21

Wyobrażacie sobie, żeby FIFA zabraniała zawodnikom gry w kosza? To możliwe w e-sporcie

Jeden z zachodnich serwisów dotarł do kopii kontraktu, jaki firma Riot Games podpisuje z profesjonalnymi zawodnikami, biorącymi udział w czwartym sezonie League of Legends Championship Series. Na jego mocy gracze zobowiązują się publicznie nie bawić się przy produkcjach konkurencji… a także wielu innych tytułach. Krótko mówiąc – grasz w LoLa, to graj w LoLa. Koniec, […]

Jeden z zachodnich serwisów dotarł do kopii kontraktu, jaki firma Riot Games podpisuje z profesjonalnymi zawodnikami, biorącymi udział w czwartym sezonie League of Legends Championship Series. Na jego mocy gracze zobowiązują się publicznie nie bawić się przy produkcjach konkurencji… a także wielu innych tytułach. Krótko mówiąc – grasz w LoLa, to graj w LoLa. Koniec, kropka.

Profesjonalizacja e-sportu jest faktem i dużą rolę w nadaniu temu procesowi tempa miał producent League of Legends. Można się oburzać, że scena jest oparta na młodych odbiorcach, że w grze jest mnóstwo trolli, ale nie da się zaprzeczyć, że Riot Games wniosło nową jakość. Firma pompuje w e-sport ogromne pieniądze i, jeżeli wierzyć zapewnieniom szefostwa, dokłada do tego segmentu. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z filantropią – po prostu LoL e-sportem stoi, a budowanie zaangazowania pozwala League of Legends utrzymać się na pozycji. Kiedy więc wyciekł fragment umowy, ograniczający wyraźnie swobodę graczy, wyraźnie nakierowany na obronę interesów Riot Games i tylko Riot Games, kosztem e-sportu w ogóle, wybuchło oburzenie.

Whalen Rozelle z Riot Games potwierdził te rewelacje na Reddicie, rozpoczynając dyskusję na rzeczony temat.

Takie sytuacje sprawiają, że muszę spojrzeć na Riot Games odrobinę krzywym okiem. Mam mieszane uczucia. Po chwili zastanowienia się, zrozumiem racje firmy: Riot Games płaci zawodnikom regularne pensje, finansuje podstawę ich życia, daje możliwość brania udziału w największych turniejach, w pewnym stopniu gracze zawdzięczają swoją popularność własnie twórcom League of Legends.

Z drugiej strony, za obecność na Twitchu płaci Twitch, a Riot Games nie jest jedynym źródłem gotówki. Są sponsorzy, są inne dochody. Sytuacja jest o tyle nieciekawa, że producent League of Legends ma w zasadzie nieograniczone możliwości, jeżeli chodzi o narzucanie sytuacji prawnej. Wyobraźcie sobie, że jedna firma, np. Nike, ma wszelkie prawa do piłki nożnej i dyktuje warunki. Nieciekawa wizja prawda? W dużym uproszczeniu tak wygląda sytuacja w e-sporcie.

Nie dziwię się, że podnoszą się głosy sprzeciwu. Wydaje mi się, że można było tę sprawę rozwiązać inaczej. Stawianie się we władczej pozycji może się odbić Riot Games czkawką – w końcu do tej pory firma budowała obraz przyjaznej graczom.