86

Windows Phone? System o marginalnym znaczeniu. Nadal

Godzinę temu pisałem o rynkowych udziałach Androida, który zdominował segment mobilnych OS. Jeżeli ktoś przyglądał się umieszczonej w tamtym wpisie tabelce firmy analitycznej Strategy Analytics, zauważył zapewne, że na przestrzeni ostatniego roku zielony robot rozszerzył swoje wpływy spychając na jeszcze większy margines np. system Windows Phone. To wygląda już naprawdę źle. Tymczasem jeden z top […]

Godzinę temu pisałem o rynkowych udziałach Androida, który zdominował segment mobilnych OS. Jeżeli ktoś przyglądał się umieszczonej w tamtym wpisie tabelce firmy analitycznej Strategy Analytics, zauważył zapewne, że na przestrzeni ostatniego roku zielony robot rozszerzył swoje wpływy spychając na jeszcze większy margines np. system Windows Phone. To wygląda już naprawdę źle. Tymczasem jeden z top menedżerów Microsoftu mówi o postępach platformy.

Wspomniany we wstępie top menedżer MS to Joe Belfiore. Słynny już Joe Belfiore, którego można uznać za „twarz” mobilnych okien. Podczas konferencji TechEd Europe stwierdził on, że sytuacja z aplikacjami dla Windows (Phone) poważnie się poprawiła – sklep z oprogramowaniem dla ich platformy nie odstaje już tak bardzo od tych, którymi może się pochwalić konkurencja, czyli Google i Apple. Różnica nadal widoczna, ale zasypywana jest przepaść. Tym samym coraz rzadziej powinno być wypowiadane zdanie: nie ma wersji dla WP.

Bez nazwy 1 kopia

Belfiore czaruje rzeczywistość? Raczej nie, aplikacji dla WP faktycznie przybywa, a to oznacza, że niwelowany jest problem, który od dawna wymieniany był w gronie hamulców mobilnych okien. Korporacja z Redmond zmierza zatem we właściwym kierunku i nie zdziwiłbym się, gdyby po raz kolejny pojawiły się zdania w stylu: tym razem musi już wypalić i WP zacznie w końcu rosnąć, zmniejszy dystans dzielący go do iOS, uda się stworzyć silnego trzeciego gracza na tym rynku.

Jeżeli faktycznie przybywa deweloperów pracujących nad aplikacjami dla WP, to Microsoft ma jeden problem mniej. Nie oznacza to jednak, że nagle ich system zacznie zdobywać rynkowe udziały. Zdecydowanie większe znaczenie ma tu np. liczba partnerów wprowadzających do sprzedaży urządzenia z danym system, niż liczba aplikacji w sklepie. A z producentami MS nadal ma problem. Sporo miało się zmienić po rezygnacji korporacji z Redmond z opłaty licencyjnej oraz poluzowaniu polityki w zakresie współpracy, ale nadal nie widać efektów (satysfakcjonujących) tych decyzji.

W chwili obecnej trudno mi wskazać na czynnik, który miałby ułatwić albo nawet umożliwić Microsoftowi rozszerzanie wpływów WP. Przejęli oddział komórkowy Nokii, ale nie wiadomo, co z tego wyniknie, próbują w segmencie korporacyjnym, lecz to spora niewiadoma i chociaż są szanse na sukces, to nie ma sensu dzielić skóry na niedźwiedziu. Z jednej strony naciskać będzie Apple, które po wprowadzeniu do sprzedaży nowych smartfonów nabiera wiatru w żagle, z drugiej strony Google, które współpracuje z szeregiem producentów i dla którego większy problem stanowią chińskie wariacje na temat Androida, niż Windows Phone. Ten ostatni system od lat funkcjonuje na marginesie i najbliżej mu pod względem udziałów do platformy konającego BB.

Jeden Windows

Na czym polega problem Microsoftu/WP? Przecież ten system nie jest zły, wiele osób uważa wręcz, że to naprawdę dobry i interesujący element ciekawego ekosystemu. To samo pytanie można jednak odnieść do Sony czy HTC – czy ich produkty mobilne są złe? Nie, ocenia się je wysoko albo bardzo wysoko. A jednak we wszystkich trzech przypadkach dobre oceny użytkowników, testerów i komentatorów nie idą w parze z dobrymi wynikami sprzedaży. Może po prostu taki już los mobilnego Windowsa i nie da się odwrócić sytuacji w sektorze? Jasne, że nie można odpuszczać, ale w głowie cały czas dzwoni pytanie: kiedy ten projekt „odpali”?

Pozostaje chyba czekać na kolejnego Windowsa, który w pewnym sensie rozwiąże ten problem…