20

Zabieram swojego 3DS-a na każdy wyjazd i to nie granie jest tego powodem

Nintendo wypuściło właśnie w Japonii swoją pierwszą aplikację społecznościową, a ja korzystając z okazji chciałem Wam opowiedzieć o pewnej funkcji w konsoli Nintendo 3DS, której (mimo tego, że jest teoretycznie bez sensu), używam cały czas. Bo mam z tego wielką frajdę.

Zacznijmy jednak od mobilnej aplikacji Wielkiego N. Miitoto pozwala użytkownikom stworzyć kreskówkowe avatary, podobne do klasycznych Mii, które lata temu wprowadziła konsola Wii. Owy awatarom można zmieniać fryzury, wyraz twarzy, ubrania i akcesoria. Następnie nadać im pseudonimy, zmieniać ich mowę i wybrać osobowość – podobnie jak na 3DS-ie można też spróbować zaufać programowi, który teoretycznie przenosi do wirtualnego świata nasze zdjęcie i stara się stworzyć avatara jak najbardziej podobnego do użytkownika. Brzmi bzdurnie, prawda? Jestem prawie pewien, że Japończycy oszaleją na punkcie tej aplikacji. Dlaczego?

Streetpass to najfajniejsza funkcja 3DS-a

Nie trzeci wymiar, a właśnie Streetpass sprawia, że zabieram swojego n3DS-a na każdy zagraniczny (no dobrze, krajowy też) wyjazd. Nawet jeśli wiem, że nie będę miał kiedy grać, bo i takie wyjazdy się zdarzają. Dlaczego? Ze względu na kapitalny wręcz pomysł animowania społeczności posiadaczy przenośnej konsoli Nintendo. StreetPass, bo o nim mowa, działa banalnie prosto.

Wystarczy nosić swojego 3DS-a włączonego (przy zamkniętej klapce), by mijając innego posiadacza tego samego sprzętu (włączonego, czy raczej wygaszonego z włączonym StreetPassem) nawiązać połączenie. Konsole złapią kontakt, a po chwili dzieje się magia. W moim przypadku wygląda to tak, że staram się nosić włączoną konsolę gdzieś w plecaku, a po powrocie do domu/hotelu wyciągam sprzęt z nadzieją, że zobaczę na nim migającą zieloną diodę. Oznacza to, że mam „streetpass hit”, czyli spotkałem innego użytkownika 3DS-a. W Polsce nie zdarza się to zbyt często, za granicą na szczęście już tak.

Powiadomienie informuje mnie o tym, by wejść do mojego MiiPlaza (miejsca, w którym spotykają się ludziki Mii, o których wspominałem wyżej). I teraz najfajniejsza część – jestem raczony prostą animacją, podczas której mój ludek Mii stoi przy bramie i po kolei witają się z nim avatary napotkanych osób. Informują mnie skąd pochodzą (kraj i jego rejon), witamy się wcześniej przygotowanymi powitaniami, wymieniamy informacjami dotyczącymi naszych hobby oraz gier, w jakie ostatnio najczęściej graliśmy. Potem poznane awatary ustawiają się w rządkach na ekranie mojej konsoli. Przy okazji możemy się dzięki StreetPassowi wymieniać bonusami do gier, na to akurat nie zwracam zbyt dużej uwagi, ale warto odnotować, że taka rzecz jest.

Grzesiek Marczak śmieje się ze mnie, że zabieram ze sobą konsolę, na której na wyjazdach nie gram. Czasami faktycznie nie ma kiedy włączyć nawet prostej gry na smartfonie, czasem jest chwila w samolocie, wtedy staram się nadrabiać zaległości i pchać do przodu rozpoczęte produkcje. Jednak na MWC, IFA, czy innych dużych imprezach zawsze mam 3DS-a ze sobą. Najwięcej osób udało mi się spotkać na Paris Games Week, co też pokazuje jak duża jest różnica w popularności tego sprzętu w innych niż Polska krajach. Ja wiem, że te znajomości niczego do mojego życia nie wnoszą i są tylko prostą zabawą, ale strasznie fajnie jest patrzeć jak do listy 3DS-owych znajomych dodawane są osoby zza oceanu, z każdego rejonu Francji czy Hiszpanii.

A piszę o tym dlatego, że zarówno Sony jak i Microsoft mocno inwestują w społecznościowe aspekty swoich konsol stacjonarnych. Ba, Sony miało przecież Near na PlayStation Vita, ale nie działało ono jakoś specjalnie oszałamiająco. 3DS-owy StreetPass natomiast działa świetnie i sprawia masę frajdy – a tego powinni się od Nintendo uczyć inni. Tego, że czasem banalnie prosty pomysł jest pomysłem trafionym i choć Nintendo wciąż musi się wiele nauczyć w temacie usług sieciowych swoich konsol, to poznawanie nowych osób na 3DS-ie wyszło im kapitalnie.