windows
116

Pozostawanie na Windows 7 nie ma sensu – od nowości nie uciekniemy

Wiecie co jest piękne w Antywebie? Że możecie się z nami nie zgadzać, czego wyraz niejednokrotnie dajecie w komentarzach. I słusznie, Antyweb od tego jest, żebyśmy mogli sobie przede wszystkim pogadać. Przy okazji - ja też mogę się z Wami nie zgadzać. I stąd właśnie wziął się ten wpis.

Windows 7 – Microsoft wypuścił niedawno aktualizację dla tego systemu w której znalazł się mechanizm powiadomień, które przypominają o tym, że wsparcie techniczne dla oprogramowania się kończy w styczniu przyszłego roku. Warto o tym trąbić ze strony twórcy, bowiem nie wszyscy użytkownicy zdają sobie sprawę z tego, że wszystko kiedyś się kończy, a aktualizacje bezpieczeństwa są bardzo istotne. A tych z całą pewnością braknie dla zwykłych konsumentów wraz z przyszłym rokiem. I choć niektórzy nie odczują większej różnicy (bo po co aktualizować komputer?!), to mimo wszystko problem jest bardzo poważny.

Poważny, bo cyberprzestępcy tylko na to czekają, a sam Microsoft jest między młotem, a kowadłem. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że pozostawienie użytkowników bez wsparcia, możliwości dokonania aktualizacji to coś, co stanowi realne niebezpieczeństwo. Szczególnie w czasach, gdy internet nie służy nam tylko do czatowania, wyszukiwania informacji w Google i czytania forów. Żyjemy w przededniu trzeciej dekady XXI wieku, za pomocą dostępu do globalnej sieci komputerowej załatwiamy sprawy urzędowe, bankowe, zawieramy umowy, zarządzamy oszczędnościami… serio, nie chciałbym robić tego z poczuciem, że działam na OS-ie, który nie ma zainstalowanych poprawek bezpieczeństwa.

Korzystasz z Windows 7? Jak najszybciej powinieneś dać sobie z tym spokój

Niezależnie od tego jaki masz powód – wkrótce będzie on zły. No, chyba że planujesz płacić Microsoftowi za rozszerzone wsparcie techniczne, które też nie będzie trwało w nieskończoność. Ale z tego skorzystają jedynie przedsiębiorstwa w przypadku niektórych wariantów „siódemki”. Tego typu możliwość w naszych rozważaniach ma jedynie znaczenie marginalne, więc nie będę się na tym więcej skupiać.

Ale mówienie o tym, że koniec Windows 7 oznacza jednocześnie brak aktualizacji dotyczących bezpieczeństwa jest nudne. Rzeczywiście – powtarzanie w kółko tego samego: „brak aktualizacji = brak bezpieczeństwa” może już u Was wywoływać nieprzyjemny odruch, który powoduje w konsekwencji awersję do tego tematu. Trzeba jednak o tym mówić, bo to bodaj najważniejsza kwestia związana z rychłym końcem Windows 7.

Windows 7

Zastanówcie się nad tym, co w ogóle robicie na swoich komputerach. Mogę Wam opowiedzieć jak to wygląda u mnie. Ostatnio rozliczyłem sobie PIT-a za pomocą zainstalowanej w komputerze przeglądarki, korzystając z serwisu Twój e-PIT. Zalogowałem się tam z pomocą profilu zaufanego stworzonego w moim banku. Operacja szybka, intuicyjna i bezbolesna. Przy okazji, na moim komputerze znajduje się mnóstwo dokumentów, które lepiej, aby nie wpadły w niepowołane ręce. Zalogowany jestem do usług, w których trzyma się bardzo istotne informacje. Czy chciałbym, aby ktoś poza mną w tym buszował? Raczej nie.

Jeżeli ktokolwiek będzie korzystał z Windows 7 po styczniu 2020 roku, będzie to działanie kompletnie niezrozumiałe (o ile konkretny człowiek będzie zdawał sobie sprawę z zagrożenia na jakie się wystawia). Zwłaszcza, jeżeli podobnie jak ja korzysta z komputera w bardzo istotnych sprawach, traktując go jak bramę do rozwiązań „newralgicznych”.

Ale w przypadku Windows 7 chodzi również o coś zupełnie innego. Windows 10 jest po prostu nowszym i lepszym systemem

„Ale Windows 10 szpieguje, telemetria, chemtrails, nowy porządek świata!”. Nikt Ci w sumie nie każe przechodzić na Windows 10, skoro Ci się on nie podoba. Masz do wyboru urządzenia z macOS na pokładzie, są dystrybucje Linuksa. Windows 10 nie jest jedynym słusznym wyborem – istotne jest to, by korzystać z rozwiązania, które jest łatane. Dopóki sami nie staniemy się ofiarą cyberprzestępstwa, często bagatelizujemy możliwość dobrania się do naszych danych, czy kradzieży naszych pieniędzy.

Ze „szpiegowaniem” w Windows 10 nie jest wcale tak jak się uważa. Microsoftowi nie zależy na tym, aby zbierać o nas dane w taki sposób w jaki robi to np. Google. Dane telemetryczne (z których można zrezygnować, serio) mają służyć głównie do tego, aby ulepszać Windows 10, który w tym momencie jest czymś w rodzaju niekończącego się placu budowy. Microsoft cały czas w nim coś ulepsza i co więcej – planuje go wspierać bez końca (*do momentu, aż Twoja maszyna będzie w stanie go obsłużyć lub nie wyzionie ducha). Wymiana danych między OS-em a serwerami Microsoftu nie jest niczym dziwnym. Android zachowuje się podobnie i nikt nie rwie sobie włosów z głowy z tego powodu.

Ale jeżeli mielibyśmy zestawić Windows 7 z Windows 10, bo jeżeli zakładamy pozostanie przy „okienkach”, to jednak mimo wszystko „dziesiątka” jest naprawdę dobrym systemem operacyjnym, choć oczywiście nie bez wad. Według niektórych problemem są aktualizacje, które Microsoftowi nie zawsze wychodzą: co istotne, użytkownik nie ma nad nimi pełnej kontroli. Nie może sobie wybrać, czy chce je instalować, a może lepiej sobie je odpuścić? Tyle, że oddanie użytkownikowi kontroli to czasami sytuacja niepożądana, szczególnie jak chodzi o coś tak ezoterycznego jak bezpieczeństwo.

Sam Windows 10 w porównaniu do Windows 7 (przy założeniu, że obydwa OS-y doskonale dogadują się ze sprzętem i nie występują żadne problemy) jest zwyczajnie żwawszy, oferuje więcej funkcji i będzie wspierany jeszcze bardzo długo. Kompletnie nie rozumiem intencji opierania się zmianie, która i tak do niczego nie prowadzi, bo kiedyś i tak trzeba będzie się przenieść. Można ten czas odwlekać, można uważać, że jedyny słuszny Windows to „siódemka” i nic innego się nie liczy. Ale już wkrótce trzeba będzie pogodzić się z tym, że bezkompromisowość w dziedzinie upgrade’u będzie oznaczała konieczność… pójścia na kompromis. Bo już za niecały rok „siódemka” będzie produktem niepełnowartościowym.