14

1,32 mld długów wobec telekomów. „Zastaw się, a postaw się” w praktyce…

Do redakcji trafił właśnie najnowszy raport Krajowego Rejestru Długów, dotyczący długów związanych z rynkiem telekomunikacyjnym. Liczby które tam się znalazły, podobnie jak i w poprzednich latach trochę śmieszą, a trochę przerażają. Pokazują jednocześnie, jak dziwna jest mentalność sporej części naszego społeczeństwa, która przez chęć głupiego pokazania się w towarzystwie, wpędza się w idiotyczne długi. Ale same telekomy mogłyby działać w zakresie zapobiegania takim zjawiskom lepiej.

Co mówią liczby?

Zacznijmy jednak najpierw od suchych liczb. Ogólne zadłużenie wobec telekomów wynosi 1,32 mld zł, z czego na konsumentów przypada 945 mln, a na firmy 375 mln zł. Z racji tego, że do KRD trafia się mają zadłużenie powyżej 200 (konsumenci) lub 500 zł (firmy), z pewnością nie jest to pełna kwota. Z danych które trafiły do KRD wynika, że dłużników „spełniających takie warunki” jest ponad 340 tys. a średni dług to 3,9 tys. zł.

„Imponująco” wyglądają przypadki ekstremalne, jakaś firma z pomorskiego zalega telekomom z tego tytułu 14,4 mln zł. Wśród konsumentów rekordzista „wykręcił” 361 tys. zł. Wydaje się jednak, że takie konsumenckie przypadki mogą być już przykładami typowych oszustw na wyłudzenie sprzętu. Ciekawie wyglądają statystyki długów oglądane przez pryzmat płci, 543 mln długów przypada na mężczyzn, 402 mln na kobiety.

Kto i za co nie płaci?

Długi wobec telekomów wynikają z dwu źródeł, po pierwsze niepłacenia za abonamentów (telefonicznych, sieciowych, telewizyjnych), po drugie „zapominaniu” o ratach za sprzęt, którego w telekomach kupuje się dziś naprawdę dużo. Dziś w firmach tego typu wiele osób zaopatruje się nie tylko w telefony, ale także tablety, laptopy, smartwatche, słuchawki itd.

Najbardziej smutną statystykę ujawnia podział długów ze względu na wiek. Największa ilość niespłaconych zobowiązań przypada na osoby w wieku pomiędzy 26 a 35 rokiem życia. Szczególnie na to zjawisko zwrócili uwagę twórcy raportu. Po drugiej stronie skali są osoby najstarsze, powyżej 65 roku życia, które „uzbierały” 67 mln zł.

Wydaje się, że i tak te dane są zniekształcone na niekorzyść seniorów. Ich statystyki są w pewnym zakresie popsute przez zwyczaj brania umów telefonicznych dla np. wnucząt, nie mogących się wykazać odpowiednimi dochodami i zdolnością kredytową. Niestety, część z nich takich zobowiązań nie spłaca, a zdumieni seniorzy przekonują się, że metoda na „prawdziwego wnuczka” również istnieje.

Zastaw się i postaw się

Oczywiście zjawisko „zastaw i postaw się” nie ogranicza się tylko do tej kategorii wiekowej, ale wydaje się, że tam jest najsilniejsze. Myślę, że jeśli rozejrzycie się po okolicy, bez problemu wyłapiecie osoby „nie śmierdzące” gotówką, które w rozmowie starają się zwracać uwagę na swoje elektroniczne gadżety. Co ciekawe, często próbują też deprecjonować wartość tańszych urządzeń u innych.

Trochę mi to przypomina czasy młodości, gdy niektórzy koledzy znani z postawy „na sępa”, obnosili się jednocześnie tym, że mają na czterech literach plakietkę z napisem „Levi’s”. Tak jakby miało to coś zmienić w ich postrzeganiu i dodać im zalet osobowości. Cóż, czasy i „gadżety” się zmieniają, ale to śmieszne zjawisko pozostaje niezmienne. Niestety skala zadłużenia, ze względu na ceny dzisiejszych „błyskotek”, rośnie.

Z jakiego powodu niektórzy mają mocne przekonanie, że rodzaj smartfona w ich ręku zadziała jak magiczne przedmioty w grach RPG i doda im punktów do bycia cool / trendy / jazzy? Dlaczego to przekonanie potrafi stłumić instynkt, chroniący ludzi od ładowania się w długi w innych dziedzinach? Na te pytania muszą chyba dość szybko odpowiedzieć psychologowie i socjologowie zajmujący się tematyką zachowań stadnych.

Telekomy nie bez winy

Warto też zauważyć, że zauważalnie duże długi tego typu (nie wliczam do tej kategorii osób, którym się życiowo podwinęła noga w trakcie spłaty zobowiązań), nie mogłyby powstać bez „niefrasobliwości” drugiej strony. Choć nie tłumaczy to zachowania kupujących ponad stan, przyczynia się do powstania całego zjawiska.

W telekomach od lat nakręca się atmosferę sprzedaży za wszelką cenę, gdzie poszczególne szczeble muszą wyrobić, często nierealnie układane, plany. Czy nie dałoby się stworzyć bardziej szczelnego systemu? Takiego, w którym osoby bez historii kredytowej i nie legitymujące się realnie wyliczonym, stałym dochodem nie dostaną wysokiego abonamentu czy drogiego telefonu na raty?

Oczywiście dałoby się, ale dzisiaj nie na tym świat i masowa sprzedaż polega. Na żadnym szczeblu korporacji takie podejście się nie opłaca. Dlatego mam wrażenie, że te wskaźniki się nie zmienią, a jeśli już, to w niekorzystną stronę (tendencja wzrostowa się utrzymuje). A to, że dziś kupienie przyzwoitego smartfona w cenie ok. 1000 zł nie jest trudne, niczego nie zmieni…