Niezgrani

Zapomniane polskie gry wideo

PB
Paweł Bujanowicz
0

Polscy producenci gier wideo przez ostatnie kilka lat przynoszą nam prawie same powody do dumy. Na rynku pojawia się coraz więcej tytułów „MADE IN POLAND” docenianych przez światową prasę. Kiedyś też robiliśmy fajne gry i na pewno wielu z Was pamięta takie perełki jak Teenagent, Polanie  czy Franko....

Polscy producenci gier wideo przez ostatnie kilka lat przynoszą nam prawie same powody do dumy. Na rynku pojawia się coraz więcej tytułów „MADE IN POLAND” docenianych przez światową prasę. Kiedyś też robiliśmy fajne gry i na pewno wielu z Was pamięta takie perełki jak Teenagent, Polanie  czy Franko. To nie wszystko. Są jeszcze gry, o których sami programiści woleliby zapomnieć, a inne po prostu przeszły niezauważone.

Skorzystam z faktu, że jeszcze czytacie to, co tu napisałem i nie przewijacie ekranu od jednego tytułu do drugiego. Chciałbym podziękować Marcinowi Drewsowi za to, że podrzucił mi kilka pomysłów i ciekawych historii wykorzystanych w tym tekście. Piona!

1. Erotic Fun

Jedna z pierwszych gier Adriana Chmielarza, która powstała w domowych warunkach zanim jeszcze założyciel People Can Fly (teraz Epic Games Poland) i The Astronauts na poważnie zajął się elektroniczną rozrywką. Erotic Fun był przeznaczony na komputery ZX Spectrum i chyba nigdy nie zawędrował poza granice naszego kraju. Jego dystrybucja odbywała się jedynie na giełdach komputerowych. To one w latach dziewięćdziesiątych były głównym centrum zaopatrzenia polskich graczy. Niestety program jest dziś kompletnie nie do dostania – to prawdziwy biały kruk polskiej historii gier wideo.

2. Mentor

Mentor ukazał się w 1994 roku. Jego wyjątkowość polega na tym, że była to pierwsza polska gra przygodowa przeznaczona dla Amigi. Łódzka ekipa Art 4 całkiem udanie naśladowała zachodnie wzorce. Mechanika gry mocno przypominała tę znaną z serii Gobliiins. Interfejs typu point’n’click, śladowe ilości dialogów, na które nie mamy wpływu i naprawdę pokręcone sytuacje, w jakich znajduje się główny bohater – Roman. To właśnie jego poczynaniami steruje gracz i jego celem jest skompletowanie tytułowej kapeli thrash-metalowej Mentor. Tak zresztą nazywał się wcześniej zespół założycieli studia Art 4.

3. Solidarność

Kiedy Solidarność produkcji zespołu P. Z. Karen miała się ukazać na rynku, ja miałem mniej niż pół roku. Gra była tworzona z myślą o graczach z zachodu, bo rozpatrywano ją jako element akcji marketingowej promującej film o Wałęsie. Niestety światła dziennego nie ujrzało ani jedno, ani drugie, choć kod gry trafił w końcu do obiegu i nawet dzisiaj można gdzieś znaleźć działające kopie. Temat jest o tyle ciekawy, że w tym roku doczekaliśmy się w końcu filmu o najsłynniejszym polskim elektryku i jego rewolucji, i tym razem znów ma pojawić się gra. Ale ja nie o tym. Solidarność z 1991 roku jest grą strategiczną osadzoną w czasach stanu wojennego, w której gracz zdobywał poparcie dla związkowców w całym kraju przez typowe dla nich działania – strajki głodowe, demonstracje i inne mniejsze lub większe zadymy. Choć dziś oprawa graficzna nie robi kompletnie żadnego wrażenia, to kiedyś zdobywała dużo uznania przez skrupulatne odwzorowanie szczegółów charakterystycznych dla różnych regionów Polski.

4. Golem

Tym razem sięgniemy do czegoś bliższego naszym czasom. Powstały w moim rodzinnym Wrocławiu RTS Golem został wydany wcale nie tak dawno, bo w 2003 roku. Cytując Marcina Drewsa „Kreowano go tak długo, że w momencie premiery okazał się kompletną klapą.” – lepiej nie można tego ująć. Rzeczywiście, gra swego czasu była nazywana polskim Duke Nukem Forever. W zasadzie Golem jest nie tylko RTSem, bo oprócz rozgrywki w czasie rzeczywistym oferuje też tryb turowy. Mimo ciekawego pomysłu formuła się nie sprawdziła, a grze kompletnie nie udało się wybić. Ciekawostka: pierwsze recenzje ukazały się na rok przed sklepową (kioskową?) premierą, bo producenci mieli duży problem ze znalezieniem wydawcy. Dzisiaj taka sytuacja jest nie do pomyślenia.

5. Target

Moja styczność z grą Target była krótka i dość platoniczna. Do jednego z polskich magazynów w 1998 roku dołączono jej wersję demonstracyjną, która z nieznanych mi przyczyn za cholerę nie chciała się uruchomić na moim komputerze. Tytuł utkwił mi wtedy w pamięci, bo polska gra FPS była w tamtym czasie ze względu na polskość ewenementem. Toporna mechanika gry i brzydka nawet jak na tamte czasy grafika nie przyniosły sukcesu, ale Target wprowadzał parę ciekawych pomysłów. W kilku z 10 dostępnych misji zabójca, którym steruje gracz, do poruszania się po planszy miał do dyspozycji motocykl. To bardzo przydatne narzędzie oferujące świetną mobilność. Wjeżdżanie nim po schodach było na porządku dziennym. Akcja gry dzieje się w Polsce, co oglądając zrzuty ekranu widać na pierwszy rzut oka m.in. po charakterystycznym oznakowaniu drogowym czy teksturach na kamieniach.

6. Mile of Cry

To miała być polska odpowiedź na Alana Wake’a podsycona klimatem Silent Hilla i Santiraium. Rodzime studio o dość adekwatnej nazwie Fearless (znowu Wrocław!) na swój debiut wybrało mocny temat. Gra celowała w pełnoletnich odbiorców i zapowiadała się naprawdę nieźle. Horror/thriller Mile of Cry miał ukazać się w 2011 lub 2012 roku, a o procesie tworzenia pisał nawet Fakt. Niestety skończyło się na kilku zaledwie screenshotach z dema technologicznego i projekt został zawieszony. A szkoda.

7. Taekwondo Master

To kolejny mocno amatorski projekt. Tym razem to nie thrash-metalowcy wzięli się za programowanie, a zawodnicy Taekwondo. Ich amigowa produkcja, jak łatwo się domyślić, była bijatyką. Grę często porównuje się do Mortal Kombat, gdyż podobnie jak w tym znanym mordobiciu, zamiast rysowanych bohaterów użyto w niej zdigitalizowanych aktorów. Wyszło to co prawda mniej efektownie, ale chłopaki mają dużego plusa za całkiem udaną próbę. Największą wadą gry jest znikoma ilość zawodników – do wyboru jest tylko sześciu.

8. Wacki: Kosmiczna Rozgrywka

Kolejna na liście przygodówka point’n’click, jednocześnie chyba najbardziej polska ze wszystkich, głównie ze względu na realia gry. Akcja Wacków rozpoczyna się na typowym polskim blokowisku w bliżej nieokreślonym mieście. Jest tam i budka z piwem, i rozklekotany Fiat 126p, a nawet wredna sąsiadka drąca japę z drugiego piętra. Protagoniści to zaś kwiat polskiej młodzieży – dwaj życiowi nieudacznicy, którzy całymi dniami piją piwo i nie robią nic pożytecznego. Oczywiście przygodówkowa rzeczywistość zaczyna targać nimi po świecie i tu się moim zdaniem kończy dobra zabawa. To właśnie klimat polskiego blokowiska jest tym, co z Wacków wspominam teraz najlepiej. Wpłaciłbym nawet równowartość mojego Tygodniowego Budżetu Piwnego na jakimś Kickstarterze, gdyby tylko ktoś zdecydował się zrobić sequel. Chciałbym po prostu zagrać w grę polską na wskroś i do bólu, bo ostatnimi czasy „MADE IN POLAND” na pudełku z grą jest gwarancją dobrej jakości.

Tutaj kończy się nasza wycieczka po wirtualnym muzeum zapomnianych polskich gier komputerowych. Często były to szmiry, którym czegoś zabrakło, żeby móc konkurować z tytułami z zachodu. Na szczęście teraz polscy developerzy są w świetnej formie i średnio raz w roku raczą nas naprawdę dobrymi grami. Mam nadzieję, że będzie już tylko więcej i jeszcze lepiej. Oby za 20 lat nikt nie musiał pisać tekstu o tej samej tematyce.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: