36

Wybierając AGD zdecydowałem się na średnią półkę, podziękowałem za nowinki

Jestem świeżo po lekturze tekstu Tomka dotyczącego AGD przyszłości. Jednocześnie mam za sobą wybór sprzętu do swojej kuchni oraz łazienki. Może to zabrzmi dziwnie, ale teraz do tematu podchodzę całkiem poważnie, zastanawiam się nad tymi nowinkami jako potencjalny klient, biorę na serio oferty producentów i zadaję sobie proste pytanie: czy kupiłbym to do swojego domu? I muszę przyznać, że po etapie zauroczenia nowościami w tym temacie, dzisiaj trochę inaczej podchodzę do zagadnienia. O wiele bardziej sceptycznie.

AGD nie jest tematem tak pociągającym, jak smartfony, komputery czy nowoczesne samochody. Przy tym nie chodzi tylko o geeków – można stwierdzić, że normalny człowiek nie może się fascynować nowoczesnymi lodówkami czy piekarnikami. O smart szczoteczce do zębów nawet nie ma co pisać. Z normalnością mam jednak niewiele wspólnego, więc trochę się tym interesowałem. Czytałem o nowinkach, oglądałem je podczas targów, niejednokrotnie w tekstach prezentowałem jakieś pomysły czy gotowe urządzenia. Stwierdzałem przy tym, że taka smart kuchnia czy smart dom w ogóle, to świetna sprawa. Potem przyszedł etap zwątpienia.

Po pierwsze, zastanawiałem się, kiedy te wszystkie nowinki trafią do szarego człowieka. Możemy się nimi zachwycać (lub je krytykować) na blogu technologicznym, ale przeciętny Kowalski trafi tu przez przypadek, branża tech interesuje go tak samo, jak Agrobiznes i ceny surowców na giełdzie w Londynie. Nie dowie się zatem, że to istnieje, tym bardziej nie stanie się w najbliższym czasie potencjalnym klientem – nie wesprze na Kickstarterze startupu, który oferuje toster z Wi-Fi. Te wszystkie cuda na kiju, jak nazwą je złośliwi, to kwestia przyszłości, raczej odległej.

Po drugie, pojawia się kwestia bezpieczeństwa. Pisał o tym jakiś czas temu Grzegorz, wspominał o diodach migających w mieszkaniu. Coraz więcej urządzeń podłączonych do Sieci, a przez to narażonych na atak. Tworzymy kolejne drzwi do naszego życia, dajemy potencjalnemu przestępcy coraz więcej danych, które może wykraść. Ktoś może się już dowiedzieć nie tylko, jakie strony odwiedzamy, z kim rozmawiamy w mediach społecznościowych czy jak często piracimy treści. Dowie się, jak często pierzemy bieliznę, co kupujemy i mamy w lodówce, jakie mamy ubytki w uzębieniu i czyje zdjęcia najczęściej umieszczamy na wyświetlaczu lodówki. Rozwiązania, które może i wyglądają na fajne, wiążą się z koniecznością pilnowania ich, utrzymywania wysokiego poziomu bezpieczeństwa. A to dla większości społeczeństwa za wysokie progi. Zresztą, zawsze może być tak, że błąd popełni firma, a zapłaci za niego konsument.

Po trzecie, trzeba zadać proste pytanie: czy my tego potrzebujemy? Czy ja tego potrzebuję? Niektóre funkcje są super i do tego klient ich nie zauważy. Pralka już nie tańczy? Świetnie. Lodówka jest energooszczędna, zabija bakterie i informuje o otwartych drzwiach? Bardzo fajnie. Piekarnik wyłączy się gdy potrawa zacznie się przypalać, a zmywarka poinformuje, że coś należy z niej wyjąć, bo ulegnie zniszczeniu i uszkodzi sprzęt? Super. Dopóki technologie nie absorbują naszej uwagi i wykonują pożyteczną robotę, są jak najbardziej do przyjęcia. Gorzej, gdy próbują nas w to wciągnąć i zdajemy sobie sprawę z tego, że te innowacje są niepotrzebne, że świetnie sobie bez nich radzimy, że szkoda na to czasu. Albo pieniędzy.

Wybierając AGD do swojego domu stawałem często przed pytaniem: dopłacić kilka stówek za jakąś technologię, wybrać sprzęt z dodatkowymi funkcjami, zdecydować się na bardziej energooszczędny model? Czasem stwierdzałem, że warto, czasem rezygnowałem. Sztandarowym przykładem lodówka. Ten sam producent, urządzenia nawet podobne pod względem designu, ale różnica w cenie naprawdę duża. Z czego wynika? Z funkcji (czasem przydatnych) i zwyczajnych bajerów. Doszedłem do wniosku, że nie będę z nich korzystał. To samo z wieloma programami w pralkach czy piekarnikach – ostatecznie i tak korzysta się z trzech czy pięciu. Więc po co przepłacać…

Obserwujemy to już dzisiaj, bo sprzęt jest rozwijany, obserwować będziemy też w przyszłości, czego dowodem tekst Tomka i moje obserwacje. Zaleje nas AGD, które będzie naszpikowane elektroniką, smart do kwadratu i wielofunkcyjne (przy tym odpowiednio droższe), ale klienci i tak z tego nie skorzystają. Chyba, że trafi się jakiś „power user”. Kto będzie oglądał wnętrze lodówki z poziomu smartfona? Kto chce, by to jego lodówka i piekarnik decydowały, co zje na obiad? Wreszcie kto chce, by to toster wskazywał użytkownikowi, jak bardzo chrupiące pieczywo lubi? Na targach może i fajnie to wygląda, w reklamach też. Ale ostatecznie ludzie machną na te cuda ręką. Bo to tylko AGD – przecież nie będą się zapoznawać z nieziemskimi funkcjami swojej pralki…