Świat

Tymczasem w Chinach... kierowca autobusu staje się zbędny

MS
Maciej Sikorski
9

Wow, w Holandii będzie jeździł busik bez kierowcy! Tak mniej więcej zareagowałem niedawno, gdy czytałem o autonomicznym pojeździe wprowadzanym na jedną, krótką trasę w Europie Zachodniej. Spore wydarzenie, Stary Kontynent ma się czym pochwalić, jesteśmy w globalnej czołówce. Mina mi zrzedła, gdy zob...

Wow, w Holandii będzie jeździł busik bez kierowcy! Tak mniej więcej zareagowałem niedawno, gdy czytałem o autonomicznym pojeździe wprowadzanym na jedną, krótką trasę w Europie Zachodniej. Spore wydarzenie, Stary Kontynent ma się czym pochwalić, jesteśmy w globalnej czołówce. Mina mi zrzedła, gdy zobaczyłem film z Chin - kierowca autobusu siedzi z rękami założonymi za głową, a maszyna pędzi ruchliwą drogą.

Europejski pojazd nazywa się WEpod, nie będę go ponownie opisywał, odsyłam do tekstu. Projekt ciekawy, bo chodzi już nie tylko o autonomiczność maszyny, ale też o transport publiczny. To nie jest mały samochodzik testowany na placu należącym do Google, ale bus przewożący kilka osób z jednego miasta do drugiego. Nadal jednak z licznymi ograniczeniami: tylko w dzień, przy ładnej pogodzie, gdy na szosie ruch nie jest zbyt intensywny. Małymi krokami do przodu - myślałem. I cieszyłem się, że w końcu robimy coś przed Amerykanami i Azjatami. My, czyli Europejczycy. Optymizm był chyba przedwczesny.

Chiński kierowca w pozie "like a boss"

Przeglądając serwisy informacyjne natknąłem się na film z Chin. Krótki, niecałe dwie minuty. Prezentuje autobus poruszający się ulicą. Niby nic nadzwyczajnego, ale jego kierowca nie trzyma kierownicy. Siedzi z opuszczonymi rękami albo w pozie, którą można opisać "like a boss": ręce za głową, jestem wyluzowany. Z tyłu widzimy pasażerów. To prawdopodobnie twórcy tej maszyny, inżynierowie i naukowcy, którzy od kilku lat prowadzą prace nad autonomicznym autobusem. Tak, od kilku lat.

Firma nazywa się Yutong i chociaż słyszę o niej po raz pierwszy, to po krótkiej lekturze wiem, że mam do czynienia z dużym przedsiębiorstwem. W tym projekcie podjęło ono współpracę z Chińską Akademią Inżynierii, a efektem jest pojazd pokazany na filmie. Maszynę wyposażono w nawigację, kamery, radary laserowe i system, który to wszystko spina. Ostatnio rozpoczęto testy praktyczne na ruchliwej drodze. Autobus przejechał ponoć trasę o długości 32 km, minął 26 sygnalizacji świetlnych, poruszał się z maksymalną prędkością blisko 70 km/h. Pojazd reagował na zmianę świateł, wyprzedzał, zmieniał sam pasy ruchu.

Czytam to i jednocześnie wracam do tekstu o WEpod. Albo Chińczycy naginają rzeczywistość i zwyczajnie się przechwalają albo europejskie osiągnięcie ma silnego konkurenta w Państwie Środka. O testach nie trąbiono jednak we wszystkich mediach, więc trudno mówić o przechwalaniu się - raczej spokojnie podchodzą do swojego osiągnięcia, podkreśla się, że przed twórcami jeszcze dużo pracy, testy długo potrwają nim na ulicę trafią pojazdy tego typu. Już nie w ramach testów, ale na stałe. Wtedy kierowca nie będzie przyciągał uwagi stylem siedzenia - on po prostu zniknie. Ewentualnie stanie się "kierownikiem pojazdu", jeśli komuś przyjdzie do głowy tworzyć takie stanowisko.

Stworzą, wprowadzą, zadziwią

Możliwe, że się mylę i przeceniam Chińczyków, ale podejrzewam, że to u nich na ulice najszybciej trafią autonomiczne autobusy. W Europie i USA będą trwały dyskusje, badania, kolejne testy bezpieczeństwa (nie twierdzę, że to źle), a Chińczycy ukończą projekt, dostosują szybko prawo i będą mogli się chwalić. Chcą uchodzić za mocarstwo i to bardzo nowoczesne, więc rzucą na ulice takie pojazdy i powiedzą: hej, u nas już to jest. Nasi inżynierowie i nasze firmy czynią cuda. A jak tam wasze autonomiczne autka i busiki?

Niemożliwe? Patrzę ciągle na tego kierowcę i stwierdzam, że możliwe. Wystarczy, że ktoś "na górze" stwierdzi, że chce zobaczyć takie rzeczy na ulicach.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu