57

YouTube pokazał mi, że za Facebooka i Instagram bez reklam też bym płacił

Zarzekałem się, że gdy dobiegnie końca okres próbny, nie przedłużę subskrypcji YouTube Premium, głównie z powodu niesatysfakcjonującego mnie stanu usługi YouTube Music. Tymczasem wystarczyło kilka dni bym zmienił zdanie. Bo z darmowego YouTube'a komfortowo korzystać się nie da.

YouTube Premium i YouTube Music Premium to dwie płatne propozycje Google, które zmieniają sposób korzystania z serwisu. Pierwsza z nich eliminuje reklamy i wprowadza tryb offline na urządzeniach mobilnych, druga ma powalczyć ze Spotify i Tidalem oraz Apple Music na polskim rynku. Nie wiemy, jak dokładnie radzi sobie YouTube Music z największymi rywalami muzycznymi, ale wiem, że nie jest to usługa dla mnie. Mając takie przekonanie byłem niemal pewien, że powrót do wcześniejszego stanu (gdy obydwie oferty nie były dostępne w Polsce) będzie raczej bezbolesny. Bo jak bardzo mogą przeszkadzać reklamy na YouTube, które były tam obecne od wielu lat i nie można się było ich pozbyć?

Okazuje się, że kilka (prawdopodobnie dwa) dni wystarczyło, żebym wznowił subskrypcję YouTube Premium. Nie dla muzycznej strony serwisu, a przede wszystkim z chęci pozbycia się reklam. Tych jakby ilość co najmniej się podwoiła po tym, jak w Polsce wprowadzono YouTube Premium, co nie jest tylko moją obserwacją, bo dyskusja na ten temat zrodziła się na naszym redakcyjnym Slacku i każdy kto wziął w niej udział potwierdził takie samo wrażenie. Poprzedzające seans i pojawiające się w jego trakcie spoty zupełnie nie odpowiadają moim zainteresowaniom i potrzebom, więc poziom frustracji i irytacji tymi klipami rośnie. Nie muszę chyba wspominać, że samo oczekiwanie na rozpoczęcie lub wznowienie odtwarzania po prostu denerwuje, bo pozbycie się wrażenia, że marnuję wtedy czas jest bardzo, bardzo trudne.

YouTube Premium i YouTube Music w Polsce – wszystko, co musisz wiedzieć

I po tym, jak reklamy powróciły na YouTube, z większą uwagą zacząłem przyglądać się materiałom promocyjnym na innych serwisach, jak Facebook czy Instagram. Te są równie lub jeszcze mniej odpowiadające moim oczekiwaniom, a ilość – gdy rzeczywiście zwrócicie uwagę, ile ich jest – zaczyna wręcz przytłaczać. To, w połączeniu z algorytmami dobierającymi organiczne treści, które coraz rzadziej wzbudzają moje zainteresowanie, sprawia, że chęć wyłożenia tych kilku czy kilkunastu złotych miesięcznie za Facebook Premium czy Instagram Premium rośnie z dnia na dzień.

Nie są to usługi niezbędne do codziennego funkcjonowania, ale skoro z nich korzystam, to chciałbym czerpać przyjemność i/lub inne korzyści, zamiast irytować się serwowaniem mi materiałów, które do niczego mi się nie przydadzą. Nie wiem jakiego rzędu kwotę zażyczyłby sobie Facebook za wersję premium, ani czy w ogóle zdecydowałby się na taki krok, ale gdyby tak się stało, to byłbym jedną z pierwszych osób, które zakrzyknęłyby „nareszcie!”.

W przypadku wyszukiwarki internetowej Google, serwisów Facebook czy Instagram, a także usług pokroju OneDrive’a i tym podobnych walutą są nasze dane. To jasne. Wszystko czym się dzielimy, każda z firm wykorzystuje dla swoich potrzeb. To też jest jasne. Ale czy faktycznie wszystkim odpowiada opieszałość, z jaką jesteśmy często traktowani? Pewnie nie. Większości? Też raczej nie, ale to nie wystarczy. Jestem ciekaw, czy w Menlo Park (siedziba Facebooka) rozważano i kalkulowano tego typu oferty – jakich argumentów użyto, by taki pomysł odrzucić lub odłożyć w czasie? Zuckerberg zapowiadał, że Facebook był, jest i pozostanie darmowy, a to chyba ucina za każdym razem wszelkie spekulacje. A szkoda, bo przykład YouTube’a nauczył mnie, że te jeśli można sobie pozwolić na taki wydatek, bo w jakiś sposób nam się to zwróci, to płatna opcja stałaby się dla mnie domyślnym wyborem.