21

7 rzeczy, które wkurzają mnie w Red Dead Redemption 2

Red Dead Redemption 2 to fantastyczna gra. Nie jest jednak idealna. Oto 7 rzeczy, które mnie w niej wkurzają.

Arthur Morgan – kowboj o gracji czołgu

Gry Rockstar, mniej więcej od GTA IV, mają specyficzny problem z ciężarem i mechaniką postaci. Mówiąc szczerze, jestem trochę zaskoczony, że to samo dzieje się w świeżutkim Red Dead Redemption 2, które zdaje się powielać ten sam mechanizm ruchu, który znamy od 2008 roku. Przypomnijcie sobie jak dziwnie i momentami ślamazarnie poruszał się Niko, John Marston czy Michael. To samo niestety dzieje się tu.

Główny bohater Red Dead Redemption 2 nie ma w sobie za grosz gracji. Niezależnie od tego czy idzie, biegnie, przeskakuje między osłonami podczas strzelaniny – zawsze wydaje się przecinać olej, nie powietrze. Nawet dynamiczne ruchy tracą od razu na pędzie. Po niesamowicie zwinnym Spider-Manie bardzo ciężko się do tego przyzwyczaić, choć przecież za czasów GTA V nie zwracałem już na to uwagi.

Archaiczny, kulawy system strzelania

Podobał Wam się system strzelania w Grand Theft Auto V? Powiedzmy sobie szczerze – to był jeden ze słabszych elementów gry. I niestety Rockstar przeniósł go do Red Dead Redemption 2. Powiecie – trudno, przecież to symulator kowboja, a nie strzelanka. No cóż, tak – tylko ten kowboj jest również rewolwerowcem, więc mechanizm strzelania musi być dopracowany na tip-top. A nie jest i system precyzyjnego strzelania Dead Eye to świetna sprawa, jednak nie ratuje sytuacji.

Po pierwsze – podczas strzelanin daje się we znaki ślamazarny ruch bohatera, który dokucza podczas wymiany ognia. Arthur Morgan potrafi źle przykleić się do osłony, a od czasów pierwszego Gears of War (nikt nigdy nie zrobił drugiego tak dobrego systemu osłon), po prostu krwawią mi oczy kiedy patrzę na takie błędy.

Wyobraźcie sobie sytuację, w której łowcy nagród wpadają na Wasz trop i widzą Was gdzieś na drodze. Podjeżdżają w pośpiechu, wyciągają broń, strzelają – oczywiście możemy, a nawet powinniśmy się bronić. O ile zdążymy wychylić się w którąś ze stron, wyciągnąć rewolwer i nakierować celownikiem na przeciwnika. Przyznaję, że nigdy nie strzelałem z grzbietu wierzchowca, ale na pewno było to na Dzikim Zachodzie bardziej dynamiczne niż ślamazarne popisy Morgana.

Ten świat nie tętni życiem tak bardzo, jak myślałem

Zawsze podziwiam to, co Rockstar robi ze swoimi wirtualnymi światami.i Bawi się w prawdziwego stwórcę programując całe ekosystemy i zależności między poszczególnymi postaciami, obiektami itd. Tego w Red Dead Redemption 2 nie brakuje, ale wielki otwarty świat znów świeci pustkami. Oczywiście nie oczekiwałem by twórcy gry naginali historię i wrzucali setki osób na puste tereny tylko po to by coś się działo. Na pewno gęstość zaludnienia jak i gęstość zwierząt też ma swoje realne odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Finalnie często jesteśmy jednak tylko my i nasz rumak. Gdzieś w oddali, raz na jakiś czas przemknie się samotny jeździec czy równie samotny dyliżans. Gdzieś w lesie ucieknie przestraszony jeleń. Nie wierzę, że po kolejnych kilkunastu godzinach wirtualny świat Red Dead Redemption magicznym sposobem się zaludni. To nie jest jednak GTA V na Dzikim Zachodzie i warto o tym przed zakupem pamiętać. Czasami jest po prostu pusto.

30fps-ów jest filmowe, to fakt. Ale wolałbym jednak 60 fps

Nigdy nie wierzę producentom, którzy twierdzą, że celowo ograniczają klatki animacji do 30 fpsów po to, by zachować filmowy charakter gry. Zawsze, podkreślam, zawsze wiąże się to z ograniczeniami technicznymi, a tego typu deklaracje to kłamanie graczom w oczy. Red Dead Redemption 2 działa w 30 fps-ach i to stały framerate (choć podobno najlepszy i najbardziej stały na Xbox One X). Z jednej strony mi to wystarczy, z drugiej doskonale pamiętam jak dużą różnicę poczułem rozpoczynając zabawę w GTA V na PC. Dla przypomnienia – zarówno wersja na X360/PS3, jak i odsłona dla Xbox One/PS4 działały w 30 fpsach. 60fps+ w grach Rockstara kompletnie zmienia produkcję i właśnie dla tej różnicy kupię grę drugi raz – o ile oczywiście potwierdzą się plotki i kowbojskie przygody trafią na PC.

Koń kontra drzewo

System kolizji pojazdów w GTA IV i GTA V był zabawny. Momentami tak dziwny i karykaturalny jeśli chodzi o prawa fizyki, że cudownie oglądało się wszelkiej maści kompilacje wypadków z obu części. Ale kiedy jadąc konno wpadam swoim rumakiem w drzewo, nie jest mi do śmiechu. Koń staje dęba albo pada na ziemię niemalże w miejscu, a ja jestem wystrzelony jak z katapulty. Identycznie jak przez szybę pojazdu w GTA. Można było to zrobić trochę lepiej, Rockstar – naprawdę.

Klawiszologia

Czy raczej padologia. Red Dead Redemption 2 to skomplikowana gra. Nasz bohater potrafi wykonać masę czynności niezależnie od tego czy jest na własnych nogach czy na grzbiecie konia. Pad ma niestety ograniczony zestaw przycisków, Rockstar musiał więc jakoś sobie z tym problemem poradzić. I tak dostaliśmy kółko gdzie aby wybrać na przykład pokarm dla konia czy broń do wyciągnięcia trzeba trzymać L1, ustawić kursor gałką w danym miejscu i puścić L1. Nie, nie jest to wygodne i niestety nie zawsze “wchodzi”, co w kryzysowej sytuacji wymagającej szybkiego działania odbija się negatywnie na mojej grze.

Druga sprawa, kompletnie dla mnie chybiona, to brak mapy pod touchpadem na padzie do PS4. Serio, wepchnęliście tam zmianę kamery? Ta płytka dotykowa w DualShocku 4 jest wręcz stworzona do podglądania mapy, szczególnie w takiej dużej grze. Na szczęście twórcy nie każą wychodzić do menu (choć pewnie część z Was będzie tak na początku robić) – mała rada, mapa pojawi się gdy naciśniecie i przytrzymacie przycisk options.

To oczywiście drobiazgi, ale na pewno wielu graczy zacznie się zastanawiać czy przy tak dużych i rozbudowanych grach zwykły pad to na pewno najlepsze rozwiązanie? Może producenci powinni rozważyć dodatkowe przyciski w przyszłej generacji. Lepiej je mieć i nie używać niż kombinować jak w takim RDR2.

Drobne bugi i błędy

Nie ma gry z otwartym światem, które ustrzegłaby się błędów, problemów i bugów. Oczywiście produkcje Rockstar są bardzo dopracowane i charakteryzuje je zdecydowanie mniej glitchy czy bugów niż chociażby „piaskownice” od Ubisoftu, jednak nie ma co robić z Red Dead Redemption 2 produkcji idealnej. Przy tak ogromnej złożoności wirtualnego świata prędzej czy później natkniecie się na bugi przy kolizji obiektów, czy zachowaniu zwierząt. Nie wierzycie? Proszę bardzo, oto koń górski.

Czepiam się? Trochę tak – produkcje Rockstara przez wielu traktowane są niczym mesjasz, który na zawsze zmieni rynek. Jestem wielkim fanem gier tej firmy, mam w pudełkach praktycznie każdą wydaną produkcję – samo GTA V kupiłem na trzech platformach (Xbox 360, PS4, PC) i to moim zdaniem majstersztyk. Red Dead Redemption było świetną grą, ale jednak ustępowało minimalnie GTA IV. I choć Red Dead Redemption 2 oraz Grand Theft Auto V dzieli 5 lat, to nie widzę by te dwie produkcje dzieliła przepaść. Przynajmniej jeszcze nie widzę.

Red Dead Redemption 2 to fantastyczna gra. Ogromna, rozbudowana, piękna – jeśli kiedykolwiek wyobrażaliście sobie, że powstanie symulator życia kowboja – to jest nim właśnie ta produkcja. Nie wszystko jest tu jednak tak idealne, jakie być mogło. Niektóre elementy po prostu przekopiowano z poprzednich gier nie próbując nawet ich ulepszyć czy naprawić. Wiele oczywiście można usprawiedliwić zamysłem i designem gry (widziałem takie tłumaczenie ślamazarności ruchu bohatera) – ale to od Was zależy, czy je zaakceptujecie. Mnie po prostu kilka elementów RDR2 najzwyczajniej w świecie wkurza.

A Was?