9

Ten film Tobą zakręci, zmusi Cię do myślenia, ale i rozbawi. Vice – recenzja

Jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier tego roku zdołała mnie w trakcie zachwycić, później rozczarować, by ponownie zachwycić. Seans "Vice" to prawdziwy rollercoaster, podczas którego będziecie mogli się szeroko uśmiechnąć, ale to będzie jak robienie dobrej miny do złej gry.

Wszystko dlatego, że drugie, a może i trzecie dno filmu „Vice” potrafi solidnie przytłoczyć. Twórca, czyli scenarzysta i reżyser Adam McKay (Big Short, Ant-Man) nie skupił się jedynie na postaci Dicka Cheney – wiceprezydenta USA w latach 2001-2009 – lecz pokazał także szeroki obraz tego, jakie jego działania miały wpływ na politykę nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie. Trudno byłoby sobie wyobrazić inną sytuację ze względu na piastowany przez Dicka urząd, ale McKay nie przebiera w środkach. Co prawda nie wszystkie informacje przekazuje widzom bezpośrednio, ale w wielu miejscach pozostawia naprawdę niewiele miejsca na interpretację.

„Vice”, czyli oparta na faktach, ale uzupełniona fantazją scenarzysty historia wiceprezydenta USA

To nie tylko film biograficzny, ale i swoista ocena rządów Cheney’a oraz Busha Juniora, choć już na samym początku filmu zostaje zaznaczone, jak niewiele (potwierdzonych lub jakichkolwiek) informacji jest dostępnych na temat wielu sytuacji z życia Dicka.

W „Vice” znalazło się mnóstwo archiwalnych materiałów, a w części z nich prawdziwi bohaterowie tamtych wydarzeń zostali komputerowo podmienieni na aktorów dla zachowania spójności wizualnej. To było też możliwe dzięki świetnej charakteryzacji Christiana Bale’a grającego główną rolę, jak i Sama Rockwella (George W. Bush), Amy Adams (Lynne Cheney) czy Steve’a Carella (Donald Rumsfeld). Warto nadmienić, że tusza Bale’a nie została wygenerowana przez CGI – aktor faktycznie tak bardzo przytył do tej roli, a dzięki temu wszystkie wykonywane przez niego ruchy nie są sztuczne czy nienaturalne. To jeden z jego najlepszych występów (ten głos!). Tym bardziej, że nie zawiódł drugi plan – kreacje Adams i Rockwella (w takiej kolejności) również na długo zapadną mi w pamięć.

W tle historii rozgrywają się wydarzenia, które doskonale pamiętamy



Nie wszystkim jednak spodoba się struktura filmu – sam początek jest nieco chaotyczny, gdy prezentowane nam są krytyczne dla kariery Cheney’a wydarzenia z jego życia. Później akcja wraca na chronologiczne tory, ale liczne wtrącenia, naprawdę krótkie ujęcia oraz komentarz narratora na tyle zmieniają tempo filmu, że może on stać się trudny w odbiorze. Gdy dorzucimy do tego terminologię polityczną, za którą jest czasami trudno nadążyć, to powtórna wizyta w kinie może okazać się niezbędna, by móc wyłapać wszystkie smaczki obecne w „Vice”.

Wielu mówi, że McKay przeszarżował. Faktycznie w porównaniu do „Big Short”, gdzie panowało więcej porządku, „Vice” może sprawiać takie wrażenie i osoby nie do końca zafascynowane profilem Dicka Cheney’a czy polityką USA będą w stanie przetrwać seans w pełnym skupieniu. O tym, jak skomplikowany jest to film świadczy także muzyka skomponowana przez Nicholasa Britella, bo w ścieżce dźwiękowej znalazło się wiele różnorodnych utworów.

Jeszcze bardziej szalony niż „Big Short”

„Vice” jest pełen zaskakujących rozwiązań, jak chociażby zastąpienie prawdziwego dialogu cytatami z Makbeta w rozmowie pomiędzy dwójką Dickiem i Lynne Cheney. Zabieg taki tłumaczony jest brakiem informacji o przebiegu tej konwersacji – scenarzysta zamiast zmyślać wypowiedzi małżonków dyskutujących o przyszłości kariery Dicka wybrał jeden z fragmentów sztuki Williama Szekspira. Dla jednych będzie to genialne posunięcie, dla innych psujący atmosferę filmu żart twórcy.

Nie zmienia to jednak faktu, że argumentów w walce o najważniejsze nagrody „Vice” nie zabraknie, a listę tę otwiera na pewno występ Christiana Bale’a. Sam film wzbudza różne emocje i nie potrafię jednoznacznie określić, czy Wam się spodoba. W moje gusta wpasował się (prawie) idealnie i nie mogę doczekać się powtórki.

Ocena filmu „Vice” – 9/10

Dobry na tak wielu poziomach, że udało mi się przymknąć oko na powolny początek i drobne niedociągnięcia. Bale nie do zastąpienia. Muzyka hipnotyzuje. Wielopłaszczyznowość może przytłoczyć, ale daje do myślenia.