16

Wojna Światów trwa, a Google ma dziurę do załatania

Starcie Tytanów. Pojedynek Gigantów. Wojna Światów, a właściwie ekosystemów. Jeszcze nie jedno hasło tego typu można by skomponować, choć chodzi w końcu o jedno: oto trzej najwięksi obecnie rywale: Microsoft, Apple i Google walczą o rząd dusz, który osiągnąć chcą nie tylko wymyślnym marketingiem, ale przede wszystkim domknięciem własnych ekosystemów, gdyż w dzisiejszych czasach ten, […]

Starcie Tytanów. Pojedynek Gigantów. Wojna Światów, a właściwie ekosystemów. Jeszcze nie jedno hasło tego typu można by skomponować, choć chodzi w końcu o jedno: oto trzej najwięksi obecnie rywale: Microsoft, Apple i Google walczą o rząd dusz, który osiągnąć chcą nie tylko wymyślnym marketingiem, ale przede wszystkim domknięciem własnych ekosystemów, gdyż w dzisiejszych czasach ten, kto potrafi zadowolić konsumenta na wszystkich potencjalnych płaszczyznach, wygra. A Google może mieć z tym problem.

Od kilku ładnych lat możemy obserwować i analizować, w jaki sposób najwięksi branży technologicznej zmieniają podejście do technologii, stawiając na spójność i kompleksowość software’u z hardwarem. Bez wątpienia przez wiele lat prym w tej dziedzinie wiodło Apple, które z wymienionej trójki najwcześniej wkroczyło na ścieżkę budowania własnego ekosystemu, opartego na własnych urządzeniach, systemach operacyjnych: mobilnym i desktopowym oraz rozbudowanej bazie multimedialnej oferującej klientom niemal wszystko, od aplikacji, po muzykę, książki, filmy, gry, być może wkrótce TV, etc. Jednak już wkrótce po piętach gigantowi z Cupertino zaczął deptać Google, który rozwinął Androida, zaczął inwestować w smartfony (ostatni Nexus odniósł spory sukces), tablety, budować własny sklep z softem i mediami. Ostatni do rozgrywki, przynajmniej na tym najwyższym poziomie, dołączył Microsoft, którego nowy system operacyjny i mobilny trafi wkrótce na urządzenia i sklepowe półki, który wydaje tablet, myśli o smartfonie, buduje ekosystem aplikacji, rozbudowuje dotychczasowe usługi medialne.  Krótko mówiąc, wszyscy chcą dopiąć ekosystem, bo obecnie to właśnie ten element staje się kartą przetargową i czynnikiem wyróżniającym.

Najmniej do uzupełnienia ma Apple, który rok temu spiął swój ekosystem chmurą, wciąż może niedoskonałą, ale jednak. Ponieważ jednak firma postawiła na budowanie marki Premium, więc szansa na globalną dominację jest niewielka, co nie znaczy, że Apple nie zarabia i nie będzie zarabiać kroci na swoim ekosystemie. W ostatnich dwóch lat rozochocił się również Microsoft, który z firmy, na której wielu już kładło krzyżyk, przekształca się w godnego rywala, z własnym systemem na komputery, tablety i telefony oraz rosnącym sklepem z aplikacjami. Przed Microsoftem jednak jeszcze daleka droga, gdyż przespał najbardziej dogodny moment i teraz musi nadganiać z wszystkich sił na rynku mocno zdominowanym przez Apple i Google.

No i w końcu firma z Moutain View. Potężne Google, które urosło na usługach internetowych grupujących setki milionów użytkowników, które wypromowało, poprzez politykę otwartości, chyba najlepszy obecnie system mobilny Android, instalowany dziennie na niezliczonej liczbie urządzeń, rozwijający Google Play, sprzedający własny telefon i tablet, o muzyce, książkach, i tym podobnych nie wspomnę. Google stanowi potężną konkurencję dla Apple i pod wieloma względami oba ekosystemy są do siebie podobne. W Google brakuje jednak czegoś, co ma zarówno Apple, jak i Microsoft.

Pełnego systemu operacyjnego. Mimo głosów piewców ery post-pc tablety i smartfony jeszcze przez jakiś czas nie będą w stanie zastąpić normalnych komputerów, a dokładniej, systemy mobilne nie będą w stanie udźwignąć tych zadań i dać tych możliwości, co pełne systemy operacyjne. Moim zdaniem obecnie, jeżeli możemy mówić o erze post-pc, to tylko w tej mierze, że niektóre aktywności przenosimy z komputerów na urządzenia mobilne.

Co nie znaczy, że system operacyjny i mobilny stanowią osobne i niekompatybilne ze sobą byty, przeciwnie, obecny trend pokazuje, że oba modele zaczynają się przenikać, co widać świetnie po nowym OSX i co wkrótce, miejmy nadzieje, zobaczymy w przypadku Windowsa 8 sprzężonego z Windows Phone. Ta właśnie wzajemna kompatybilność i synchronizacja wkrótce będą stanowiły element konkurencyjny. I na tej płaszczyźnie Google może mieć problem.

Wprawdzie Google rozwija, dość powoli, ale jednak, projekt pod tytułem Chrome OS, ale powstawał on z myślą przede wszystkim o netbookach i oparty został na zbyt optymistycznym założeniu, że ludziom wystarczy prosty, w dużej mierze internetowy system. Jednak, przynajmniej na razie, sytuacja wygląda zupełnie inaczej, co widać po ostatnich zmianach w Chrome OS, które jednak wciąż są dość zachowawcze. Google ma wprawdzie również Chrome, przeglądarkę, którą już obecnie w ogóle trudno nazwać tradycyjną przeglądarką, a bardziej scentralizowanym panelem zarządzania usługami Google, od konsumenckich, po biurowe, na grach kończąc. Jednak, zarówno Chrome, jak i Chrome OS, to wciąż coś mniej, niż mariaż OSX z iOSem czy Windowsa 8 z WP.

Aby domknąć ekosystem, moim zdaniem Google powinno pomyśleć o stworzeniu pełnego systemu operacyjnego, dostępnego na różnego typu urządzeniach, maksymalnie kompatybilnego z Androidem. Systemu w pełni działającego bez potrzeby połączenia z Internetem, pozwalającego działać rozbudowanym aplikacjom i programom. Otwartego. Systemu, który mógłby skolonizować komputerowy hardware na miarę Windowsa, a przynajmniej w podobnym stopniu. Nie wierzę, aby dla Google stanowiło to problem, czy to technologiczny, czy finansowy. Zresztą, zawsze Google mogłoby wziąć przykład z Apple i wydać własną linię komputerów – próbuje tego z Chromebookami, ale jak widać, na razie z marnym skutkiem.

Wydaje mi się, że użytkownicy Google na całym świecie, ale i firmy produkujące komputery, przywitałyby taki system z radością. Użytkownicy mocno zakorzenieni w usługach Google dostaliby komputery działające na systemie giganta, kompatybilne z urządzeniami mobilnymi działającymi pod kontrolą Androida, które przecież tak błyskawicznie się upowszechniły. Firmy mogłyby zrzucić jarzmo dyktatu Microsoftu w tej mierze. Pełny system operacyjny od Google mógłby przetasować obecną sytuację na rynku i zagrozić zarówno Microsoftowi jak i Apple.

Osobiście z chęcią zobaczyłbym na rynku system operacyjny, który intuicyjnością, szybkością i stabilnością działania mógłby dorównać OSXowi, ale który nie byłby związany z jedną marką i do tego Premium. Który byłby kompatybilny z smartfonami i tabletami opartymi na Androidzie, ale już wkrótce z innymi urządzeniami (lodówki, pralki – to już się dzieje, „inteligentny” dom się zbliża). Tak, wiem, jest Linux, lekki, szybki, darmowy. Ale Linux wciąż, moim zdaniem, jest głównie dla pasjonatów. Google, zrób mi prezent na gwiazdkę – rozwiń Chrome OS, albo stwórz coś nowego, ale powalcz o rynek komputerów.

Słowo wyjaśnienia dla tych, którzy zauważyli, że nie wymieniłem na początku Amazonu. Tak, Amazon też ma rozbudowany ekosystem i raźno kroczy w stronę hardware’u. Niemniej jednak firma ta wyrasta raczej z zupełnie innej filozofii plus dopiero stara się być globalna, zajęło jej chyba rok (jeżeli się nie mylę), aby dostarczyć klientom w Anglii Kindle Fire pierwszej generacji. Przed Amazonem jeszcze więc sporo wyzwań, ale nie mam wątpliwości, że kiedyś będę pisał o Wielkiej Czwórce, a nie Trójce.

Zdjęcia: Google, MoonProject