8

Uważajcie na selfie – to prosty sposób na złapanie pasożytów

Rano byłem przekonany, że dzień „zrobi mi” reklama Pentaxa – im dłużej na nią patrzę, tym śmieszniejsza się wydaje. Szybko jednak okazało się, że Internet ma w zanadrzu coś znacznie lepszego. I wcale nie musiałem się po to wybierać na kraniec Sieci – informację zaserwowały popularne media naszego wschodniego sąsiada. Najwłaściwsze tagi dla tej krótkiej […]

Rano byłem przekonany, że dzień „zrobi mi” reklama Pentaxa – im dłużej na nią patrzę, tym śmieszniejsza się wydaje. Szybko jednak okazało się, że Internet ma w zanadrzu coś znacznie lepszego. I wcale nie musiałem się po to wybierać na kraniec Sieci – informację zaserwowały popularne media naszego wschodniego sąsiada. Najwłaściwsze tagi dla tej krótkiej historii to chyba selfie i wszawica. Ot, taka ciekawostka na koniec ciężkiego poniedziałku.

Do dzisiaj na hasło selfie przed oczyma pojawiała mi się scenka z rozdania Oscarów, za którą Samsung zapłacił miliony dolarów. Jeśli ktoś nie pamięta/nie wie, o czym mowa, to powinien rzucić okiem na grafikę tytułową. Umysł wyszukiwał też kilka innych symboli zdjęć strzelanych urządzeniem mobilnym, przywoływał znajomych, którzy brylują w tym „sporcie” – wiadomo, jak jest, pewnie każdy ma podobnie. Obawiam się, że po dzisiejszym ciosie zadanym przez Internet, a konkretnie jego rosyjską część, selfie nie będzie już takie samo.

Pewien oddział Rospotrebnadzoru (Роспотребнадзор), czyli służby zajmującej się przestrzeganiem praw konsumentów oraz standardem życia (dostatkiem) Rosjan, postanowił podzielić się z obywatelami informacjami na temat wszawicy. Niby nic nadzwyczajnego – jeśli sprawa znajduje się w kręgu ich działań, to powinni informować, edukować, a ostatecznie rugować problem. Pewnie nikt nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie pewien zapis zawarty mniej więcej w połowie tekstu. Wynika z niego (a dowiedli tego eksperci), że rozprzestrzenianie się wszawicy wśród nastolatków to efekt wzrostu popularności selfie. Ludzie dotykają se głowami, pasożyty mogą się śmiało przemieszczać.

Szok. Zwłaszcza, gdy człowiek przypomni sobie, że polskie media donosiły niedawno o kłopotach z wszami w śląskich czy małopolskich szkołach. Szybko można dojść do wniosku, że i u nas problemem nie jest niedostateczny brak higieny, przepisy, które utrudniają walkę z pasożytami, lecz robienie sobie zdjęć smartfonem. To nawet wygodne tłumaczenie, jestem przekonany, że niektórym odpowiada w 100 procentach. Zastanawiam się nawet, czy temat zostanie zaraz podłapany przez naszych rodaków. Jeśli nie przez jakieś służby czy polityków (przypominam, że przed nami sezon wyborczy – różne kwiatki, zwłaszcza półbratki mogą się pojawić), to przynajmniej przez portal, który pochwali się demaskacją selfie w imię tworzenia dobrych treści w Sieci.

Dwie dekady temu, gdy chodziłem do podstawówki, wszawica też istniała. Nie było jednak telefonów z dobrymi aparatami i zastanawiam się teraz, jak wówczas tłumaczono problem? Dlaczego dzieci stykały się głowami? Wiele pytań pojawia się w poniedziałkowy wieczór, selfie z pewnością będę od tej pory łączył (świadomie lub nie) z pasożytami. I za każdym razem, gdy ktoś zaproponuje mi miłą fotkę w dwójkę/piątkę/ósemkę, w głowie będzie dzwonić myśl, że na jej powierzchni może się pojawić niepożądana forma życia. Jak nie amerykańska stonka, to wszawica z selfie. Bracia Moskale znów sieją ferment ;)