51

45 lat od lądowania na Księżycu! Sukces czy oszustwo?

Dokładnie 45 lat temu człowiek po raz pierwszy postawił stopę na Księżycu. 21 lipca 1969 roku Neil Armstrong zszedł po drabince modułu księżycowego Apollo 11 i stanął na powierzchni Srebrnego Globu. To właśnie wtedy wygłosił znamienne słowa: „To jest mały krok człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”. Jak już dziś wiemy, skok cywilizacji był równie […]

Dokładnie 45 lat temu człowiek po raz pierwszy postawił stopę na Księżycu. 21 lipca 1969 roku Neil Armstrong zszedł po drabince modułu księżycowego Apollo 11 i stanął na powierzchni Srebrnego Globu. To właśnie wtedy wygłosił znamienne słowa: „To jest mały krok człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”. Jak już dziś wiemy, skok cywilizacji był równie mały, co krok astronauty, jednak nie ulega wątpliwości, że zdobyliśmy wówczas pierwsze (i dotychczas jedyne) ciało niebieskie. Tylko czy aby na pewno?

Dziewięć lat po tym fakcie Peter Hyams nakręcił film „Koziorożec 1”. Fabuła opowiada o misji na Marsa, która okazuje się być absolutnym niewypałem. W kosmos wystrzelona więc zostaje pusta rakieta, a astronauci w tajemnicy zabrani do tajnego ośrodka na pustyni, gdzie czeka już na nich scenografia imitująca Czerwoną Planetę, przygotowana na potrzeby sfałszowanych transmisji telewizyjnych.

Film oparty został na… spiskowych teoriach dotyczących podboju Księżyca. A tych po dziś dzień nie brakuje…

Polak był pierwszy

Od lat w Polsce krąży dowcip (choć powinienem napisać: suchar na miarę Karola S.) mówiący, że pierwszym człowiekiem na Księżycu nie był Armstrong, lecz Pan Twardowski. To oczywiście żart nawiązujący do literatury. Tym niemniej faktycznie to właśnie Polak z pochodzenia, niejaki George Adamski twierdził, że jako pierwszy postawił stopę na Księżycu, bowiem zabrali go tam kosmici. Do podróży miało dojść w 1954 roku, a zatem 15 lat przed misją Apollo 11. Adamski twierdził, że na Księżycu jest atmosfera, na powierzchni żyją rośliny i zwierzęta, a obcy mają tam swoje bazy…

A Armstrong na to…

Zabawne, ale księżycowa misja nie zdołała zakwestionować słów Adamskiego, który jeszcze przed startem Armstronga miał już własną sektę, w której uchodził za kosmicznego guru. Lądowanie Apollo 11, miast obalić wszelkie spiskowe teorie dziejów, powołała do życia kolejne. Zasadniczo można je podzielić na dwie. Pierwsza mówi, że na Księżycu jako ludzie nie byliśmy pierwsi, druga natomiast, że na Srebrny Glob nigdy tak naprawdę nie dotarliśmy.

Co ciekawe, do dziś jest gros ludzi wierzących w obie teorie, choć wzajemnie się one wykluczają… Tymczasem sam Armstrong miał informować o tym, że na Księżycu nie stanął pierwszy. Piszę „miał”, bowiem nie ma żadnego dowodu na to, że przytoczona poniżej rozmowa miała miejsce.

Brytyjski badacz UFO Timothy Good wspomina historię przytoczoną przez „pewnego profesora”, którego nazwiska nie podaje, a który współpracował z brytyjskim wywiadem. Wiąże się ona z rozmową z Neilem Armstrongiem, do której doszło w czasie konferencji NASA, kiedy profesor podpytywał go o to, co rzeczywiście miało miejsce w czasie misji Apollo 11. „To było niesamowite” – miał mówić Armstrong. „Oczywiście wiedzieliśmy, że taka możliwość istniała, ale jeśli tak, ostrzeżono by nas. Od tego czasu oddaliła się od nas możliwość budowy stacji kosmicznej czy też miasta na Księżycu.” Profesor miał zapytać Armstronga, co oznaczać miało „ostrzeżenie”. „Nie mogę podawać szczegółów, za wyjątkiem tego, że ich statki wyprzedzają nasze, zarówno pod względem naukowym, jak i technologicznym… Chłopie – one były wielkie i… przerażające. Nie, nie ma możliwości, aby powstała tam stacja kosmiczna” – miał powiedzieć astronauta. Profesor dodał, że kolejne wyprawy na Księżyc nie mogły się nie odbyć, bowiem w przypadku powiedzenia prawdy, istniało ryzyko wywołania paniki. Okazało się, że Armstrong zaprzeczył potem, że jakakolwiek podobna rozmowa miała miejsce. (źródło)

Byli czy nie byli? Oto jest pytanie…

Bez spisków życie byłoby nudne. Nic więc dziwnego, iż wciąż żyją zwolennicy teorii mówiącej, że zdjęcia Ziemi z kosmosu to fałszerstwo, bowiem nasz glob tak naprawdę jest… płaski (sic!). Szczerze mówiąc, bliski jestem tego, by w tę plotkę uwierzyć – raz bowiem byłem na targach gier w pewnym polskim mieście na takim końcu świata, że wyglądało tak, jak gdyby 100 metrów dalej okręty mogłyby już spadać w przepaść.

Ale żarty żartami, tymczasem faktem pozostaje, że zawsze ujrzymy diabła, jeśli tylko mocno tego pragniemy. Nic więc dziwnego, że domorośli naukowcy dopatrują się na zdjęciach z Księżyca obcych struktur architektonicznych (to ten sam syndrom, co wizje Chrystusa w plamach oleju czy benzyny), a najbardziej skrajni w swych poglądach dziwacy twierdzą, że lądowanie na Srebrnym Globie tak naprawdę zostało sfingowane przez… Stanleya Kubricka, który miał ukryć informacje na ten temat w swym filmie „Lśnienie”.

Jedna z popularniejszych teorii spiskowych mówi, że reżyser „2001: Odysei kosmicznej” stanął również za kamerą filmującą lądowanie Amerykanów na Księżycu. I to bynajmniej nie na tym prawdziwym, lecz wybudowanej w studiu filmowym atrapie. Film „Lśnienie” ma zaś stanowić niewypowiedziane wprost świadectwo przeprosin Kubricka. Czego innego, jak nie przyznania się do przekrętu, dowodzi sweter z wyhaftowaną rakietą i napisem „Apollo 11”, który Danny ma na sobie w scenie z odbijającą się piłeczką tenisową? Pokój 237? Właśnie tyle (no, mniej więcej) tysięcy mil dzieli Ziemię od Księżyca. W kłótni Jacka i Wendy spiskowcy dopatrują się słów samego Kubricka, który chce się wytłumaczyć przed Amerykanami za pośrednictwem swojego bohatera („Właściciele całkowicie mi zaufali. Czy to się dla ciebie w ogóle nie liczy? Wziąłem na siebie odpowiedzialność, gdy tylko podpisałem ten kontrakt”). Spragnionym większej liczby teorii i szczegółów poleca się dokument „Pokój 237” poświęcony analizie „Lśnienia”. (źródło)

Byli, nie byli, poplotkować warto…

Ostatnią rzeczą, na jakiej zależy zwolennikom spiskowych teorii dziejów, jest… prawda. Ta bowiem nigdy się dobrze nie sprzedaje. W dobie hegemonii tabloidów to właśnie plotki mają największą moc przebicia.

82-letni Armstrong, w godzinnym wywiadzie udzielonym agencji CPA Australia, starał się jednak dowieść prawdziwości misji kosmicznej Apollo 11. Zapytany o teorie, zgodnie z którymi nagranie z lądowania na Księżycu było sfałszowane, roześmiał się i stwierdził, że gdyby tak było naprawdę, to zapewne któryś z 800 000 pracowników NASA pracujących przy tej misji już dawno ujawniłby prawdę. (…) – Ludzie zawsze kochali teorie spiskowe, ponieważ są bardzo ciekawe. Ja się nimi jednak nigdy nie przejmowałem, ponieważ wiem, że ktoś jeszcze poleci w przyszłości na Księżyc i znajdzie mój aparat, który tam zostawiłem – powiedział w wywiadzie Armstrong. (źródło)

I to chyba najlepsze podsumowanie, choć na pewno nie zmieni ono mentalności poszukiwaczy sensacji. Warto jednak wspomnieć dziś amerykański program podboju Księżyca. Nie przyniósł on ludzkości wymiernych korzyści, ale do dziś pozostaje triumfem ludzkiej nauki i przykładem zaangażowania i ofiarności jego uczestników.

Zdjęcie w nagłówku: plakat do filmu Koziorożec 1