Felietony

20 lat edukacji na nic. Dzięki internetowi dziś uwierzymy w dowolne kłamstwo

Krzysztof Rojek
28

Ludzie uwierzyli, że Rosja... tak naprawdę nie zaatakowała Ukrainy. To pokazuje, jak bardzo nie potrafimy weryfikować docierających do nas informacji.

Sytuacja na Ukrainie, wojna, która ma tam miejsce, to moment niezwykle trudny oczywiście przede wszystkim dla mieszkańców okupowanych terenów i osób, które mają tam rodzinę i bliskich. Jednak jest to też trudny moment dla świata, ponieważ to od jego działań, pomocy Ukrainie i jej mieszkańcom, dostawy broni, amunicji oraz podjętych działań politycznych zależą dale losy Europy, jej granic i tego, jak w najbliższym czasie będzie wyglądało życie milionów osób. Nie można zaprzeczyć, że pomoc płynąca z każdej strony do Ukrainy nie byłaby tak szczodra, gdyby nie drastyczne i wręcz dramatyczne obrazki, które widzimy codziennie dzięki social mediom. Bombardowanie obiektów cywilnych, atakowanie bezbronnych cywili ciężką bronią, zdjęcia i filmy potwierdzające bestialstwo Rosjan można bez problemu znaleźć w sieci i niestety - ilość wzrasta z każdym dniem trwania tej napaści.

Jednak ta kryzysowa sytuacja pokazuje, jak kluczowe jest weryfikowanie faktów

Tam, gdzie olbrzymie emocje, konflikt i widmo potencjalnej zagłady nuklearnej, tam też wcześniej czy później pojawią się "alternatywne" wizje rzeczywistości. Nie od dziś wiadomo, że teorie spiskowe stanowią jeden ze sposobów radzenia sobie z traumatycznymi zdarzeniami, więc wcześniej czy później należało się ich spodziewać także i w przypadku wojny za naszą wschodnią granicą. Jednak każdą teorię "coś" wywołuje, nie biorą się one z powietrza.

W tym wypadku świetnym wręcz przykładem jest sytuacja, w której Fox News, zdawałoby się duża i poważna stacja telewizyjna wyemitowała materiał w którym widać dwóch mężczyzn, trzymających kartonowe repliki karabinów. Według Fox News miał być to film pokazujących broniących się Ukraińców.

Naturalnie, film od razu zaczął krążyć po Twitterze, zdobył masę retwittów i komentarzy. Te z kolei dotyczyły głównie jednej tezy - że konflikt na Ukrainie został wymyślony i nie istnieje naprawdę. Że to wszystko jest manipulacją dla jakiegoś politycznego celu. Choć w głowie mi się to nie mieści, w jakiś sposób ludzie dali radę wywnioskować, że... Putin wcale nie zaatakował Ukrainy. Nie ma wojny, nie ma bezlitosnego mordu ludności cywilnej, na Kojów i Charków nie lecą bomby zabronione Konwencją Genewską a Putin nie jest zbrodniarzem wojennym.

Dla klaryfikacji - wspomniany materiał faktycznie pochodzi z Ukrainy, jednak pochodzi z kilku dni przed inwazją i pokazuje Ukraińców trenujących z wykorzystaniem kartonowych replik karabinów. Takie treningi przeprowadza się w momencie, w którym brakuje uzbrojenia.  Jednak taka narracja, choć prawdziwa, nie jest tak emocjonalnie nacechowana jak pomysł z tym, że tak naprawdę na Ukrainie nie ma żadnej wojny. Oczywiście, można winić Fox News za wpadkę i mówić, jak ważne jest by weryfikować źródła, tak jak to robi chociażby CNN. Ich materiał na temat tego w jaki sposób potwierdzają oni autentyczność każdego filmu z Ukrainy jest naprawdę warty obejrzenia.

Jednak jestem zdania, że gdyby nie Fox News, to jakakolwiek inna stacja by popełniła podobny błąd i fala i tak rozlałaby się po internecie. Oczywiście, fake newsy istniały, istnieją i istnieć będą. Miałem jednak wrażenie, że w momencie, w którym dosłownie cały zachodni świat patrzy na Ukrainę, uda się, dzięki wzajemnej weryfikacji uniknąć sytuacji w której ktoś tworzy alternatywną rzeczywistość na podstawie źle dobranego i nie skorygowanego materiału.

Aczkolwiek - jedna ze stron jest żywo zainteresowana, aby takie fake newsy i teorie spiskowe powstawały

Do tej pory w kwestii wojny informacyjnej Rosja przegrywa każdą walkę na każdym froncie. Świat nie uwierzył w ani jedno słowo płynące z ust Putina, jego status jako agresora, zbrodniarza wojennego i osoby która powinna znaleźć się na śmietniku historii jest niepodważalny. Świadczą o tym konwoje z bronią, amunicją i wyposażeniem które docierają do Kijowa i innych miast z każdego zakątka świata.

Jednak to wsparcie może zostać zachwiane, jeżeli w mediach zaczną pojawiać się niesprawdzone informacje. Rosyjskie trolle pracują mocno by takie ziarno zwątpienia zasiać. Czy to o okrążeniu i odcięciu Kijowa, czy o ucieczce prezydenta Zełeńskiego. Fakt, że informacje te (chociaż bardzo szybko zdementowane) dały radę dotrzeć do sporej grupy ludzi pokazuje, że dzisiejszy internet to miejsce w którym uwierzymy we wszystko. Niestety, ale kiedy weryfikowanie źródeł, trzeźwa ocena informacji i reagowanie na nią mają największe znaczenie, ponieważ od reakcji zachodu na materiały z wojny zależy to, czy Ukraina przetrwa, pokazujemy, że 20 lat nauki odnośnie tego, by zwyczajnie nie wierzyć wszystkiemu co widzimy w internecie i kwestionować to, co się pojawia (zwłaszcza, że mamy do tego narzędzia) poszło niestety w las.

W momencie pisania tego tekstu Rosja atakuje nadajniki telewizyjne. Mam szczerą nadzieję, że dzięki m.in. temu, że Elon Musk uruchomił nad Ukrainą Starlinka oraz dostarczył tam odbiorniki, komunikacja świata z Ukrainą nie zostanie zakłócona nawet w przypadku gdy internet stacjonarny i BTSy przestałyby działać. Patrząc na doniesienia z Ukrainy wydaje mi się, że tylko umiejętność tamtejszych urzędników w Ministerstwach dementujących i prostujących informacje które pojawiają się w sieci pozwala nam nie paść ofiarą propagandy.

Bez tego przebieg tej wojny mógłby być zupełnie inny.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu