6

Wrzuciliście tryb relacji do każdej aplikacji po to, bym go znienawidził

Pamiętacie oryginalny i świeży tryb Stories w Snapchacie? Facebook w doskonały sposób pokazał, ja go zabić. Wystarczyło skopiować go do swoich aplikacji.

„Tak, tak – napiszcie co dziś jedliście i gdzie wyszliście”. Tego typu komentarze były niegdyś bardzo popularne na Facebooku. Wiecie, pisali je ci wszyscy orędownicy ambitnych treści, których mierziły pamiętnikowe wpisy znajomych. Facebook jest dla wszystkich i każdy może sobie na swojej tablicy pisać , co mu się podoba. Jeden zamelduje się w pizzerii, drugi wrzuci śmieszny filmik, trzeci zdjęcie kotka, czwarty opis dnia swojego dziecka. Warto pamiętać, że treści w serwisie społecznościowym dobieracie sobie sami Nie podoba się? Znajomość na Facebooku nie jest obowiązkowa, są też przecież mechanizmy blokujące wyświetlanie treści konkretnych znajomych. Rozwiązań jest wiele, więc nie ma co marudzić. Możecie też po prostu usunąć konto.

Jak zabić fajny pomysł

Pewnie po tym zdaniu zrezygnujecie z dalszej lektury. Podobał mi się tryb Story/My Story/Mój dzień. Kiedyś, jeszcze za czasów Snapchata. Nie żebym do końca rozumiał zamysł samej aplikacji, ale moim zdaniem to właśnie cykl krótkich materiałów przedstawiający dzień danego użytkownika był świeżym, a jednocześnie ciekawym doświadczeniem dla osoby, która wynudziła się już klasycznym podejściem do mediów społecznościowych. Pisałem o tym trochę ponad rok temu i zobaczcie jak zmienił się elektroniczny świat – ludzie pouciekali ze Snapa, ja również usunąłem go z telefonu.

Dlaczego uważam, że pomysł Stories był dobry? Jeśli są chętni na oglądanie relacji dnia danej osoby (a Snap udowodnił, że są), to taki mechanizm sprawdza się świetnie. Nie wymaga praktycznie żadnej pracy, wystarczy zrobić zdjęcie lub uruchomić nagrywanie, a następnie jednym przyciskiem opublikować materiał w serwisie. Tam jest on ustawiany w formie ciągu przedstawiającego ostatnie 24 godziny użytkownika.

Skoro pomysł jest dobry, to trzeba go skopiować. A skoro cały świat zakochał się w Snapie, to najlepiej skopiować go do każdej możliwej aplikacji.

Mamy więc Twój dzień/Twoja relacja w Messengerze, na Facebooku i na Instagramie. Zasada działania w każdym z tych miejsc jest praktycznie taka sama, najgorsze niestety jest coś zupełnie innego. W każdym przypadku zostało to dodane do mobilnej aplikacji sprawiając, że ta zamula jeszcze bardziej. Efekt?

Omijam szerokim łukiem

Wspomniałem o tym, że Snap zniknął z mojego smartfona. Trochę ze względu na osoby, które tam śledziłem – te wstępnie zaczęły przesiadać się na Instagrama, potem zaczęły wracać do Snapa. Ja sam nie wiedziałem już gdzie jest ich główny kanał komunikacji i zrezygnowałem ze śledzenia we wszystkich.

W pierwszej chwili myślałem, że może skoro relacja trafiła również na Messengera i Facebooka, uda się jakoś fajnie przenieść ten mechanizm na grunt znajomych. I nie wiem czy to wina znajomych (pewnie trochę tak), ale po kilku kliknięciach odpuściłem. A potem odpuścili również oni. Wiecie, takie koło – nie ma widzów, więc nie postuję. Nie oglądam, bo nie ma postów. A i tak nie wiedziałem w którą relację mam klikać, bo część osób prowadziła równolegle trzy. Więc nie klikałem w żadną.

Więcej, więcej, więcej!

Sposób na rozwój serwisu społecznościowego i jego aplikacji mobilnej? Napchać ją niepotrzebnymi bajerami i funkcjami, a potem patrzeć jak najpierw użytkownicy nie mogą się odnaleźć, a potem donoszą że program jest za ciężki, a nowa funkcja do niczego się nie przydaje i psuje odczucia z użytkowania. Facebook jest w tym wypadku mistrzem, w kopiowaniu również. A biorąc pod uwagę monopol na serwisy społecznościowe, może sobie bezkarnie podglądać konkurencję, kopiować ich rozwiązania obrzydzając je wszystkim. I tak niestety stało się z relacjami. To, co kiedyś bardzo mi się podobało i chętnie oglądałem, omijam szerokim łukiem nie mogą na nie patrzeć. Brawo, świetna robota.

grafika: 1, 2