37

Wymuszona aktualizacja automatyczna w Chrome przyniosła wiele pożytku twórcom jak i użytkownikom

Ben Goodger to były pracownik Fundacji Mozilla, który swego czasu zmienił miejsce pracy i zajmuje się obecnie rozwojem przeglądarki Chrome w Google. Na swoim profilu na Google+ napisał dość długi post na temat automatycznych aktualizacji w przeglądarce giganta. Owszem, są to aktualizacje wymuszone, użytkownik nie ma możliwości ich wyłączenia, ale w tym przypadku ograniczenia przyniosły […]

Ben Goodger to były pracownik Fundacji Mozilla, który swego czasu zmienił miejsce pracy i zajmuje się obecnie rozwojem przeglądarki Chrome w Google. Na swoim profilu na Google+ napisał dość długi post na temat automatycznych aktualizacji w przeglądarce giganta. Owszem, są to aktualizacje wymuszone, użytkownik nie ma możliwości ich wyłączenia, ale w tym przypadku ograniczenia przyniosły korzyści – i to nie tylko samym użytkownikom, ale także i twórcom rozszerzeń czy aplikacji internetowych.

Taki sam mechanizm możemy zaobserwować w przypadku Apple, które jest bardzo restrykcyjne podczas dopuszczania aplikacji do swojego marketu, jednak zapewniając w ten sposób swoim użytkownikom bezpieczeństwo, podczas gdy na Androidzie malware szaleje. Tak samo jest i w polityce, gdzie w Singapurze za rzucenie papierka na ulicę są kilkusetdolarowe mandaty, a za posiadanie marihuany można dostać karę śmierci, jednak jest to najczystsze miasto na świecie, w którym nie ma narkomanii. Ograniczanie jest czasami dobre.

System aktualizacji w Chrome jest wymuszony. Użytkownik nie może wyłączyć aktualizacji automatycznych. W ten sam sposób aktualizują się również i pluginy czy rozszerzenia. Wszystko dzieje się poza kontrolą użytkownika. Okazuje się jednak, że wszystkim wychodzi to na dobre.

Ben Goodger mówi, że mechanizm automatycznych aktualizacji zrodził się już na samym starcie prac nad przeglądarką, kiedy okno aplikacji było jeszcze gołe. Gdy programiści dobudowywali nowy element przeglądarki, testerzy od razu mieli go u siebie. Wprowadzenie tej funkcji do zastosowania przez standardowego użytkownika przyniosło również wiele pożytku.

Wśród użytkowników Firefoksa częstą praktyką jest blokowanie aktualizacji automatycznych ze względu na niedziałające później rozszerzenia. Same rozszerzenia również muszą być dostosowane do różnych wersji, gdyż użytkownicy często pomijają aktualizacje. Ben stwierdził, że nawet aktualizacje automatyczne poprzedzane pytaniem o zgodę się nie sprawdzają, gdyż użytkownik chce jak najszybciej zamknąć okno, dlatego nie godzi się na aktualizację. Są to wciąż funkcjonujące problemy jednego z największych konkurentów Chrome, których ten właśnie jest pozbawiony. Dzięki pewności, że wszystkie instancje przeglądarki na świecie są w tej samej wersji, twórcy dodatków dopracowują je w odniesieniu tylko do jednej wersji – najnowszej. Tak samo jest z twórcami stron, którzy nie muszą uwzględniać tego, że w poprzednich wersjach dana funkcja HTML’a nie była obsługiwana etc. Użytkownicy natomiast posiadają zawsze najnowszą wersję programu, która pozbawiona jest luk bezpieczeństwa z poprzednich wersji.

Więcej na ten temat we wpisie na blogu Google Operating System.