85

Hej, Xiaomi! Ile kosztuje jeden punkt w DxOMark?

Naszym zdaniem jest to bardzo dobre i niestety aktualne pytanie. DxOMark, niegdyś bezsprzeczny autorytet w dziedzinie testów aparatów fotograficznych, na fali tylko jednego partnerstwa stracił sporo ze swojej renomy i niestety, ale jest uznawany za taki, którego wyroki należy traktować z rezerwą. Nie zmienia to jednak faktu, że osądy grupy stojącej za DxOMark dalej "grzeją" opinię skupioną wokół nowych technologii. A Xiaomi... cóż. Jego telefon otrzymał skądinąd bardzo kontrowersyjną ocenę.

Testy telefonów Xiaomi w DxOMark nie pojawiają się często – ale tym razem, jak już jeden ze smartfonów tego producenta wziął udział w maratonie skonstruowanym przez testerów, „wykręcił” niesamowity wynik. Właściwie nikt się nie spodziewał, że Xiaomi Mi Note 3 otrzyma od DxOMark ocenę tak samo dobrą, jak w przypadku Google Pixela pierwszej generacji, czy też HTC U11. Co więcej, mamy do czynienia z „napompowanym” średniakiem. Urządzenie od Chińczyków oferuje m. in. Snapdragona 660, 6 GB RAM-u 64 lub 128 GB pamięci wewnętrznej oraz 5,5 – calowy ekran Full HD. Nie kosztuje też przesadnie dużo.

Warto jednak skupić się na sensorze, jaki został zainstalowany w tym sprzęcie. Jeżeli chodzi o główny aparat, mamy do czynienia właściwie z dwoma obiektywami: 12 MP f/1.8 oraz telefoto: 12 MP f/2.6 z dwukrotnym zoomem optycznym. Według testerów z DxOMark ten tandem pozwolił na uzyskanie aż 90 punktów – nieco gorzej ów sprzęt poradził sobie z możliwościami wideo. Ale nadrobił jakością fotografii.

Xiaomi Mi Note 3

Z DxOMark jest tylko jeden „mały” problem

Jeżeli jesteście dobrze zorientowani w temacie DxOMark, pewnie wiecie o tym, że każdy test zajmuje badaczom 7 dni, w trakcie których robi się ponad 4000 zdjęć oraz 30 filmów. Na ich podstawie tworzone są szczegółowe zestawienia ocen – od automatycznych mechanizmów orzekających o jakości zdjęć, aż po subiektywne oceny osób odpowiedzialnych za testy. Nie jest to oczywiście nic złego – dziennikarze technologiczni, czy też blogerzy często bazują na typowo subiektywnych odczuciach.

W tym wszystkim ważne jest jedno. Otóż, producenci urządzeń mobilnych bardzo często udają się do DxoMark po wskazówki – jak zrobić telefon, który będzie robił naprawdę dobre zdjęcia. Jako instytucja o sporej renomie, twórca testu nie ma z tym problemu. Sprawdza, doradza, szkoli i wystawia fakturę. Pytanie tylko, czy owe usługi doradcze nie opierają się na przekazywaniu wiedzy dotyczącej jak najlepszego przechodzenia testów w DxOMark – taka forma działalności podmiotu stawia pod znakiem zapytania jego rzetelność. Niestety, DxOMark rzadko otwarcie się chwali tym, z kim współpracuje. Najgłośniejszym przypadkiem było partnerstwo z OnePlus przy okazji modelu 5, który otrzymał zasadniczo bardzo dobrą ocenę (87 punktów).

O ile jestem w stanie zgodzić się z DxoMark, że Google Pixel pierwszej generacji robi genialne zdjęcia, HTC U11 również radzi sobie świetnie, tak nie jestem przekonany do jego osądów na temat niektórych telefonów. Tego typu testy nie zawsze oddają rzeczywiste wrażenia użytkowników związane z korzystaniem z danego aparatu fotograficznego w smartfonie. A tymczasem, wyniki z DxOMark są często wykorzystywane w komunikacji marketingowej firm technologicznych. Wyobrażacie sobie zatem, że w całkiem prosty sposób można sobie „kupić” punkty w tym teście, a następnie chwalić się nimi na prawo i lewo?