2

X Prize, czyli miliony dolarów nagrody za zbadanie miejsca, które człowiek zna bardzo słabo

Temat eksploracji kosmosu, badania tej przestrzeni chociażby w najbliższym otoczeniu Ziemi, ciągle jest popularny. Kilka dekad temu wywoływał emocje, podobnie jest i teraz – wtedy ścigały się państwa, dzisiaj robią to także prywatne firmy. Ciekawe jest to, że człowiek spogląda w niebo i chce kolonizować Marsa, poznawać księżyce Jowisza, a kiepsko poznał większą część własnej […]

Temat eksploracji kosmosu, badania tej przestrzeni chociażby w najbliższym otoczeniu Ziemi, ciągle jest popularny. Kilka dekad temu wywoływał emocje, podobnie jest i teraz – wtedy ścigały się państwa, dzisiaj robią to także prywatne firmy. Ciekawe jest to, że człowiek spogląda w niebo i chce kolonizować Marsa, poznawać księżyce Jowisza, a kiepsko poznał większą część własnej planety: oceany. Ma to zmienić nowa inicjatywa X Prize.

Zagadnienie poruszone we wstępie jest pewnie dobrze znane sporej części z Was – nie badamy oceanów w takim stopniu, w jakim na to zasługują ze względu na swoje rozmiary, znaczenie w funkcjonowaniu naszej planety, rolę odegraną w powstawaniu życia na Ziemi. Różnie przedstawiają się dane dotyczące tego, jak dobrze zbadaliśmy tę przestrzeń – niektóre wskazują, że prawie w ogóle jej nie poznaliśmy, że to istna „czarna dziura” pod względem przeprowadzonych badań. Trzeba zatem brać się do pracy.

sky-lights-space-dark

X Prize Foundation zajmuje się inicjowaniem współzawodnictwa naukowego i biznesowego. Fundują nagrody, które mają stymulować rozwój konkretnej dziedziny, przybliżyć ludzkość do rozwiązania jakiegoś problemu. Tym razem rusza Shell Ocean Discovery X Prize. Pula nagród wynosi 7 mln dolarów, z czego pierwsza nagroda to aż 4 mln dolarów. Piszę „aż”, ponieważ nie jest tajemnicą, że na badania oceanów nie przeznacza się wielkich pieniędzy. Jak już wspominałem, ten temat nie wywołuje dużych emocji – zwłaszcza, gdy mowa o finansowaniu.

Przed ekipami, które podejmą się współzawodnictwa, trudne zadanie. Będą musiały stworzyć maszynę zdolną do mapowania dna morza. Pierwsza przeszkoda to głębokość: 4 tysiące metrów. Brak światła, duże ciśnienie, raczej niesprzyjające warunki. Maszyna musi być autonomiczna – nie ma mowy o sterowaniu nią z pomocą kabli. Ekipa startuje z lądu albo z powietrza, nie powinna nawet przebywać na powierzchni oceanu. Jest pewne, że wykonanie zadania będzie wymagało od robota samodzielności.

Konkurs podzielono na dwa etapy, w pierwszym mapowanie dna będzie się odbywać na głębokości 2 km, dopiero po tej „rozgrzewce” przyjdzie czas na „poważne starcie”. Organizator określa, ile czasu ma trwać mapowanie, jaka powinna być rozdzielczość zdjęć, jakie konkretnie zadania muszą zostać wykonane. Chętnych odsyłam do szczegółów. Zaznaczę przy tym, że jedna z nagród dotyczy czujników będących czymś na kształt sztucznego nosa – mają one pomóc w badaniach chemicznych i biologicznych na dnie oceanu. Czego tam szukać? Najprostsza odpowiedź brzmi: odpowiedzi. Pytań jest wiele, dotyczą historii (na wielu płaszczyznach), organizmów żyjących na tej głębokości, substancji, które mogą się okazać przydatne np. w medycynie.

Cele w takich projektach zazwyczaj są podobne: chodzi o to, by zachęcić ludzi do działania. Jeśli zaczną pracować, to mogą się pojawić innowacje, nowe rozwiązania, które ułatwią rozwój danej dziedziny. Jest spora szansa, że będą one w miarę tanie, a to jeszcze mocniej wpłynie na dalsze badania. W efekcie będą mogły powstawać np. startupy, które bez wielkiego finansowania podejmą prace na tym polu. Wokół tematu zrobi się głośno, zaczną się nim interesować zespoły uczniów czy studentów – przecież to dzieje się m.in. w zakresie budowania łazików marsjańskich, w czym Polska ma swój udział. Pisząc krótko: do wody wrzucany jest kamyk, który ma wywołać fale.

sea-water-ocean-dark

Za sprawą tych badań raczej nie znajdziemy krakena, ale odkrycie innych form życia jest całkiem prawdopodobne. Możemy poznać mechanizmy, które odgrywają ważną rolę w funkcjonowaniu planety, zyskać wiedzę przydatną także na lądzie. Nawet w codziennym życiu. Nie jestem przeciwnikiem badania tego co znajduje się poza Ziemią, lecz popieram dążenie do tego, by równie dużo uwagi poświęcać temu, co istnieje w bliższym otoczeniu. Idę o zakład, że są tam rzeczy, które nie śniły się filozofom…