Felietony

Zastanawiałem się, czy potrzebuję smartwatcha. Już wiem

PW
Paweł Winiarski

Pierwszy komputer, Atari 65 XE, dostał pod choinkę...

33

Od lutego zerkałem na nadgarstek Tomka. Znajduje się tam LG G Watch R, który wizualnie pasuje mi wręcz idealnie. Podpytywałem, czy warto taki sprzęt kupić, czy faktycznie się przydaje. Dzięki uprzejmości LG miałem przyjemności sam potestować urządzenie przez kilka tygodni i rozwiać wszelkie wątpliwo...

Od lutego zerkałem na nadgarstek Tomka. Znajduje się tam LG G Watch R, który wizualnie pasuje mi wręcz idealnie. Podpytywałem, czy warto taki sprzęt kupić, czy faktycznie się przydaje. Dzięki uprzejmości LG miałem przyjemności sam potestować urządzenie przez kilka tygodni i rozwiać wszelkie wątpliwości odnośnie przyszłego zakupu.

Na rynku nie brakuje inteligentnych zegarków. Z jednej strony można znaleźć kilka fajnie wyglądających urządzeń z Android Wear, z drugiej niedawno miał swoją premierę zegarek od Apple. Opcję z Cupertino skreśliłem od razu - zegarek to biżuteria, mówi się że jedyna, jaką oprócz obrączki powinien nosić mężczyzna. A powiedzmy sobie szczerze, Apple Watch nie wygląda, a złota wersja jest poza moim zasięgiem. Kombinowałem, konfigurowałem wygląd i nic - kompletnie nic nie zaskoczyło, zero iskierki. I niezależnie od funkcji, nie chciałbym nosić czegoś takiego na nadgarstku.

Podobała mi się Moto 360. Przede wszystkim na renderach, filmach i recenzjach wideo. Moment, w którym założyłem ją sobie w sklepie na rękę, był momentem, w którym pomyślałem - ‚nie”. Przymierzenie LG G Watcha R wywołało zupełnie inne odczucia. „Kurczę, to jest zegarek dokładnie w moim typie”. Po kilku tygodniach testowania mogę powiedzieć to samo - sprzęt idealnie pasuje do mojego sposobu ubierania się i mojego poczucia estetyki jeśli chodzi o zegarki.

Testowanie LG G Watcha było tak naprawdę moim pierwszym poważnym doświadczeniem ze smartwatchem na Android Wear. Wiedziałem czego się spodziewać, ale wciąż niewiadomą było to, czy funkcje oferowane przez urządzenie są mi potrzebne. No bo nie oszukujmy się - poza pokazywaniem czasu, smartwatch służy przede wszystkim do odczytywania maili i powiadomień, bez konieczności wyciągania telefonu z kieszeni.

Okazało się jednak, że to naprawdę wygodne rozwiązanie. Posiadam phablet, a sami wiecie, że w temacie wkładania i wyjmowania go z kieszeni, bywa różnie. Czasem telefon ląduje w plecaku albo torbie, bo w kieszeni ciaśniejszych jeansów jest mi zwyczajnie niewygodnie. A nawet jak się zmieści, to wyciąganie go z kieszeni nie jest niczym fajnym. Powiecie „ale po co wyciągasz telefon tak często?”. Mam FOMO, nigdy tego nie ukrywałem. Choć ostatnio wyłączyłem powiadomienia na Facebooku i mam wrażenie, że jest mi z tym zdecydowanie lepiej niż w czasach, kiedy co chwila coś pikało w telefonie.

Jedną z najczęściej używanych przeze mnie w G Watchu R aplikacji była…zwykła, standardowa pogoda. Przesunięcie palcem po ekranie i sprawdzenie temperatury czy poziomu zachmurzenia zajmuje dosłownie chwilę i nie wymaga odblokowywania smartfona, o wyciąganiu go z kieszeni nie wspominając. Super sprawa - na tyle fajna, że zostałem domową pogodynką.

Powiadomienia. Ekstra. Bardzo spodobało mi się odczytanie maila w praktycznie każdej sytuacji, bez dodatkowych ruchów. Mocno czekam na aplikację Spotify, o czym wspominałem przy okazji jednego z tekstów. Szybkie sprawdzenie danych z Google Fit? Bardzo wygodne, jeśli regularnie używacie jakiejś aplikacji do monitorowania aktywności. Mając na nadgarstku LG G Watch R zrezygnowałem z opaski. Więcej funkcji w jednym urządzeniu to jednak wybór oczywisty. Do tego dochodzi aplikacja Endomondo, która wręcz idealnie sprawdza się podczas biegania lub na rowerze. Szybki podgląd danych podczas treningu to jest to!

No dobrze, ustaliliśmy już, że smartwatch jako smartwatch mi się podoba, a sam LG G Watch R jest zegarkiem, który spełnia moje wizualne wymagania. Pozostaje pytanie - czy jest to sprzęt niezbędny?

Absolutnie nie. Na chwilę obecną inteligentne zegarki nie oferują niczego, co klasyfikowałoby je jako gadżet niezbędny, nawet dla miłośnika nowych technologii. Dwa dni na baterii to mało i trzeba nauczyć się podłączać zegarek do ładowarki na noc, obok innych używanych codziennie urządzeń. Wbrew pozorom przestawienie się ze zwykłych czasomierzy trochę zajmuje i przez pierwszy tydzień nie umiałem się przyzwyczaić do pilnowania stanu baterii. Wszystkie opisane wyżej funkcje, które przypadły mi do gustu nie są funkcjami niezbędnymi do mobilnego korzystania z sieci. Owszem, są wygodne, ale nie niezbędne.

Grzesiek Marczak powiedział, że po trzech dniach zabawy zdejmę zegarek i o nim zapomnę. Mówiąc szczerze sam się tego obawiałem. I faktycznie, końcówka pierwszego tygodnia dała mi do zrozumienia, że to nie jest coś, po co powinienem już jutro biec do sklepu, wyciągając z kieszeni blisko tysiąc złotych. Ale z każdym kolejnym tygodniem okazywało się, że LG G Watch R staje się nie tylko częścią mojej garderoby, ale przedłużeniem smartfona. Urządzeniem, dzięki któremu moje codzienne korzystanie z phabletu staje się wygodniejsze. To na nim sprawdzałem pogodę, to na nim odczytywałem powiadomienia zarówno z aplikacji społecznościowych jak i kalendarza i nie zamierzałem ściągać go z nadgarstka - chociaż lubię zmieniać zegarki w zależności od stroju i nastroju.

Dlatego wiem, że oddając ten egzemplarz G Watcha R będzie mi go zwyczajnie brakować. Nie na tyle, by jeszcze dziś pobiec do sklepu po swój egzemplarz, ale na tyle, by zapisać go na pierwszym miejscu mojej listy gadżetów, które w najbliższym czasie kupię. I nie ukrywam, że ten kilkutygodniowy test kompletnie zmienił moje podejście do inteligentnych zegarków.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Smartwatchlg g watch r