Jest to tekst Jacka Artymiaka, który tworzy serwis Backstand.com Pamiętam dobrze czasy, kiedy było w zwyczaju kupowanie żywności oraz wszelakich dóbr materialnych „na zapas”, bo a nuż długo ich potem nie będzie? Sam dziecięciem będąc stałem w kolejce po 10kg cukru, kiedy kończyła się epoka Gierka. Wkrótce potem przestał mnie dziwić widok ludzi noszących po […]

Jest to tekst Jacka Artymiaka, który tworzy serwis Backstand.com

Pamiętam dobrze czasy, kiedy było w zwyczaju kupowanie żywności oraz wszelakich dóbr materialnych „na zapas”, bo a nuż długo ich potem nie będzie? Sam dziecięciem będąc stałem w kolejce po 10kg cukru, kiedy kończyła się epoka Gierka. Wkrótce potem przestał mnie dziwić widok ludzi noszących po mieście sznury papieru toaletowego i chińskie dywany, podobnie jak to, że resoraki Matchboxa można było nagle kupić w lokalnym sklepie spółdzielczym na stoisku z bielizną damską w kolorze cielistym. (Widok pomarańczowych Ferrari stojących między różowymi biustonoszami w rozmiarze spadochronu wojsk desantowych prześladuje mnie do dziś.)

Od tamtej chwili minęło ponad trzydzieści lat i znów coś mi podpowiada, że trzeba się przygotować „na ciężkie czasy”, na to że powinienem na wszelki wypadek zaopatrzyć się w jeden lub dwa laptopy dopóki jeszcze mogę na nich zainstalować Linuksa. Bo chcemy tego czy nie, Microsoft konsekwentnie realizuje plan przejęcia kontroli nad platformą PC a producenci martwiący się o zbyt swoich wyrobów komputeropodobnych nie zamierzają pisnąć ani słówkiem. Bo przecież biznes i masowy odbiorca komputera bez Windowsa nie kupią więc trzeba tańczyć jak im Microsoft zagra.

Sprawa to dość stara. Chodzi o możliwość instalowania systemów operacyjnych innych niż Microsoft Windows na komputerach wyposażonych w UEFI Secure Boot. Komputery te nie pozwolą na instlację alternatywnych systemów operacyjnych, jeżeli nie zostaną one podpisane kluczem kryptograficznym używanym przez Microsoft. Po wielkim larum jakie się podniosło w środowisku Microsoft poszedł na ugodę i zgodził się aby komputery z UEFI miały w BIOS-ie opcję wyłączania sprawdzania podpisu albo pozwalały na wczytanie własnego klucza. Nie jest to opcja idealna i odstraszy potencjalnych klientów, a przynajmniej utrudni instalację alternatywnych systemów operacyjnych.

Microsoft oferuje możliwość skorzytania z ich kluczy po opłaceniu $99 w firmie Verisign. Oznacza to, że każdy kto będie chciał uzyskać możliwość instalowania oprogramowania komputerach z UEFI będzie musiał zapłacić. Niecałe 100 dolarów to niedużo, ale znacznie większy koszt wizerunkowy ponosi tu Microsoft.

Nie wiem po jaką cholerę Microsoftowi ten garb, bo jeśli chcieli sobie dodać parę punktów na skali „ja tu rządzę” to w porządku, gorzej że sami psują wokół siebie atmosferę i nie pomagają przekonać ludzi do tego, że podchodzą do Open Source w sposób przyjazny. Ich działania na rynku Open Source są dwuznaczne i zmuszanie projektów do płacenia za klucze, patenty, itp. wygląda na stosowanie strategii ruchomego horyzontu. I chyba ta strategia zaczyna działać, bo następna edycja Fedory zapłaci za wstęp na platformę PC.

Czy podpisywanie binariów pomoże zmniejszyć zagrożenia w sieci? Nie. Jak pokazuje najnowszy przykład, Microsoft nie do końca radzi sobie z tym tematem. Autorzy wirusów, trojanów i innych paskudztw poradzą sobie z tym problemem. To użytkownicy stracą wybór. Albo i nie stracą, jeśli odpowiednio dużo osób zdecyduje się przejść na nowe platformy sprzętowe. Może trzeba będzie architekturę desktopową wymyślić na nowo? Może trzeba będzie wymyśić na nowo internet? Kto wie? Ale jedno jest wiadome, Microsoft nie jest szczery w swoich deklaracjach wsparcia Open Source, innowacji, itp.

Dla przypomnienia, Microsoft trafił pod lupę urzędu antymonopolowego za „perswadowanie” producentom sprzętu, żeby nie oferowali klientom możliwości preinstalowania innych systemów operacyjnych. Bo młodzi tego nie pamiętają, ale serwery np. Compaqa można było kupić z preinstalowanymi systemami: Netware, SCO Unix, Banyan Vines i OS/2 Server a przy pierwszym starcie wybieraliśmy sobie system, który ma być aktywowany. Za wybicie z głowy producentom takich fanaberii Microsoft zapłacił wysoką cenę mierzoną nie tylko w sumach wydanych na prawników o stosowanie praktyk monopolistycznych, ale też w kiepskiej repuacji w branży przez co mało kto chce z Microsoftem współpracować.

A teraz mamy powtórkę z rozrywki. Chowanie się za Verisignem nie przystoi tak dużej korporacji.

Warto też przypomnieć, że Microsoft doszedł do swoich bogactw właśnie dlatego, że mógł wejść na otwartą platformę IBM PC, stworzoną w odpowiedzi na sukces Apple II właśnie po to żeby setki producentów sprzętu oraz tysiące programistów mogły pokonać Apple promując alternatywny bardziej otwarty standard. Teraz, dla ochrony własnych interesów Microsoft chce zatrzymać dla siebie kontrolę nad platormą PC.

Po nas choćby potop? Naprawdę? Niczego się tam w Redmond nie nauczyli? Dalej chcą zachowywać się jak urażony Syndrom z Iniemamocnych? Urażeni zniszczą świat byle tylko „zemścić się” na Open Source?

Zmierzamy zatem ku niedalekiej przyszłości, w której można będzie kupić komputer od dowolnego producenta, ale kluczyki trzeba zawsze kupować od tego samego dostawcy, który na dodatek może je nam w dowolnym momencie zabrać. To smutny świat, w którym będziemy wolni jak pies na łańcuchu. Microsoft stał się firmą podobną do koncernów skupionych wokół przemysłu motoryzacyjnego, filmowego czy muzycznego, które nie chcą dopuścić do wprowadzenia żadnych zmian czy innowacji mogacych zmienić układ sił na rynku.

Można powiedzieć, że czas wesołego dzieciństwa i dorastania skończył się i branża IT wkroczyła w wiek pozbawionego złudzeń i skrupułów trzydziestolatka. Niefajnie.

Bez wględu na to co aktualnie robi i dla kogo pracuje, Jacek Artymiak mieszka w sieci pod adresem artymiak.com.