26

Zajrzyjmy dużym do kasy. Amazon, Apple, Google, Microsoft i Yahoo od kuchni

Poniższy wpis to kolejny odcinek z serii artykułów związanych z sytuacją internetowych spółek na giełdzie. Teksty tworzone są przez specjalistów z StockWatch.pl. Autorem artykułu jest Marcin Przasnyski, który tym razem odczaruje nam trochę sytuację finansową dużych spółek technologicznych. Świetny tekst, tak więc nie przedłużając zapraszam do lektury. Znamy produkty i usługi największych internetowych firm, mamy o nich swoje […]

Poniższy wpis to kolejny odcinek z serii artykułów związanych z sytuacją internetowych spółek na giełdzie. Teksty tworzone są przez specjalistów z StockWatch.pl. Autorem artykułu jest Marcin Przasnyski, który tym razem odczaruje nam trochę sytuację finansową dużych spółek technologicznych. Świetny tekst, tak więc nie przedłużając zapraszam do lektury.

Znamy produkty i usługi największych internetowych firm, mamy o nich swoje zdanie, ale czy wiemy ile na nich zarabiają? Jakie mają zadłużenie, ile posiadają gotówki i jaki wypracowują zysk? Najczęściej nie, a przecież takie dane są smakowite nie tylko dla inwestora.

Przejrzenie sprawozdań finansowych i wyłowienie choćby podstawowych danych spółek pozwala na obalenie wielu mitów. Konsumenci postrzegają firmy poprzez ich produkty, estetykę logo, wygląd prezesa, natomiast inwestorzy poprzez zyski i związane z nimi ryzyko. Pokażę zaraz, że nie trzeba kończyć żadnych studiów, tym bardziej finansowych, aby na własny użytek zrobić trochę porządku w myśleniu o spółkach i zacząć wyciągać własne wnioski.

Dobieramy się dzisiaj do dużych, globalnych firm notowanych w Nowym Jorku z trzech powodów. Są dojrzałe, są duże, a amerykańska giełda wymusza porządne raportowanie. Niestety nie można tego powiedzieć o naszym rynku, tym bardziej New Connect. Bardzo chciałbym analizować polskie spółki, ale jest do tego za mało danych, są zbyt młode, rynek jest za płytki aby uznać wycenę za wiarygodną, no i – niestety – dużo jest wydmuszek oraz nierzetelnych zabiegów księgowych. Działają oczywiście te same zjawiska co wszędzie indziej, stosuje się te same miary, ale za mało jest wiarygodnych danych fundamentalnych, aby wyciągać wnioski. Potrzeba jeszcze ładnych kilku, jeśli nie kilkunastu lat aby się to zmieniło. Obserwuję rynek New Connect od początku i niestety, jest coraz gorzej.

Zacznijmy od tego jak szybko pomierzyć spółki. Spisałem cztery podstawowe dane z Yahoo Finance dla pięciu gigantów, których uszeregowałem alfabetycznie. W poniższej tabeli mamy po kolei:

  • Wartość rynkowa firmy, kapitalizacja, wartość rynkowa kapitałów własnych, wycena rynkowa, wartość pakietu 100 proc. akcji – wszystkie te określenia dotyczą chwilowej wyceny małych pakietów przełożonych na rynkową wycenę całej spółki. Ta wartość zmienia się codziennie, a wręcz co chwilę.
  • Gotówka w kasie – pozycja bilansowa, czyli dotyczy konkretnego dnia raportowego. Najnowsze dane podają stan z 31 marca 2012 r. Prosty konkret: kwota cashu do dyspozycji w danym dniu.
  • Zadłużenie – również pozycja bilansowa, suma wszystkich zobowiązań: krótkoterminowych (płatnych poniżej roku), długoterminowych (płatnych powyżej roku) i rezerw (płatnych bądź nie, w zależności od rozwoju sytuacji takich jak np. spory sądowe).
  • Zysk netto – pozycja z rachunku wyników, a więc obejmuje okres, tutaj od 1 stycznia do 31 grudnia 2011 r. Kwota zwana też Net Profit, Net Earnings, Earnings czy też Bottom Line mówi o nominalnym zysku wypracowanym w tym okresie. Może, ale nie musi mieć wiele wspólnego z przyrostem gotówki.

A oto zestawienie powyższych danych dla pięciu wybranych przeze mnie spółek:

Jest też piąta wartość – wynikowa, czyli powstała z podzielenia kapitalizacji przez zysk netto. Ale nie ten osiągnięty w przeszłości, tylko prognozowany na przyszły rok bilansowy. Tak się bowiem składa, że wyniki historyczne wcale nie muszą się powtórzyć. Rynek natomiast patrzy w przód i wycenia to, czego się spodziewa, a nie to co było i minęło. Dzieląc wartość rynkową przez wartość oczekiwanych zysków rocznych otrzymujemy wskaźnik C/Z, z angielska P/E (Price to Earnings), który jest jednym z podstawowych wskaźników używanych przez fundusze w rozmowach ze startupami, w wycenach, transakcjach i analizach. Fizycznie oznacza on czas (liczony w latach) potrzebny na odtworzenie aktualnej wartości rynkowej. I tylko tyle, bo inwestowanie i zarabianie polega na trochę czymś innym niż czekanie ileś lat aż się nagromadzą zyski. Wskaźnik służy do porównań, jego wartość bezwzględna prawie nie ma sensu fizycznego. Natomiast jest różnica, czy rynek płaci 5x zysk, czy 15x zysk za daną spółkę.

Wiedząc to, spojrzyjmy na powyższe proste zestawienie. I już padają pierwsze mity. Oto co się okazuje:

  • Rzekomy gigant Yahoo jest o rząd wielkości mniejszy od Google i prawie 30 razy mniejszy od Apple. W tym zestawieniu to mikrus, który się załapał na piękne oczy.
  • Rzekomo dołujący Microsoft jest o prawie tak samo rentowny jak Apple, obaj wypracowali w zeszłym roku circa 25 mld dolarów zysku netto.
  • Rzekomo odnoszący wielkie sukcesy Amazon jest na granicy rentowności. Jego zysk 0,6 mld dolarów bije dwukrotnie Yahoo, które ma 5x mniejszą wartość rynkową.
  • Rzekomo niestabilne, bo uzależnione od przychodów z reklam Google ma największą poduszkę gotówkową, bo zakumulowało w kasie 23 mld dolarów – czyli mogłoby kupić Yahoo nawet tego nie zauważając – i jako jedyne w zestawieniu nie ma długu netto, tj. stan gotówki przewyższa wartość zadłużenia.
  • Rzekomo innowacyjne, przyszłościowe i posiadające świetne perspektywy Apple jest wyceniane niemal idealnie tak jak Google, ale także tak samo jak przebrzydły Microsoft – po wskaźniku P/E około 10x. Warto dodać, że jest to znacznie poniżej średniej rynkowej, która na dzień dzisiejszy wynosi 15 (źródło: multpl.com)
  • Wyraźną premię rynkową, czyli wskaźnik znacznie powyżej średniej ma tylko Amazon, który pod tym względem jest mocno przewartościowany. Jego kapitalizacja przy obecnej skali i rentowności powinna być o wiele mniejsza.

Takie straszne? Dla mnie pasjonujące. Analiza fundamentalna nie gryzie i nie boli. Przez kilka liczb widać plastyczny świat, a jeśli przystawi się wyniki i wycenę do produktów, zamierzeń i bieżących wiadomości, o których regularnie pisze m.in. Antyweb, całość nabiera kształtów. Choć to dopiero początek poznawania i oceny fundamentów, w zupełności wystarczy. Tylko jedna uwaga: wnioski potrafią się szybko dezaktualizować, w miarę jak zmieniają się kapitalizacje oraz wartości fundamentalne. Dlatego trzeba często ponawiać analizy i nie przywiązywać się do wniosków. Z czasem okaże się, że nie mają dla nas znaczenia spółki i produkty, a jedynie prognozowane zyski i aktualne wyceny. Można wtedy rozładować wielki bagaż emocjonalny, który na początku przeszkadza w inwestowaniu.

Jeśli chcesz przepatrzeć wskaźniki polskich spółek, zacznij od listy sektorów tutaj http://www.stockwatch.pl/stocks/

Bazujemy tutaj na danych historycznych, bo w Polsce o prognozy strasznie trudno. Od razu zauważysz, że polska giełda jest wyceniana dużo niżej niż amerykańska, tzn. akcje są relatywnie tańsze. Z wyjątkiem New Connect – ten nawet po znacznych spadkach, jest potężnie przewartościowany. Można się tylko pocieszać, że rynek dyskontuje dalszy szybki wzrost zysków na tym rynku. I to jest główne źródło ryzyka, bo coś mi mówi, że będzie o nie bardzo trudno.

Źródło zdjęcia