Felietony

8 GB to może być już zbyt mało. Windows ma apetyt na więcej

JS
Jakub Szczęsny
19

3 lata pracowałem na komputerze z 8 GB pamięci RAM na pokładzie. Nie był to czas stracony, ale jego końcówki nie zapamiętam jako najlepszy okres w swoim technologicznym życiu. Okazało się, że aktywności które wykonuję na co dzień przestały odbywać się z odpowiednią werwą - pozostawiając mnie nieco zniesmaczonego przytykającym się i nierzadko nieresponsywnym komputerem. Czy 8 GB pamięci RAM to obecnie zbyt mało?

To nie jest tak, że to jest jednoznacznie mało i jeżeli będziecie szukać nowego komputera w najbliższej przyszłości, nie powinniście spoglądać na maszyny z 8 GB pamięci RAM na pokładzie. Umówmy się, jeżeli tylko przeglądacie Internet, nie gracie w gry, nie realizujecie projektów w aplikacjach takich jak Photoshop i Wasz schemat używania komputera nie jest nastawiony na szeroki multitasking: pewnie taka ilość pamięci operacyjnej okaże się wystarczająca. Wszystko ponad to raczej będzie wiązać się z większymi lub mniejszymi kompromisami: albo zaakceptujecie to, że komputer nie będzie błyskawicznie odpowiadać na wprowadzane do niego polecenia, albo jedynym sensownym wyjściem będzie upgrade nastawiony na rozszerzenie dostępnego RAM-u.

Kilka lat temu aktualne były debaty nad tym, czy 4 GB pamięci RAM jest wystarczające: dzisiaj natomiast warto zapytać o to w kontekście podwojonej wartości. Czas nie jest dla nas łaskawy: aplikacje puchną, zmieniają się wzorce użytkowania maszyn, a także potrzeby samych użytkowników. Coraz większe pole do popisu przekazujemy aplikacjom webowym: praca w przeglądarkach wzmaga konieczność wykorzystania multitaskingu - to zaś prosta droga do tego, by pamięć RAM szybko wydrenować. Wystarczy otworzyć około 20 kart przeglądarki, żeby komputer znacząco zwolnił: pamięci RAM nie zostanie zbyt dużo do dyspozycji dla komputera i w Windows dojdzie do przenoszenia informacji do pliku wymiany. Oczywiście, "swap file" nigdy nie będzie tak szybki jak pamięć RAM, nawet w kontekście rynku tak mocno polegającym na dyskach SSD. Dyski talerzowe w laptopach wymarły niemalże całkowicie, albo okupują jeszcze najsłabiej wyposażone modele. W maszynach stacjonarnych wykorzystuje się je często do przechowywania informacji, którym duże czasy dostępu nie są szczególnie straszne.

Kilka programów, przeglądarka i...

O tym, że 8 GB RAM to w moim przypadku już nieco za mało przekonałem się w sytuacji, gdy komputer wykonywał w tle skanowanie w poszukiwaniu złośliwych programów. Ja w tym czasie musiałem zedytować kilka plików w Dokumentach Google (w przeglądarce), przy okazji edytując pliki graficzne. Normą u mnie jest to, że non-stop otwarte mam przynajmniej 20 kart w Edge'u. Tutaj trzeba zaznaczyć: od jakiegoś czasu program od Microsoftu jest w stanie "usypiać" nieużywane karty tak, aby zwolnić nieco pamięci: funkcja naprawdę przydatna i działająca przyjemnie. Obsługa komputera obłożonego tak dużą ilością pracy nie była przyjemna: przełączanie się między otwartymi programami trwało wieki, otwieranie kolejnych powodowało nieprzyjemne epizody cyfrowej czkawki, a tekst wprowadzany do pliku pojawiał się na ekranie "na raty".

Oczywiście, uruchomienie ponownie systemu Windows przywracały maszynie świeżość i dynamikę, ale tylko do momentu w którym przekroczyłem "masę krytyczną" używanych przeze mnie zasobów. W ostatnim czasie zacząłem łapać się na tym, że co jakiś czas ubijam proces Microsoft Edge w Menedżerze Zadań, aby komputer znowu zaczął pracować tak, jak trzeba. Zirytowany tym nieco postanowiłem załatwić problem raz, a dobrze. Teraz, zamiast 8 GB RAM mam już równiutkie 40 GB. Mogę otworzyć tyle kart w Edge'u, że nie będę w stanie do tylu policzyć.

Drodzy Czytelnicy, po prostu przestałem akceptować to, że balansuję na granicy wydajności komputera. Coraz częściej zbliżałem się do momentu, w którym praca z komputerem przestała być przyjemnością, a stawała się... smutną koniecznością. I tak, wiem - miałem porzucać Windows na rzecz Macbooka, ale uznałem że to jeszcze nie ten moment. Przejście na zupełnie inny styl obsługi interfejsu mogłoby spowodować, że przez jakiś czas czułbym się mocno zagubiony - na tym natomiast ucierpiałaby moja osobista efektywność w trakcie realizacji kolejnych zadań. Zostałem więc z Windows 11 na przynajmniej kolejne dwa lata.

A gdybym chciał teraz edytować pliki wideo?

Decyzja o przejściu na znacznie potężniejszą maszynę została podparta pytaniem: "a gdybym tu i teraz musiał zedytować plik wideo?". Na poprzednim komputerze skończyłoby się to najpewniej koncertowym wyrzuceniem peceta przez okno. Teraz, gdy do dyspozycji mam i bardzo wydajny procesor i sporo pamięci RAM i całkiem wydajną grafikę, mogę sobie na to pozwolić. Wcześniej mogłoby to skończyć się co najmniej źle.

8 GB RAM to dzisiaj absolutne minimum - jednak trzeba liczyć się z kompromisami: szczególnie, gdy niespodziewanie okaże się, że dzisiaj potrzebujesz wykorzystać pewien nieużywany na co dzień zapas wydajności komputera. Co jednak, jeżeli tego zapasu nie masz? Wtedy może zrobić się lekko nieprzyjemnie...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu