35

UE chce zmusić producentów do tworzenia solidnej i bezawaryjnej elektroniki. W jaki sposób?

Unia Europejska już od jakiegoś czasu ma na celowniku temat planowanego postarzania produktów. Teraz urzędnicy z Brukseli zapowiadają rozwiązanie problemu.

A jest co rozwiązywać, bo elektronika psuje się na potęgę. Niemiecki urząd zajmujący się ochroną środowiska w opracowanym raporcie wskazuje na nawet dwukrotnie częstsze psucie się urządzeń domowych. W 2004 roku ten wynik wynosił 3,5 proc., a obecnie sięga już 8,3 proc. Sprzęt psuje się szybciej, działa krócej i jest bardziej zawodny. Jak informuje PAP, władze europejskie chciałyby zobowiązać producentów do przykładania większej wagi do solidności i trwałości sprzętu.

Skutki tego są dwojakie. Z jednej strony awaryjność elektroniki napędza rynek i zwiększa dynamikę sprzedaży. Z drugiej w zatrważającym tempie rośnie liczba elektrośmieci. W wielu przypadkach uszkodzenie telefonu, pralki czy miksera sprawia, że naprawa jest nieopłacalna (a czasem nawet niemożliwa), bo przekracza wartość urządzenia. Chyba większość z nas spotkała się z takimi przypadkami. Co gorsza, coraz częściej dzieje się tak tuż po tych symbolicznych 24 miesiącach – okresie ochrony gwarancyjnej.

Kwestia elektrośmieci działa szczególnie mocno na wyobraźnię europejskich urzędników. Z danych niemieckiego urzędu wynika, że UE produkuje 15 mln ton tego typu odpadów rocznie. Przy czym aż jedna trzecia nie jest we właściwy sposób przetwarzana. Tymczasem jest to jeden z najgorszych typów odpadów. Poszczególne podzespoły często charakteryzują się wysokim poziomem toksyczności. To czyni je trudnymi i kosztownymi w utylizacji. Cierpi na tym środowisko, ale też my, bo otacza nas coraz więcej takich materiałów.

Co ma byś lekarstwem na ten problem? Unia chce skuteczniej kontrolować sprzęt i zwalczać planowane postarzanie produktów w ramach gospodarki w obiegu zamkniętym (circular economy). Chodzi o przebudowę dotychczasowego modelu, który zakłada zakup produktu, użycie go, a następnie wyrzucenie, w inny – zataczający koło. Zakłada on, że sprzęt elektroniczny będzie wykorzystywany jak najdłużej, a po tym czasie zostanie poddany recyclingowi, odzyskowi oraz użyty do produkcji kolejnych urządzeń. W tym systemie sprzęt, którego nie da się ponownie wykorzystać nie ma racji bytu, bo jest sprzeczny z przyświecającą całości ideą.

W tym celu opracowywana jest dyrektywa Ecodesign, która zmusi producentów do zmian w procesie produkcyjnym. Unia chce, żeby byli oni odpowiedzialni za żywotność swoich produktów, a także ich podatność na uszkodzenia oraz zdolność naprawy. Jednym z założeń jest m.in. informowanie klientów o przewidywanej żywotności produktów, a także produkcja części zamiennych przez 10 lat od wprowadzenia produktu na rynek. Elektronika miałaby być również podatna na modernizację i ulepszanie w przyszłości – dotyczy to głównie komputerów, które obecnie stają się coraz bardziej zamkniętymi konstrukcjami. Pomysłów jest jednak więcej. Aby producenci lepiej wywiązywali się ze swoich obowiązków można nałożyć na nich konieczność zapewniania dłuższej ochrony gwarancyjnej, a następnie pokrycie kosztów utylizacji.

Z punktu widzenia producentów wygląda to strasznie. Teoretycznie. W praktyce takie zmiany przełożyłyby się na zdecydowanie wyższe ceny elektroniki. Mówi się również o możliwości dodatkowego zarobku na naprawianiu i modernizowaniu sprzętów, co obecnie odbywa się raczej na mniejszą skalę. Czy ostatecznie zatem klient na tym skorzysta? To pozostaje kwestią otwartą.

Zmiany nie zostaną jednak wprowadzone w życie szybko. W Brukseli są to bowiem obecnie tematy poddawane analizie. Komisja przygląda się dyrektywie Ecodesign, a Parlament dopiero opracowuje sprawozdanie dotyczące gospodarki obiegowej oraz jej skutków. Upłynie zapewne kilka lat, zanim w tej kwestii zostaną podjęte jakiekolwiek decyzje.