18

500 000 aplikacji w sklepach Microsoftu – a będzie więcej

O ekosystemie Microsoftu można powiedzieć wiele – od konkurencji nie odstaje czysto technicznymi możliwościami. Jak żaden inny ostatnio dba o to, by skupiona wokół niego społeczność miała jak największy wpływ na kształt jego elementów. Nie bez echa przechodzi fakt głębokiej transformacji Microsoftu – z nieprzystępnego i lekko samolubnego monolitu w lekkoducha, który jakby był kolegą […]

O ekosystemie Microsoftu można powiedzieć wiele – od konkurencji nie odstaje czysto technicznymi możliwościami. Jak żaden inny ostatnio dba o to, by skupiona wokół niego społeczność miała jak największy wpływ na kształt jego elementów. Nie bez echa przechodzi fakt głębokiej transformacji Microsoftu – z nieprzystępnego i lekko samolubnego monolitu w lekkoducha, który jakby był kolegą z sąsiedztwa, każdy chciałby „przybić piątkę”. Chciałby, bo jak na razie większość imprezuje w domach Apple oraz Google.

Microsoft świętuje pół miliona

Patrząc na dokonania innych graczy na rynku, można stwierdzić, że Microsoft owe cyferki „wykręcił” jakby w bólach. Nie macie podobnego wrażenia? Nie jest to mylne wrażenie, czy po prostu złudzenie. Tak naprawdę jest. Gigant nie był w stanie niczym zainteresować deweloperów – nowa platforma Microsoftu rozwija się jak na razie zbyt wolno, aby stać się dla twórców aplikacji łakomym kąskiem. Ci wolą pewniejsze repozytoria – Google Play oraz Apple AppStore, gdzie zyska się większe grono odbiorców i prawdopodobnie większe pieniądze. Pamiętajcie, że stworzenie aplikacji dla konkretnej platformy wymaga pewnego nakładu czasu. A czas wypada przeliczać na pieniądze, prawda?

numbers

500 000 to także niedużo, gdyby popatrzeć na to z perspektywy stworzonego na potrzeby owej celebracji kolektywu. Microsoft uznał, że skoro już niedługo będziemy mówić o jednym Windows, to dokonania obydwu platform, na razie różnych od siebie, należy połączyć już teraz. I tak oto – „komputertowy” Windows zawiera w sobie 187 tysięcy aplikacji, a Windows Phone niemal dwa razy więcej – bo już 340 000. Warto dodać, że w sierpniu platforma mobilna Microsoftu chwaliła się osiągnięciem 300 000 aplikacji w repozytorium – prosta matematyka podpowiada, że oznacza to przyrost o około 10% w ciągu trzech miesięcy. To już niezły prognostyk, zwłaszcza, że będzie lepiej. Nawet musi.

Polityka Microsoftu nigdy nie była tak przemyślana

Szum powstały wokół Windows Phone w ostatnim czasie pozwala nam stwierdzić, iż gigant bardzo poważnie podchodzi do tematu własnej platformy mobilnej. I o ile wiele zarzucało się ostatnio Microsoftowi pod względem faworyzowania Androida oraz iOS w swoich działaniach, oferowanie im nierzadko lepszej oferty tych samych kluczowych aplikacji, głównie pod względem jakościowym i nazbyt akcentowaną eksternalizację do rozwiązań konkurencji. Gdybyśmy mieli rozpatrywać działania Microsoftu jedynie w kategorii „tu i teraz” – można by było stwierdzić, że coś jest nie tak. Inaczej jest, jeżeli weźmie się w poprawkę to, że owa korporacja nie jest bimbrownią u Stacha, ani blacharką u Mieczysława – to potężny moloch i tam nikt nie zajmuje się takimi błahostkami, jak jutro, za tydzień, za miesiąc, pół roku. W Microsofcie, Google, Apple i tym podobnych firmach strategię buduje się na lata.

Microsoft Bing Search Engine Gained U.S. Market Share Last Month

Deweloperzy zostali obecnie zapewnieni, że Microsoft zamierza dbać o użytkowników swojej platformy mobilnej i po pierwsze – już na wstępie Windows 10 dla urządzeń mobilnych będzie mieć niemałą bazę użytkowników. To pozwala stwierdzić także, iż Windows 10 będzie całkowicie zgodny z aplikacjami napisanymi dla Windows Phone 8 – nie będzie zatem bolesnego przejścia ze starszej wersji na nowszą. Deweloperzy będą ucieszeni po stokroć, nie trzeba będzie specjalnie gonić z aktualizowanej swoich propozycji. Z drugiej strony, jest to miecz obosieczny. Gorzej będzie, jeżeli aplikacje będą wymagać subtelnego redesignu tak, aby dopasować się do ewoluującej platformy mobilnej. A do tego już programiści mogą się nie kwapić.

Spójrzmy na to, jak radzi sobie Windows 10. Przede wszystkim – ważny dla mnie przykład: właśnie pod jego kontrolą działa komputer, na którym piszę ów tekst. Tak, zainstalowałem już drugiego udostępnionego builda i dalej pracuje mi się znakomicie. Z tą różnicą, że całkowicie zrezygnowałem z Modern UI – po prostu odpiąłem wszystkie kafelki z Menu Start. 16-calowego laptopa używa się nieco inaczej, niż hybrydy, czy smartfon z Windows Phone. W mojej pracy niepodzielnie rządzi pulpit. Tam, gdzie wkracza dotyk i mobilność absolutna, tam niech prym wiodą kafelki. Windows 10 w bardzo subtelny sposób pozwala mi na wybór, choć zdarzają się momenty, w których Modern UI przenika się z Pulpitem. Te przypadki jednak są na tyle nieinwazyjne, że nie przeszkadzają mi w takim stopniu, jak robiły to za czasów Windows 8.1.

microsoft-windows-10

Wizerunkowo Windows 10 wypada dużo lepiej niż poprzednik. O ile „ósemka” zyskała łatkę urwisa, który wpadł na podwórko i narobił bałaganu, tak „dziesiątka” już została okrzyknięta wersją, która pozbiera to wszystko do kupy. I tak jest w istocie – Windows 8 trącał eksperymentem, czasami tak irytującym, iż nie dziwię się, że sprowokował on aż tak poważny pożar wizerunkowy. Choć nie twierdzę, że był systemem całkowicie złym. Technicznie to kawał świetnego oprogramowania – z tą różnicą, że w przykry sposób niedopasowany do potrzeb konsumentów.

Sytuacja Windows 10 na rynku będzie mieć swoje skutki w postawie deweloperów, którzy widząc większe zainteresowanie produktami wyposażonymi w oprogramowanie Microsoftu będą chętniej umieszczać swoje propozycje w Sklepie.

I jeszcze jeden, bardzo ważny niuansik…

Cały czas jeszcze cieszę się informacjami zdobytymi na Microsoft Expert Summit w Lublinie. Jedną z takich była ta od dewelopera z krwi i kości i niejako potwierdziła ona to, o czym myślałem akurat wtedy, gdy świat obiegła wiadomość, że .NET idzie w open source. Po przeczytaniu nagłówka wiedziałem od razu, że tego bastionu Microsoft nie odda całkowicie za darmo – bo i łatwo coś rozdać całkowicie bezmyślnie. A ponadto, Microsoft organizacją charytatywną nie jest i na swój interes będzie patrzeć zawsze.

bartekz

W pamięci najmocniej zapadła mi wypowiedź Bartka Zaremby z WhallaLabs i Cloudexpert.pl. Sam dotychczas uważałem, że eksternalizacja Microsoftu do ekosystemu Google oraz Apple byłaby zbyt piękna i Microsoft wcale nie jest taki dobry, jaki się wydaje. Owszem, fajnie, że użytkownicy Androida oraz iOS także mają dostęp do wysokiej jakości oprogramowania. .NET jako projekt open source nie tylko pozwala na wdrożenie przydatnych narzędzi programistycznych na innych platformach. Stwarza też możliwość prostego przeniesienia ich do rozwiązań Microsoftu, a w kontekście „jednego Windows” będzie to znaczący plus ze strony Redmond.

Na koniec tego tekstu przyznam Wam się do jednej rzeczy – myliłem się. Myliłem się od samego początku. Nie doceniałem tęgich głów w Redmond. Nie traktujcie tego tekstu jako pochwalnego wykwitu fanboja – daleko mi od tego. Na rynek mobilny wolę patrzeć całościowo, przywiązanie na podstawie „inwestycji w ekosystem” wytwarza u mnie całkowicie normalne zainteresowanie tematyką Microsoftu. Ponadto specjalizacja owej firmy w usługach chmurowych, a co za tym idzie, big data, internecie rzeczy, uczeniu maszynowym, elementach predykcji pociąga mnie tym bardziej, bo i ja sam cały czas rozmyślam nad tymi rzeczami.

Tuż po nieudanej premierze Windows 8 myślałem, że Microsoft mimo porażki swoje rozwiązania i tak wbije ludziom do głowy. Będzie palił w piecu dolarami tak, że w końcu i najbardziej zatwardziali przeciwnicy się ugną i zainstalują „te znienawidzone kafelki”. Nic z tych rzeczy – korporacja sprytnie, mądrze i chytrze próbuje wejść bakcdoorem do innych ekosystemów po to, by następnie użyć ich do rozbudowania własnych rozwiązań. Zaiste, wyborny fortel.

Grafika: 1, 2, 3

Źródło: Microsoft.com