26

Algorytmy YouTube nie dają rady i cenzurują to, czego nie powinny. Dobrze że ostateczna decyzja należy do człowieka

Nie tworzę treści na YouTube i nigdy tego nie robiłem, ale regularnie obserwuję ruchy giganta w związku z zarządzaniem tamtejszymi treściami. Autorzy regularnie skarżą się na dziwne blokady ze strony Google — dziś wszystko jest i działa jak należy, jutro jest niezgodne z zasadami i musi zniknąć. Jest to, rzecz jasna, niezwykle zabawne w kontekście wszystkich pato-streamerów i pranksterów, którzy od lat zarobili dzięki platformie fortunę. Niemniej teraz do gry wchodzi kolejna warstwa cenzury ze strony YouTube — a może raczej jego algorytmów. Tym razem obrywa się kanałowi, który podpowiada jak hakować. Ale chyba nikt nie ma złudzeń, że żaden filmik nie pozwoli na zawładnięcie światem komputerów bez mrugnięcia okiem. No, może poza bezdusznymi linijkami kodu.

Platforma od jakiegoś czasu nie wie jak rozprawić się z problemem

Problem materiałów podpowiadających jak hakować i obejść zabezpieczenia trwa już od dłuższego czasu. Co najmniej od kwietnia oficjalnie do listy treści zakazanych dołączyły:

Instrukcje dotyczące hakowania i wyłudzania informacji: pokazywanie użytkownikom, jak omijać zabezpieczenia systemów komputerowych lub kraść dane uwierzytelniające i osobowe.

Może i jestem niedouczony i naiwny, ale żyję w przeświadczeniu, że żaden — nawet trwający godzinę — film na YT nie nauczy mnie jak przebić się przez zestaw cyberzabezpieczeń i zawładnąć światem „ot tak”. Ale najwyraźniej Google uważa inaczej. Kody Kinzie, twórca popularnej serii Cyber Weapons Lab od dłuższego czasu miał problem ze swoimi materiałami. A ostatecznie ich, stworzony na amerykański dzień niepodległości, materiał o fajerwerkach odpalanych przez WiFi nie mógł zostać zamieszczony na platformie.

Firma powołała się na przytoczony wyżej zapis w regulaminie. Problem polega na tym, że zarówno seria Kody’ego — jak i wiele jej podobnych — tworzone są nie po to, by ich widzowie z dnia na dzień zamienili się w pierwszej klasy hakerów. Ich celem jest w dużej mierze uzmysłowienie jak niewiele trzeba, by móc przebić się przez warstwy zabezpieczeń, a także nauka na temat pewnych mechanizmów które mogą być wykorzystane przez hakerów. No i, jakby na to nie patrzeć, serie takie jak Cyber Weapons Lab to jednak solidny zastrzyk wiedzy, którym twórcy dzielą się za darmo. Jak zauważa The Verge, platforma sama sobie przeczy — w jednym z zapisków firma wspomina że tak długo jak filmy mają charakter edukacyjny, dokumentalny, naukowy czy artystyczny — są dopuszczalne. I sam raczej nie mam złudzeń, że CWL zdecydowanie zalicza się do tych pierwszych. Ale najwyraźniej algorytmy zdążyły się w tym pogubić.

Duży kanał i ważna sprawa — YouTube zareagował w mgnieniu oka i Cyber Weapons Lab jest bezpieczne… póki co. Firma przyznała się do błędu — informując że przy takiej ilości materiałów zdarza im się popełniać błędy. Tutaj poszło ekspresowo, bo o sprawie zrobiło się głośno: ale czy twórcy z mniejszych kanałów mogą liczyć na równie sprawną akcję? Swoją drogą — to kolejny przypadek który pokazuje, jak te wszystkie algorytmy się gubią. Na co dzień widzę to w rekomendacjach Google Play czy YouTube’a — ale domyślam się że z perspektywy twórców to musi być jeszcze bardziej irytujące…