16

W pół godziny z Gdańska do Krakowa? Panie, daj pan spokój…

Jeszcze przed weekendem zrobiło się głośno o kolejnej ekipie z Polski pracującej nad projektem Hyperloop. Kolejnej, bo pisałem już jakiś czas temu o studentach z Łodzi, którzy z pomocą crowdfundingu chcieli sfinansować swój wyjazd do USA, by wziąć udział w konkursie związanym z nowym typem transportu. Niektóre media podłapały temat i informowały w tytułach, że […]

Jeszcze przed weekendem zrobiło się głośno o kolejnej ekipie z Polski pracującej nad projektem Hyperloop. Kolejnej, bo pisałem już jakiś czas temu o studentach z Łodzi, którzy z pomocą crowdfundingu chcieli sfinansować swój wyjazd do USA, by wziąć udział w konkursie związanym z nowym typem transportu. Niektóre media podłapały temat i informowały w tytułach, że przemierzenie naszego kraju może zająć kilkadziesiąt minut. Na razie są to bajki, które na ekran mógłby wprowadzić Pan Bagiński. Ale działać warto…

Czym jest Hyperloop? Większość naszych Czytelników pewnie świetnie zdaje sobie z tego sprawę, ale w skrócie napiszę, że to coś przypomina pociąg, ale porusza się ze znacznie większą prędkością. W specjalnych tunelach wagony jadą/lecą z prędkością ponad tysiąca kilometrów na godzinę. Prędkość właściwa dla samolotów, ale znikają problemy i niedogodności wynikające z transportu lotniczego. Mrzonka czy realny projekt? To się okaże – niedawno oglądałem zdjęcia z Nevady, w której zaczęto zbierać materiały do budowy instalacji testowej. Za Oceanem podchodzą do sprawy całkiem poważnie.

Jednym ze sposobów na rozwinięcie pomysłu jest konkurs organizowany przez pomysłodawców Hyperloop. Chcą, by ludzie z całego świat pomogli im wdrożyć plan. Rozwiązanie proste i w miarę tanie, a może pchnąć projekt do przodu. Wspominałem już o studentach z Politechniki Łódzkiej, przyszedł czas na ekipę złożoną m.in. ze studentów z Warszawy i Wrocławia. Oni także postawili na crowdfunding, zbiórkę możemy znaleźć na stronie odpalprojekt.pl. Proszą tylko o pieniądze potrzebne na wyjazd? Nie, chcą jeszcze tworzyć model Heperloopa, tu wymagane są jeszcze większe sumy.

Jak już wspominałem, temat podłapały niektóre media, posiłkowały się przy tym hasłem zaczerpniętym ze strony zbiórki: w 35 minut z Gdańska do Krakowa. Czy to jest możliwe? Przez najbliższe kilkadziesiąt lat możemy o tym jedynie dyskutować. Dlatego pod wąsem zadałem sobie pytanie: po co wypisywać takie głupoty? Ale potem stwierdziłem, że tak najlepiej przyciągnąć uwagę ludzi. Przekonywanie ich, że warto dać 10 złotych dla młodych Polaków, którzy chcą się czegoś nauczyć w USA mogłoby przynieść znacznie gorsze rezultaty. Wizja szybkiej podróży przez prawie cały kraj pobudza wyobraźnię i skłania do otwarcia portfela.

Stworzenie Hyperloopa w Polsce to na razie plan nieosiągalny. Co więcej, nie jest pewne, że w USA uda się to zrobić. Ale warto próbować, bo zawsze można się przy tym czegoś dowiedzieć i nauczyć – może te prace pozwolą usprawnić inne środki transportu? Może wizja naprawdę szybkiej kolei (to nadal kolej?) podziałałaby mobilizująco na decydentów i np. sprawiła, że podróż pociągiem z Katowic do Krakowa nie trwałaby tyle, ile ciągnie się obecnie (dawno nie jechałem, ale zakładam, że niewiele się zmieniło, a kiedyś to była męczarnia). Może więcej osób zobaczy, że świat idzie do przodu i trzeba uczestniczyć w tym pochodzie.

To odnosi się m.in. do ludzi nauki, przedsiebiorców oraz młodych twórców. Cieszy mnie to, że polscy studenci biorą udział w konkursach tego typu. Przybywa takich zespołów, a to oznacza, że zmniejsza się poziom strachu, braku wiary we własne siły. Ludzie chcą działać i głośno o tym mówią. Wykorzystują przy tym nowoczesne narzędzie finansowania, media społecznościowe. Zapraszają do współpracy pracowników naukowych, firmy, szukają sponsorów. Przy opisywaniu projektu studentów z Politechniki Łódzkiej stwierdziłem, że to powinno zaprocentować.

Jest jeszcze jeden istotny wątek – sam o tej akcji dowiedziałem się z Facebooka, pomógł mi w tym profil pani minister Anny Streżyńskiej. Dobrze, że promuje młodą ekipę, dobrze, że przekierowuje na stronę crowdfundingowego serwisu. Ale wato przypomnieć, że niedawno powołano Radę ds. Innowacyjności, w której minister jest członkiem. Może udział polskich drużyn we wspomnianym konkursie powinien to ciało zainteresować? Może Rada powinna zrobić coś, by przynajmniej wypromować oba zespoły? Nawet jeżeli wykracza to poza zakres obowiązków, jakie postawił przed sobą ów organ, to warto zadziałać.

Na koniec podkreślę jeszcze raz: taka inwestycja w Polsce to mrzonka. Jeśli ktoś Wam o tym powie, to możecie machnąć ręką i powiedzieć „daj spokój”. Ale nie oznacza to, że praca obu zespołów pozbawiona jest sensu. Kciuk w górę.