2

Znane filmy odtworzone w ośmiu bitach – Fight Club, Pulp Fiction, Igrzyska Śmierci

Jeżeli zastanawialiście się kiedykolwiek, jak mogą wyglądać klasyczne filmy, opowiedziane w parę minut za pomocą grafiki rodem z lat osiemdziesiątych, to ten wpis jest dla Was. Na kanale CineFix na YouTube znajduje się seria 8 Bit Cinema. David Dutton odpowiada za tworzenie animacji i grafiki, za muzykę odpowiada z kolei Henry Dutton. Do spółki biorą […]

Jeżeli zastanawialiście się kiedykolwiek, jak mogą wyglądać klasyczne filmy, opowiedziane w parę minut za pomocą grafiki rodem z lat osiemdziesiątych, to ten wpis jest dla Was.

Na kanale CineFix na YouTube znajduje się seria 8 Bit Cinema. David Dutton odpowiada za tworzenie animacji i grafiki, za muzykę odpowiada z kolei Henry Dutton. Do spółki biorą na warsztat klasyczne, chociaż czasami niekoniecznie stare, filmy i przerabiają je na animację, wyglądającą jak fragmenty gry rodem ze SNESa.

Chociaż opis i tytuł serii mówi wyraźnie o ośmiu bitach, widać wyraźnie, co zresztą przyznają sami twórcy, że blisko tutaj do bitów szesnastu. Era 8-bitowców, to tak zwana trzecia generacja konsol, do której zaliczają się NES, Sega Master System czy Atari 7800. Do czwartej, 16-bitowej generacji należą właśnie SNES, a także Sega Genesis. Jak wygląda różnica, możecie zobaczyć np. porównując Zelda: A Link to the Past z The Legend of Zelda.

Póki co w zbiorze znajduje się kilkanaście filmików. Są klasyczne produkcje, takie jak Pulp Fiction, Clockwork Orange (Mechaniczna Pomarańcza), Big Lebowski czy mój ukochany Blade Runner, ale też nowe filmy, jak Batman The Dark Knight, Iron Man, The Hunger Games (Igrzyska Śmierci) czy Star Trek. Najnowszy materiał, dosłownie sprzed paru dni to Fight Club. Poniżej kilka najlepszych, przynajmniej moim zdaniem, filmików:

Strasznie mi się to podoba. Aż dziw, że swego czasu niektóre z tych filmów nie doczekały się „egranizacji” (inna sprawa, że pewnie by było do kitu, jak większość prób przeniesienia filmów do świata gier).  Ale dzisiaj, na fali miłości do pixel-artu, retro, w dobie kiedy utalentowani niezależni twórcy czają się za każdym rogiem? Niech ktoś wytłumaczy producentom, że RPG a’la Game Boy Advance przyczyni się lepiej do promocji nowego Star Treka, niż beznadziejna gra wideo klasy sześćdziesięciodolarowej, wyprodukowana na pół gwizdka, strasząca tylko okropną średnią na Metacritic.