57

Zabili moją ulubioną grę. PlayerUnknown’s Battlegrounds jedną nogą w trumnie

"Zabili naszą grę" - powiedziałem wczoraj grając z moją PUBG-ową ekipą, po czym wyłączyliśmy ten tytuł. Pasmo nietrafionych decyzji producentów, do tego konkurencja, która cały czas zyskuje na popularności, choć tak naprawdę bije już w zasadzie własne rekordy. Wielka szkoda, bo to, co dzieje się z produkcją PUBG Corporation to festiwal błędów i nietrafionych decyzji.

Od kilku miesięcy pisałem, że wkręciłem się w PUBG Corporation i spędzam przy tej grze praktycznie wszystkie wieczory przeznaczone na elektroniczną rozrywkę. Porwał mnie tryb battle royale, a przypadku tej konkretnej produkcji jej realistyczny charakter. Dołączyłem do ekipy późno, bo jesienią ubiegłego roku, ale przynajmniej nie musiałem użerać się z naprawdę niedopracowanym kodem i kiedy ja zaczynałem przygodę z grą, była już we w miarę dobrym stadium. Przynajmniej jeśli chodzi o kod, bo popularnością przebiła praktycznie wszystko, co było wtedy na rynku.

Zero zachęty do grania

System zdobywania doświadczenia i wiążące się z tym profity może nie były idealne, ale były i zachęcały do strzelania. Za zdobyte punkty kupowało się skrzynki – część z nich można było otworzyć tak po prostu, do części dokupowało się klucze. Zamiast je otwierać z nadzieją, że może wypadnie jakaś ciekawa skórka, część osób wystawiała paczki na rynku Steam. To nie był głupi pomysł, mi w ten sposób zwróciło się pół gry – ale mam znajomych, którzy kręcili tam niezłe biznesy i sporo zarobili. No cóż, jeden ma do tego szczęście i rękę, drugi nie. Wiecie jak wygląda to w tej chwili? Skrzynki wypadają losowo, na 5 dostałem 5 z kłódką, więc nic nie mogę otworzyć. Klucze kosztują około 3 dolarów i pamiętając jakie dziadostwo leci ze skrzynek, nawet nie myślę by je kupić. To może sprzedam paczki? No cóż, kiedyś chodziły po 5 zł, po 2 zł, później po złotówce. W tej chwili można je wystawić za …0,04 zł, czyli nie ma nawet sensu uruchamiać rynku i akceptować transakcji w aplikacji mobilnej. 10 razy więcej dostanę za ikonkę, która wypadła przypadkiem z MMO Black Desert Online. Mamy więc absurdalną sytuację, kiedy różnica w cenie skrzynki i klucza do niej jest dosłownie kosmiczna. Rynek PUBG w tej chwili praktycznie umarł. No, ale ok – pisałem niedawno o tym, że PUBG Corporation zdecydowało się na kosztującą 35 złotych przepustkę sezonową. Widząc jak fajnie działa to w Fortnite, kupiłem od razu jak się pojawiła. Okazało się jednak, że to jakiś festiwal nieporozumień – najciekawsze skórki, które wypadają na poszczególnych poziomach doświadczenia…przepadają po jakimś czasie. Już na etapie rozpiski mają wskazaną ilość dni, przez które będzie je można nosić. Co za bzdura! Skórki zostające na stałe są nieporównywalnie brzydsze i gorsze od tych czasowych. No, ale trzeba je jeszcze w ogóle dostać. Pasek postępu idzie tak powoli, że odblokowanie wszystkich nagród graniczy niemal z cudem, a żeby w miarę komfortowo zdobywać konkretne poziomy trzeba nie tylko wypełniać zadania, ale i przy okazji sporo zabijać (dodam, że wgląd do zadań mamy tylko z poziomu menu, w trakcie gry nie da się podejrzeć progresu). A to niestety często się wyklucza, szczególnie że wiele zadań jest czasochłonnych. Nie jestem wymiataczem w PUBG, postęp idzie mi tak wolno, że jakikolwiek entuzjazm do wypełniania kolejnych misji zupełnie opadł. I choć wydałem pieniądze, to cały czas uważam, że zamiast kombinować z nowymi sposobami wyciągnięcia od graczy kasy, PUBG Corporation powinno skupić się na optymalizacji i dopracowaniu gry, bo mam wrażenie, że spoczęli na laurach. O ile w ogóle o jakichkolwiek laurach można mówić. Wygląda to więc trochę tak jakby firma korzystała z ostatnich chwil popularności gry i próbowała jeszcze coś o niej zarobić. Czytałem dziś, że PUBG w porównaniu ze styczniem tego roku, utraciło połowę graczy.

PlayerUnknown’s Battlegrounds

PUBG Corporation nie poradziło sobie z popularnością PlayerUnknown’s Battlegrounds

Patrzę na odpowiedzialne za Fortnite Epic Games i nie mogę wyjść z podziwu, jak dobrze poprowadzono ten tytuł. Zwykły Fortnite miał potencjał, ale trudno było powiedzieć, że odniesie sukces. Na fali popularności gier battle royale, odpowiedni tryb został szybko przygotowany (podejrzewam, że trochę na kolanie), mimo tego porwał graczy. Gra była bardziej przystępna i prostsza od PUBG, więc i próg wejścia niższy. Do tego darmowa, a to magiczna rzecz, która potrafi zdziałać cuda. System mikrotransakcji, w przeciwieństwie do gier mobilnych, nie wymuszał zakupów – ale sugerował, że wydając pieniądze będziemy w Fortnite bardziej widoczni (kosmetyczne modyfikacje). Do tego battle pass, czyli przepustka, która motywuje do spędzania czasu przed ekranem (wydałem na nią 40 złotych i jestem bardzo zadowolony) oraz dostępność na praktycznie każdym sprzęcie do grania. Mistrzowskie zagrania firmy, która ma wiele lat doświadczenia i po prostu doskonale wiedziała jak to wszystko poprowadzić. PUBG Corporation nie wiedziało, popularność ich przerosła. Nie wiedzieli jak poprowadzić rynek przedmiotów z gry, nie umieli trzymać go w ryzach i kontrolować cen. Ciągłe testy na specjalnych serwerach, długi czas oczekiwania na nowe mapy, problemy ze zmianą balansu broni, rezygnowanie z najmocniejszego hełmu, który był wręcz symbolem gry. Do tego ciągłe kłopoty z optymalizacją. Było kilka fajnych pomysłów, jak na przykład weekendowe wydarzenia, ale to za mało by utrzymać przy sobie graczy. Obserwuję PUBG i nie widzę, by gra się rozwijała, a jednym z naprawdę konkretnych gwoździ do trumny jest event pass, czyli bardzo źle zaprojektowana płatna przepustka sezonowa, której zakupu pożałowałem już drugiego dnia.

PlayerUnknown’s Battlegrounds

Myślę, że wiele firm nie poradziłoby sobie z tak dużą popularnością swojej gry. I jest mi zwyczajnie przykro, bo kupując PUBG liczyłem na to, że spędzę z tą tym tytułem kilka lat – tymczasem wraz z ekipą (a są tam ludzie, którzy spędzili z tym tytułem ze 3x więcej czasu niż ja) szukamy czegoś nowego, co porwałoby tak samo mocno całą naszą czwórkę. Od kilku tygodni gramy już w PUBG sporadycznie i chyba bardziej z przyzwyczajenia niż z chęci, a jedynym battle royale, które sprawia mi w tej chwili frajdę jest switchowy Fortnite, który wskoczył w tej chwili na pierwsze miejsce najchętniej uruchamianych przeze mnie produkcji. Wróciłem też do Overwatch, tym razem jednak na PC i jestem zaskoczony jak łatwo było się przesiąść z pada na klawiaturę i myszkę. Czy PUBG odżyje i przestanie wreszcie tracić graczy? Musiałby się wydarzyć jakiś cud – sęk w tym, że PUBG Corporation nie umie w cuda i cokolwiek teraz zrobi, nie powstrzyma tego smutnego, prowadzącego do śmierci procesu.