12

TSMC zostaje zmuszone do budowy fabryki procesorów w Stanach Zjednoczonych, a to dopiero początek wojny gospodarczej

Od czasu, gdy administracja obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych rozpoczęła konflikt ekonomiczny z Chinami, którego celem strategicznym jest przywrócenie zdolności produkcyjnych w Ameryce, a celem taktycznym zapewnienie Trumpowi reelekcji, ciosy trafiały dość precyzyjnie w wyselekcjonowane chińskie firmy. Należy jednak pamiętać, że wojna ma swoje prawa i zjawisko „friendly fire” nie omija też konfliktów ekonomicznych. Jego ofiarą padł właśnie największy producent procesorów, tajwański TSMC, który został zmuszony przez amerykańską administrację do budowy fabryki procesorów w tym kraju. Koszt tej inwestycji to bagatela 12 miliardów dolarów, choć można się domyślać, że Stany Zjednoczone i stan Arizona sfinansują jej sporą część. 

Oporne TSMC

Jak donosili od dłuższego czasu zajmujący się tym tematem amerykańscy dziennikarze, TSMC było bardzo sceptycznie nastawione do tego pomysłu. Produkcja w Stanach Zjednoczonych miała być według ich analiz znacznie droższa niż na Tajwanie. Koszty budowy takiej fabryki i jej zaplecza „w szczerym polu” są ogromne, a do tego w Stanach nie ma tak łatwo o specjalistów i odpowiedniej jakości podwykonawców niezbędnych dla tego typu inwestycji. 

TSMC ma to z pewnością dobrze przeanalizowane, w Stanach posiada już niewielką fabrykę tego typu w Camas oraz kilka biur badawczo-projektowych. Wojna ma jednak swoje prawa, a zbliżające się wybory prezydenckie, w sytuacji gdy Trump stracił sporo punktów w związku z koronawirusem, z pewnością zwiększyło determinację amerykańskiej administracji. W efekcie TSMC uległo, choć z komunikatu i wypowiedzi rzecznika firmy, wynika, że na osłodę popłynie w ich kierunku rzeka rządowych dolarów a sama produkcja będzie dotowana. 

Masowa produkcja w procesie 5 nm

Jeśli chodzi o samą fabrykę, to jej budowa ma rozpocząć się w przyszłym roku, a początek produkcji przewidziano na 2024 r.  Procesory mają być produkowane w najnowszym 5 nm procesie technologicznym, a docelowa wydajność to 20000 wafli krzemowych miesięcznie. Zakład da pracę 1600 wysokiej klasy specjalistom, a znacznie większa liczba osób powinna znaleźć zatrudnienie w tworzonym wokół zakładu ekosystemie. 

Inwestycji tego typu nie da wystawić oceny z czysto ekonomicznego punktu widzenia. Z góry wiadomo, że produkowane tutaj procesory będą droższe, a zakład będzie musiał być stale dotowany. Co prawda kluczowym dla tak szybkiego załatwienia tej konkretnej sprawy wydaje się być desperacja Trumpa w poszukiwaniu punktów wyborczych, niemniej można też zrozumieć amerykańską administrację, a przede wszystkim Departament Obrony, które naciska na większe uniezależnienie się od fabryk w Azji.

Nowoczesne procesory, nie trafiają tylko do urządzeń z rynku konsumenckiego, są też niezbędne do budowy wielu systemów bezpieczeństwa. Ewentualna blokada Tajwanu, której w dzisiejszych czasach nie da się wykluczyć, mogłaby narobić niezłego zamieszania w tym zakresie. Z pewnością analitycy prezydenta liczą też, że fabryka TSMC będzie kamykiem, który poruszy lawinę przenoszenia produkcji do Stanów. Moim zdaniem taki proces jest nieunikniony, ale będzie relatywne powolny i najczęściej wymuszany podobnie jak to ma miejsce w przypadku tej inwestycji, szantażem i dotacjami.

Rykoszetem od Huaweia

Nadchodzące wybory powodują, że prawdopodobnie nie będzie to ostatnia nieprzyjemność jaka spotka tajwańską firmę ze strony Amerykanów. Od pewnego czasu chodzą słuchy, że TSMC jest mocno naciskane, aby całkowicie zerwać współpracę z Huawei. Tajwański producent broni się jak może, Huwei jest jego drugim największym klientem. Jednak biorąc pod uwagę desperację Trumpa i jego taktykę ataku na Chiny na każdym polu i bez względu na koszty, prawdopodobnie taki zakaz zostanie wprowadzony. Analitycy zauważyli jednoczenie, że Huawei przerzuca coraz więcej zamówień do szanghajskiego SMIC. Biorąc pod uwagę, że SMIC robi procesory w maksymalnie 14 nm procesie i w efekcie cofa Huawei w rozwoju, wydaje się, że taki desperacki ruch to efekt tego, że wszyscy wiedzą co możę się w najbliższym czasie wydarzyć.

Źródło: Sky News

Podatkami w Apple

Kolejnymi ofiarami nadchodzącej kampanii wyborczej padną zapewne amerykańscy giganci elektroniczni z Apple na czele. Trump w wywiadzie dla Fox Business Network podał tę firmę jako przykład „złych praktyk” i powrócił do pomysłu opodatkowania firm, które produkują za granicą. Oczywiście amerykański prezydent zdaje sobie sprawę z tego, że szybka odbudowa nowych łańcuchów dostaw wewnątrz Stanów nie jest możliwa, ale zapewne będzie chciał w ten sposób wymusić na największych korporacjach, aby przed wyborami ogłosiły jakieś spektakularne i korzystne dla niego inwestycje. Można się spodziewać, że skutecznie lobbujący przeciw takim pomysłom Tim Cook, na najbliższe miesiące przeprowadzi się do Waszyngtonu na stałe. 

To co dziś obserwujemy, to dopiero początek tego wielopoziomowego konfliktu / zjawiska. Wydaje się, że w najbliższym czasie będziemy światkiem narastającego chaosu, w którym nikt nie będzie pewny w jakim kierunku zmierza. Ponadpaństwowe powiązania i interesy koncernów będą zderzały się z ambicjami rządzących, którzy z kolei będą promować coraz bardziej autarkiczne modele gospodarcze. Osobiście jestem ciekaw zachowania Muska, który buduje swoje biznesy w taki sposób, że poszczególne fabryki są samowystarczalne, a jednocześnie umiejscowił je u głównych graczy rodzącego się konfliktu, w Stanach, w Chinach, a kolejna buduje się w Niemczech. Co będzie, jeśli Trump będzie chciał go zmusić do ograniczenia transferu technologii do Chin? To, znając nieszablonowość Muska, mogłoby być bardzo spektakularne wydarzenie. Żyjemy w bardzo ciekawych czasach…