18

Wstajesz, gdy dzwoni budzik?

Zarobić można na wszystkim. Truizm, ale człowiek i tak powtarza pod nosem to zdanie, gdy styka się z jakimś dziwnym pomysłem, na którym ktoś zamierza zrobić pieniądze. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że ów projekt rzeczywiście przyniósł zyski. Ze względu na wykonywaną pracę trafiam na takie przypadki i jakoś ciągle nie mogę się nadziwić, że ludzie […]

Zarobić można na wszystkim. Truizm, ale człowiek i tak powtarza pod nosem to zdanie, gdy styka się z jakimś dziwnym pomysłem, na którym ktoś zamierza zrobić pieniądze. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że ów projekt rzeczywiście przyniósł zyski. Ze względu na wykonywaną pracę trafiam na takie przypadki i jakoś ciągle nie mogę się nadziwić, że ludzie są w stanie zarobić na wydawałoby się zbędnych, a czasem wręcz niedorzecznych inicjatywach. Ostatnio rozbawiły mnie dwa produkty sprzedawane w ramach crowdfundingu. Jednym z nich jest Ruggie.

Muszę przyznać, że Ruggie dotyka problemu, który naprawdę mnie irytuje. To drzemki. Nie te ucinane po pracy albo w jej trakcie – mowa o porannych drzemkach, dosypianiu stosowanym przez rzesze ludzi. Jestem typem człowieka, który wstaje, gdy zadzwoni budzik, niejednokrotnie wyłączam go siedząc na łóżku. Ale druga połówka stosuje inną taktykę, nastawia budzik na kilkadziesiąt minut przed godziną, w której zamierza wstać. Dla mnie meczące, ale jakoś trzeba z tym żyć. Podejrzewam, że część z Was ma podobny problem.

Niektórzy przekonują, że bez takiej drzemki nie są w stanie podnieść się z łóżka, że natychmiastowe i trwałe wyrwanie ze snu to męka i zbrodnia. Ale to podobno ani zdrowe, ani pożyteczne, bo taka drzemka męczy organizm. Tylko jak się jej oprzeć? Tu pojawia się Ruggie. To budzik-dywanik. Żeby go wyłączyć nie wystarczy kliknąć czy klepnąć, trzeba na nim stanąć. A skoro już się stoi, nie pozostaje nic innego, jak pójść do kuchni i włączyć czajnik, a następnie udać się do łazienki. Ruggie ma wywołać u ludzi nawyk wstawania wtedy, gdy zadzwoni budzik.

Ruggie 2

Ktoś spyta: ok, rozbawiło cię Ruggie, ale jednocześnie piszesz o poirytowaniu drzemkami, z którymi on walczy – gdzie logika? Uznaję po prostu, że do rozwiązania tego problemu nie jest potrzebny dywanik za kilkadziesiąt dolarów. Nadal wystarcza komórka, lecz ulokowana kilka metrów od łóżka, np. na parapecie, jeśli łóżko nie stoi w jego pobliżu. W ten sposób można zaoszczędzić pieniądze, a na podłodze nie wyląduje zbędny przedmiot zbierający kurz. Osoby, które chcą być „motywowane” lub witane w specjalny sposób (bo takie funkcje ma Ruggie), mogą popracować ze smartfonem – ten sprzęt też jest w stanie zapewnić takie dodatki.

Ruggie

Piszę to wiedząc, że projekt spotkał się ze sporym zainteresowaniem społeczności – startup wnioskował o 50 tysięcy dolarów na realizację pomysłu, zebrał już ponad 200 tysięcy. A na tym pewnie się nie skończy. Jaka nauka z tego płynie? Ano taka, że wybierając się po wsparcie do serwisu finansowania społecznościowego nie trzeba mieć pomysłu, który aż ocieka innowacyjnością i otwiera nowy sposób myślenia o jakimś zagadnieniu. Bo czy Ruggie jest czymś wyjątkowym, czy rzeczywiście nie ma dla niego alternatywy? Pisałem już, że jest.

Jednocześnie wypada napisać, że takie dywaniki pojawiały się już w przeszłości. Konkretnych nazw produktów czy firm nie podam, ale jestem przekonany, że już to gdzieś widziałem. Może wtedy nie wypaliło. Albo ludzie po prostu o tym zapomnieli. Ktoś jednak powrócił do pomysłu, odświeżył go, przygotował kampanię na Kickstartrze i… wygrał. Warto o tym pamiętać i przejrzeć np. kolorowe gazety sprzed dekady. A nuż pisano o jakimś gadżecie, który wtedy nie przyciągnął uwagi tłumów, lecz dzisiaj rozbije bank? Tu nie chodzi nawet o ograniczenia technologiczne, które wtedy mogły być nie do przeskoczenia. Nie wypaliło, bo… bo chyba tak musiało być. Ale mamy inne czasy, erę produktów smart – dodanie tego słowa do nazwy lub opisu sprawia, że produkt staje się bardziej atrakcyjny. Do dzieła…