31

Coraz więcej uzależniających abonamentów z grami. Było fajnie, ale robi się za drogo – a będzie jeszcze gorzej

Najważniejsza część targów E3, konferencje, już za nami. W tym roku zabrakło miejsca na fajerwerki. Najwięksi twórcy już kończą z projektami na obecną generację konsol i pewnie w tle już coś tam czarują na PlayStation 5 i nowego Xboxa, ale jeszcze nie mogą o tym pisnąć słówka -- dlatego wygląda to tak, jak wygląda. I choć kilka zapowiedzi przykuło moją uwagę, to najważniejszą nowością z tegorocznych targów E3 wydaje się wieść o kolejnych abonamentach w świecie gier wideo. Z jednej strony brzmią one niezwykle kusząco, z drugiej — ta walka o uwagę graczy... nie jest specjalnym powodem do radości. A już na pewno nie dla naszego portfela.

Każdy z własnym abonamentem, każdy zachęca do subskrypcji

Dotychczas o „Netflixie dla gier” mówiło się przede wszystkim w kontekście usług, które mają zaoferować streaming gier. Po tegorocznym E3 punkt widzenia nieco się zmienił — Stadia i Project xCloud dopiero przed nami, zaś abonamenty z grami na dobre zaczynają gościć w świecie graczy. Zaczęło się kilka lat temu od EA Origin Access, później przyszedł czas na fantastyczny Xbox Game Pass. Na targach swój abonament ogłosił Ubisoft — chwaląc się startem UPlay Plus, jesienią startuje Apple Arcade. A jakby tego było mało, Square Enix również coś tam szepnął na temat tego, że byłby zainteresowany dołączeniem do gry. I nagle zaczyna robić się coraz ciaśniej. A wierzę że nie zabraknie też mniejszych firm, które postanowią sobie ugrać też coś z w ramach mody. Jasne, niby dostęp do ich pakietów gier jest bardziej opłacalny niż zakup interesujących nas produkcji na własność. Ale kiedy zsumujemy podstawowe ceny każdego z nich — tu 40 złotych, tam 65 złotych, to znowu 20 złotych — dodamy do tego jeszcze PlayStation Plus lub Xbox Live Gold, nagle robi się z tego niemała sumka w skali miesiąca. Owszem, zapewniająca dostęp do… kilkuset gier. Tylko bądźmy szczerzy: kto ma na nie wszystkie czas?

Płaćmy za wszystko, bo nigdy nie wiadomo kiedy najdzie nas ochota na kolejną partyjkę w FIFA

Z jednej strony logika nakazuje, że można spokojnie płacić rotacyjnie. W jednym miesiącu aktywować abonament Ubisoftu, w kolejnym Microsoftu, a następnym razem Electronic Arts. No niby tak, ale… nie do końca. Bo do dobrego się człowiek szybko przyzwyczaja — i niełatwo jest stracić dostęp do ulubionych tytułów, które jeszcze kilka dni temu mieliśmy na wyciągnięcie ręki. Wiecie, szybka partyjka w FIFA czy NBA jest idealnym pretekstem, by zrobić sobie chwilę przerwy. I doskonale wiem jak to jest, bo sam regularnie uruchamiam w ten sposób kilka mordobić z Game Passa — i kiedy tracę do nich dostęp, nie ukrywam, brakuje mi ich. I mimo że ze względu na ogromną listę zaległości i tzw. „kupki wstydu” najczęściej opłacam abonament okazyjnie w promocjach, to z tęsknoty zdarzyło mi się już kilka miesięcy opłacić pełną cenę. Bo, kurcze, to po prostu wciąga — a nawet kiedy myślę sobie że to przesada, to firma ogłasza nowe gry, wśród których znajdzie się jakaś perełką z którą chciałem zapoznać się od lat… no i co, płacę!

Za dużo, za drogo, za dużo podziałów

Moją największą obawą związaną z tymi abonamentami są ich katalogi. Wiadomo, że oferta będzie się regularnie zmieniać, ale o ile teraz Microsoft ma dość zróżnicowaną ofertę w której każdy może znaleźć coś dla siebie, to obawiam się, że niebawem może się to zmienić… i zostaną tam przede wszystkim gry należące do studiów Microsoftu i trochę indie. Tytuły takie jak Deus Ex: Mankind Divided (Square Enix) czy DOOM (Bethesda) znikną z katalogu, bo wydawcy będą je sobie siłą wyrywać i  — co naturalne — wykorzystywać jako kartę przetargową zachęcającą do opłacania ich usługi. I z jednej strony na bogatej konkurencji powinniśmy skorzystać my, konsumenci, bo w teorii wszyscy powinni się starać i oferować jak najwięcej dóbr. Z drugiej — jak pokazuje rynek VOD — to niekoniecznie tak działa. Coraz bardziej agresywna walka o klienta na rynku VOD poskutkowała… wzrostem piractwa. Wierzę, że nadchodzące miesiące będą szalone pod względem walki o uwagę graczy, a nim będziemy mieć szansę przyjrzeć się jej efektom do gry wejdzie streaming i wszystko rozpocznie się na nowo. To będzie ciekawy wyścig, ale niezależnie od tego jak bardzo kusząco brzmi — póki co obstaję przy kupowaniu gier, chociażby w promocjach. Ich ceny topinieją w oczach, nie muszę się spieszyć z przechodzeniem (bo abonament kończy się już za cztery dni – i te sprawy), a do tego wiem, że z dnia na dzień nie przestaną mi działać.