czy mówimy o wynajmie na kilka dni czy ponad miesiącu pobytu). Tymczasem, jeżeli chodzi o "tradycyjny" wynajem, to w stolicy dostępnych jest obecnie ponad 2400 ofert. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że spełnia się tu ten sam scenariusz - mieszkania przez Airbnb są znacznie tańsze niż hotele, a jednocześnie - opłacają się bardziej wynajmującym, którzy przy pełnym obłożeniu są w stanie wyciągnąć z jednego mieszkania dwa albo trzy razy tyle ile przy normalnym, długoterminowym wynajmie (albo i więcej). O ile więc "problem" z Airbnb i podobnymi nie jest tak poważny, to widać, że takie usługi także i u nas wyciągają z rynku sporą liczbę mieszkań.

I oczywiście - można powiedzieć, że tak działa przecież ekonomia. Ja jednak zawsze patrzyłem na mieszkania jako na dobro podstawowe, a nie luksusowe i fakt, że dziś osoba, która wchodzi w dorosłe życie i zarabia nawet średnią krajową, czyli 4k netto (co umówmy się, na start jest praktycznie niemożliwe) nie może pozwolić sobie ani na kredyt, ani też, coraz bardziej, na wynajem, który zabierałby większość ich miesięcznego dochodu. Rząd co prawda zapowiada jakieś regulacje w sprawie Airbnb, ale to póki co są zapowiedzi pisane palcem po wodzie.

Jedyne, co można więc w tym wypadku zrobić, to wzruszyć ramionami i powiedzieć: Witamy w ekonomii współdzielenia XXI wieku.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu