Polska

Wesoły Kierowca z Warszawy zbyt wesoły według ZTM. Jak dla mnie bzdura!

JS
Jakub Szczęsny
15

Moje przygody z komunikacją miejską opierają się głównie na poszukiwaniu wolnych miejsc w rzeszowskiej "siedemnastce", gdzie z obrzeży dostaję się do ścisłego centrum miasta. W autobusie jak zwykle jest niewiarygodnie smutno - wszyscy albo patrzą przez okna, albo w ekrany smartfonów. Skoro wszyscy t...

Moje przygody z komunikacją miejską opierają się głównie na poszukiwaniu wolnych miejsc w rzeszowskiej "siedemnastce", gdzie z obrzeży dostaję się do ścisłego centrum miasta. W autobusie jak zwykle jest niewiarygodnie smutno - wszyscy albo patrzą przez okna, albo w ekrany smartfonów. Skoro wszyscy tak robią, ja nie wyłamuję się z grupy. Również wyciągam telefon i przemierzam nie tylko wytyczone asfaltem drogi, lecz i ścieżki poprowadzone przez Internet. Czasem nadarzy się jakaś atrakcja w formie podpitego jegomościa lub "weselnego kierowcy" słuchającego disco polo. O ile z pierwszą wartością dodaną trudno jest mi walczyć, drugą albo nie zaprzątam sobie głowy, albo zwyczajnie jadę w słuchawkach.

I uwierzcie mi, że nie jechałbym w słuchawkach, gdybym trafił na takiego człowieka, jak Pan Robert Chilmończyk. Większość Internautów nie zna jego personaliów, ale świetnie kojarzy jego niekonwencjonalne podejście do swojej pracy. O ile do tej pory uważaliście przejazdy komunikacją miejską za jeden z bardziej smutnych elementów Waszej codzienności, z tym kierowcą nie powinniście się nudzić. Do domu, do pracy powinniście pójść nie z nalepioną na twarz kwaśną miną, lecz radośnie wykrzywionym bananem. Same profity, prawda?

W Internecie jest mnóstwo filmów, które przedstawiają Pana Roberta w pracy. Jednym z bardziej popularnych jest ten, który został wysłany przez użytkownika "Cięty Vlog":

https://www.youtube.com/watch?v=__eHdPk9dwE

Nie wszystkim jednak spodobało się to, w jaki sposób wykonuje swoją pracę sławny już nie tylko w Internecie Wesoły Kierowca. Rozmawiałem dzisiaj z Panem Robertem przez telefon - dosyć krótko, ale udało mi się uzyskać odpowiedź niemal na wszystkie nurtujące mnie pytania. Okazuje się, że ZTM zalecił firmie zatrudniającej Pana Chilmończyka przeprowadzenie rozmowy dyscyplinarnej, która dotyczyła na szczęście nie tyle co samej działalności podczas jazdy autobusem, ale treści żartów. Niektórzy mogą odetchnąć z ulgą - Pan Robert dalej będzie zabawiał pasażerów, jednak ma od teraz nieco uważniej dobierać je do sytuacji. Chodzi przede wszystkim o uwagę w kwestii jego wypowiedzi względem ZTM oraz miasta. W jednym z filmu słychać, że Pan Robert "kwestionuje" sprawność techniczną pojazdu, a także i "sprawność" samego kierowcy.

pchil
(fot. profil "Wesoły Kierowca" na Facebooku)

Chyba nikt z Was nie wziął poważnie tego, że autobus, który mknie przez stolicę i jego kierowca mogą być w jakikolwiek sposób "niesprawni". ZTM jednak wydaje się, że pasażerowie mogli z tego powodu odczuwać dyskomfort. Zapytałem więc w kilku pytaniach rzecznika Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie, jak ogólnie ma sięsytuacja Pana Roberta, jakie działania zostały podjęte i co je zainicjowało. Otrzymałem smutną, jakby wyjętą z szablonu odpowiedź:

Celem Zarządu Transportu Miejskiego było jedynie zwrócenie uwagi na fakt, że część wypowiedzi Pana Roberta Chilmończyka, nie powinna paść z ust kierowcy miejskiego autobusu. Informację w tej sprawie przekazaliśmy jego pracodawcy. Obecnie sprawa jest dla nas zamknięta.

~Igor Krajnow, rzecznik prasowy ZTM Warszawa

Z reguły jestem daleki od oceniania tonu wypowiedzi rzecznika, jednak w tym wypadku muszę stwierdzić, że między Panem Chilmończykiem, a ZTM istnieje ogromna przepaść. Rozmowa z Wesołym Kierowcą przez telefon była tak przyjemna, że ustawiła mi praktycznie cały dzień. Pan Robert nieco uskarżał się na uciążliwość popularności, którą według jego słów zdobył nieco niesłusznie. Dla niego normalne jest to, że ludzie uśmiechają się do siebie, są dla siebie życzliwi. Dla reszty społeczeństwa jednak nie - stąd też traktuje się go nie tylko jako kierowcę, ale także często jak ciekawostkę.

Rzecznik ZTM nie wypowiedział się na dwa pytania, które w toku tego tekstu miały być kluczowe. Pozwolę je sobie przytoczyć:

- czy władze ZTM wzięły pod uwagę korzyści, jakie płyną z działalności p. Chilmończyka? (większa frekwencja na liniach, lepszy wizerunek ZTM)
- jaki jest stosunek ZTM do sposobu pracy p. Chilmończyka i czy ów organ mile widziałby podobne zachowania u innych kierowców?

~Jakub Szczęsny - z wiadomości wysłanej do rzecznika prasowego ZTM

Pytanie powinno brzmieć, czy w ogóle komukolwiek w ZTM zależy na lepszym wizerunku organu w stolicy. Transport miejski w oczach wielu Polaków, nie tylko Warszawiaków to mało wygodny sposób na poruszanie się po aglomeracji, który nie tylko się spóźnia, ale i z niczym miłym się nie kojarzy. Na palcach zliczyć można kierowców życzliwych, a sama jazda autobusem to tylko jazda. I nic więcej.

Pan Robert zatem dzielnie walczy, ale mimo wszystko z wiatrakami. Problemem jak zwykle w takiej sytuacji są ludzie. Wesoły kierowca nie kryje także tego, że nawet w firmie, gdzie pracuje nie wyklucza, iż jego problemy wcale nie wzięły się ze skarg pasażerów, ale z donosów współpracowników. Ot, takie smutne odbicie PRL-u...

Panu Robertowi jednak szczerze kibicuję. I mam nadzieję, że i Wy dołączycie się do mnie.

Źródło: Wesoły kierowca @ Facebook

Grafika tytułowa pochodzi ze strony Pexels.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

YouTubeInternet