26

W Polsce w sferze planów, a Słowacy już podpisują umowy na superszybką kolej Hyperloop

Pamiętacie szum, jaki zrobiono wokół tematu podroży z Gdańska do Krakowa trwającej pół godziny? Sprawa sprzed paru miesięcy, sam o niej pisałem na AW. Przez kilka dni było głośno, ale potem wiadomo: zainteresowanie spadło. W czasie, gdy u nas zastanawiano się czy to ma sens, na Słowacji podjęto kroki, by zrealizować wizję szybkiej kolei o nazwie Hyperloop. Dzisiaj czytam w zagranicznych mediach, że rząd naszego południowego sąsiada zaprosił do współpracy amerykański startup. Ciekawe czy to zmotywuje "naszych" do działania?

Słowacy chętni do współpracy

Kilka godzin temu trafiłem na taki nagłówek: These central European countries may be the next to get a Hyperloop. Pomyślałem, że zaraz przeczytam o Polsce – przecież niedawno temat był u nas dość nośny, może udało się to jakoś sensownie rozwinąć. Ale nie, nie pisano o kraju nad Wisłą. Bohaterem medialnych doniesień jest Słowacja. Tamtejszy rząd podpisał umowę z kalifornijską firmą Hyperloop Transportation Technologies. To jedno z dwóch przedsiebiorstw, które na poważnie zajmuje się rozwijaniem projektu Hyperloop (drugim jest Hyperloop Technologies – oni rozpoczęli już nawet testy w Nevadzie). Słowacja?! Tak, Słowacja. W tekście czytam m.in.:

Vazil Hudak, the Harvard-trained minister of economy of the Slovak Republic, said, „A transportation system of this kind would redefine the concept of commuting and boost cross-border cooperation in Europe.”

Słowacy ponoć są zainteresowani tworzeniem szybkich połączeń między Bratysławą a Wiedniem i między Bratysławą a Budapesztem. Czas trwania podróży? Miasta nie są od siebie poważnie oddalone, więc mówimy nawet o kilku minutach. Aż trudno to sobie wyobrazić… Konkrety dotyczące współpracy? Tych na razie brak. Ktoś zaraz napisze, że skoro konkretów brak, to niewiele z tego wyjdzie – na umowie się skończy, znamy takie numery z rodzimego podwórka. Możliwe. Ale w świat poszedł komunikat, że Słowacy są gotowi na innowacje, chcą wspierać projekty przyszłości. I nie chodzi o urzędników z jakiegoś miasta czy mało znanej instytucji. Tu gra toczy się na wysokich szczeblach.

U nas minister też zareagowała

Podejmując temat przypomniałem sobie szum opisany we wstępie. Wtedy młodemu polskiemu zespołowi, który chciał rozwijać projekt Hyperloop pomogła nasza minister. Anna Streżyńska… umieściła post na Facebooku. Niby dobre i to, ale widać, że można było pójść za ciosem i rozegrać to znacznie lepiej. Zwłaszcza, że przynajmniej dwa zespoły studentów i pracowników naukowych głośno komunikowały, że chcą działać. Może warto było zaprosić je na rozmowy, poznać temat i przynajmniej zrobić szum wokół Polski, która stawia na nowe technologie i chętnie podejmie rozmowy z firmami pracującymi nad innowacjami?

Niedawno wicepremier Morawiecki zaprezentował plan, który ma rozruszać naszą gospodarkę. Dużo było w nim o startupach, nowych technologiach, specjalizacji, reindustrializacji, wspieraniu konkretnych sektorów gospodarki. Pojawia się właśnie szansa, by zacząć działać w biznesie, który nie jest opanowany przez inne kraje, a który wydaje się dość perspektywiczny. Gdyby to wypaliło, zmieniłoby się naprawdę dużo, rynek transportu mógłby zostać zaprojektowany od postaw. A to stwarza wielkie możliwości rozwoju. Chcemy uczestniczyć w przemianach wynikających z kolejnej rewolucji przemysłowej, ale boimy się podejść i zapytać czy można?

Możliwe, że Hyperloop okaże się mrzonką. Możliwe, że na poważnie (bardzo poważnie) nikt się za to nie zabierze. Słowacy podpiszą umowy i szybko wrzucą je do szuflady, bo swoje już osiągnęli. A wspomniane dwa startupy będą się błąkać w poszukiwaniu pieniędzy. Jet taka opcja. Ale nawet jeśli nie wypali Hyperloop, to można przy tej okazji zacząć rozkręcać zespoły, nawet całe ośrodki badawcze pracujące na rzecz transportu. Niech ci studenci eksperymentują, zdobywają doświadczenie, budują sieć znajomości i kontaktów w USA, Azji czy Europie. Skoro chcemy sprzedawać innym autobusy, pociągi i tramwaje, to warto wspierać ten biznes. Nie na kartce, nie za pięć lat, ale teraz, gdy nadarza się okazja.

Szkoda, że nie przeczytałem o umowie podpisanej z polskimi władzami.