58

Windows 10 wyładniał, ale ten system chyba nigdy nie będzie „skończony”

Windows 10 nie jest dziś tym, co nam obiecano, ale system i tak przeszedł długą drogę. Szkoda tylko, że na horyzoncie nie widać chwili, w której można go będzie uznać, że jest dopracowany i ukończony. Przynajmniej do pewnego etapu.

Ciągłe zmiany, reorganizacje, modyfikacje, koncepty i rezygnacje – tak po krótce można uznać proces rozwoju Windows 10. Na przestrzeni lat dziesiątka doczekała się nie lada przemiany, ale ani przez chwilę niemożliwe było poczucie satysfakcji z dokonanych zmian. Wszystko dlatego, że wciąż jesteśmy karmieni wizjami i perspektywą tego, jak system będzie wyglądał oraz jakie nowe funkcje zaoferuje, a w niektórych przypadkach nie otrzymujemy nawet tych, które miały się pojawić do tej pory.

Windows 10 coraz ładniejszy, ale końca nie widać…

Największy zawód sprawiły mi aktualizacje interfejsu Windows 10, których dawkowanie potrafi doprowadzić do szału. Nadal mamy bowiem do czynienia z systemem, który w niektórych miejscach spełnia pokładane w nim obietnice, a w innych pozostał jedną nogą w poprzedniej dekadzie. Do tego dochodzą kwestie braku funkcji personalizacji wyglądu, które miał nawet poprzednik, Windows 8, a których nie udało się wdrożyć do tej pory np. w kontekście zarządzania kafelkami.

Microsoft chyba przekombinował z tymi nowościami w Windows 10

Poza tym, Microsoft nie wydaje się mieć konkretnej wizji rozwoju kafelków, które mają spory potencjał, ale firma wciąż zmienia zdanie co do ich przyszłości. Nie wiadomo, czy pozostaną integralną częścią systemu, czy Microsoft z nich całkowicie zrezygnuje. Brak decyzji o rozwinięciu ich możliwości sprawia, że deweloperzy nie biorą pod uwagę tych dodatkowych funkcji tworząc aplikacje i cała sytuacja czeka w zawieszeniu na jakiekolwiek konkrety.

Niejasne są też losy Eksploratora Windows, który powinien był doczekać się do tej pory co najmniej unowocześnienia interfejsu i nowych ikon, tymczasem wdrożenie tych ostatnich zajmuje Microsoftowi całe miesiące, jeśli nie lata – wybaczcie, przestałem to śledzić już jakiś czas temu, bo zapowiedzi dotyczyły przede wszystkim wersji beta, a w stabilnym wydaniu dziesiątki nic się do tej pory nie zmieniło.

Xbox działa w chmurze, a ja gram na pececie – sprawdzam streaming przed premierą

Nie mam pojęcia jakim cudem Eksplorator pamiętający układem Windows 7 i wyglądem Windows 8 przetrwał do tej pory w Windows 10. Można powiedzieć, że Microsoft ma bardziej istotne rzeczy na głowie, ale czy spójność stylu i wyglądu okienek nie powinna mieć jednego z najwyższych priorytetów? Nikt nie oczekuje rewolucji, zastąpienia Eksploratora nową aplikacją w zupełnie nowym stylu, a jedynie dokonania kilku szlifów w wyglądzie podstawowego elementu Windowsa.

Nowości w Windows 10, które znikają zanim się pojawią

Najwięcej ambitnych planów Microsoft zdawał się mieć wobec zasobnika systemowego i jego okolic – to tutaj pojawiły się wcześniej miniatury awatarów ulubionych kontaktów, a teraz plan zakłada wdrożenie nowego elementu – pogodynki z wysuwanym oknem z najświeższymi informacjami. Zdaniem niektórych to działanie mające na celu stworzenie nowej przestrzeni do wyświetlania reklam (co może być prawdą) i choć po zapoznaniu się ze zrzutami ekranu stwierdziłem, że mi do gustu taki element przypadł, to zanim pojawi się on w stabilnej wersji Windows 10 w naszym regionie (teraz testowany jest tylko w wybranych krajach), to Microsoft może rozmyślić się z całego projektu i w Polsce nigdy nie zobaczymy go na własne oczy.

Dziś dowiadujemy się natomiast, że jedna z flagowych funkcji Windows 10, czyli Widok zadań sprzężony z Osią czasu utraci swój blask. Po wycofaniu aplikacji Coartany z iOS-a i Androida, Microsoft doszedł bowiem do wniosku, że opcja synchronizacji historii aktywnych aplikacji pomiędzy urządzeniami nie ma za wiele sensu. Dotyczy to też dwóch urządzeń z Windows 10, więc jeśli choć raz w ten sposób powróciliście do pracy nad jednym z zadań, to wkrótce utracicie taką możliwość.

Microsoft aktualizuje ikonki Eksploratora, będzie bardziej kolorowo

Mnie nie zdarzyło się z niej skorzystać, co z mojej perspektywy udowadnia dwie rzeczy: po pierwsze nie działała ona na tyle skutecznie i nie była na tyle wygodnie dostępna, bym chciał z niej skorzystać, a po drugie multiplatformowość to dla Microsoftu w dalszym ciągu spore wyzwanie. Pomimo świetnej pracy, jaką wykonano przy aplikacji Twój telefon, nie znam chyba nikogo, kto posiadając duet laptop z Windowsem i smartfon z Androidem zdecydował się na jej instalację i regularne używanie. Tutaj zawiódł chyba dział promocji, choć być może podejście a’la Apple – czyli automatyczne włączanie niektórych funkcji – też mogłoby przynieść rezultaty.

Wizje Microsoftu są piękne, ale to tylko wizje

Microsoft miewa fantastyczne pomysły, a część z nich zostaje przekuta w bardzo dobre produkty, usługi i aplikacje. Szokująca wręcz jest jednak opieszałość Microsoftu w ujednolicaniu środowiska, jakim jest Windows 10, który regularnie otrzymuje mniejsze aktualizacje, a dwa razy do roku może liczyć na duże uaktualnienia. Część aplikacji działa i wygląda tak samo od dłuższego czasu, inne otrzymał zupełnie nowy wygląd, a w tle mamy do czynienia z elementami systemu oraz interfejsu, które pamiętają kilka poprzednich wersji okienek.

Windows 10 jak Windows XP, pływające menu Start z zaokrąglonymi rogami

Co więcej, nic nie wskazuje, by podejście Microsoftu miało się w ogóle zmienić, bo przez cały czas oglądamy klipy promocyjne zapowiadające aktualizacje, wpisy na blogu obiecujące zmiany, a gdy w jednym aspekcie Windows 10 staje się nowoczesny i stawia krok do przodu, to pozostałe elementy pozostają nietknięte. Trudno więc łudzić się, by w którejkolwiek fazie rozwoju można było powiedzieć o zamknięciu pewnego etapu prac nad systemem.