0

Jeden świat, wiele horrorów? Ten film sprawia, że jestem bardzo na tak

Zapowiedzi kolejnych filmów osadzoanych w tym samym świecie już nikogo nie dziwią. Ale budowanie uniwersum wokół horrorów to coś, obok czego nie mogę przejść obojętnie. Dlatego widziałem Topielisko. Klątwa La Llorony i napiszę wprost: jest jeden powód, by go zobaczyć.

Obecność – uniwersum rozbudowane do sześciu filmów, siódmy lada moment

To już 6 lat od premiery „Obecności”. Nie wiem, czy twórcy filmu podejrzewali, że w 2019 roku doczekają się już… szóstego filmu, którego akcja będzie rozgrywać się w tym samym świecie, a kilka miesięcy później pojawi się już siódmy? Zgadza się, tuż za rogiem czeka na nas bowiem trzecia odsłona Annabelle, a za nami spin-off o tytule Zakonnica. W kinach możecie właśnie oglądać Topielisko. Klątwa La Llorony, który bezpośrednio nie nawiązuje do pozostałych filmów, ale znajdziecie w nim nawiązania do postaci i wydarzeń z innych produkcji.

Topielisko. Klątwa La Llorony – fabuła nie jest zbyt skomplikowana

Główną bohaterką filmu jest Anna Tate-Garcia (Linda Cardellini, występowała m. in w Bloodline), pracowniczka służby społecznej, która natrafia na nietypowy przypadek u jednej ze swoich podopiecznych. Dwójka chłopców zamknięta w szafie i porozstawiane po całym domu świeczki oraz dziwne przedmioty nie napawają optymizmem, więc dzieci zostają jej odebrane.  Wszystko jest jednak są następstwem tego, co zdarzyło się  kilka wieków wcześniej, gdy pewna kobieta w Meksyku zamordowała dwójkę swoich synów. Teraz La Llorona powraca jako upiór odbierający matkom dzieci i to właśnie Annie przyjdzie się teraz z nią zmierzyć. Ale nie zrobi tego sama, bo z pomocą przyjdzie jej Rafael Olvera (Raymond Cruz, znany z roli Tuco w Breaking Bad) – były ksiądz, którego zasób obowiązków jest dość tajemniczy. Wspólnie z dwójką dzieci Anny postarają się przepędzić z tego świata La Lloronę.

Banalne, prawda? I rzeczywiście film nie zaskakuje widza niemal pod żadnym względem. Wstęp do historii jest… mało poruszający, bo nie znając postaci nie potrafimy w większym stopniu zareagować na tragedię przedstawioną na ekranie, a zbyt szybko przechodzimy do właściwej części. W niej nie zabrakło wszystkich typowych dla horroru elementów, które również nie potrafią znacząco zaangażować, czy tym bardziej przestraszyć widza. O odwracaniu wzroku od ekranu nie może być mowy, a rozluźnienie atmosfery przez nieliczne żarty rzadko (lub prawie wcale) się nie udaje. Dlaczego więc napisałem, że jest cokolwiek, co może nas skusić do obejrzenia tego filmu?

Topielisko. Klątwa La Llorony – tylko jeden powód, by obejrzeć

Napiszę prosto z mostu: zrobią to fani uniwersum Obecności, który poniekąd był filmem naprawdę udanym, podobnie jak jego sequel. Rozmienianie się na drobne, co było widać w przypadku Zakonnicy, nie zawsze wychodzi na dobre, ale sympatycy serii i tego świata na pewno będą się jakoś bawić. Niektóre nawiązania są oczywiste, innych trzeba się odrobinę doszukać, ale pewne rozszerzenie tego świata, który znamy z innych produkcji, których czas akcji rozsiany jest po różnych okresach, pozwala czerpać choć minimalną satysfakcję z seansu. Ocena filmu w serwisach jak iMDB czy Filmweb nie pozostawia wątpliwości – to jest tylko niezły film, który fani na pewno zobaczą, a pozostali mogą, choć nie muszą, co potwierdza kilka osób na popołudniowym seansie w Cinema City. To tylko półtorej godziny, które nie powinno być wydłużone o ani minutę dłużej i całe szczęście ograniczono się do takiego czasu trwania filmu. Jeśli twórcy będą mieli ochotę na kolejne filmy w uniwersum Obecności, mam nadzieję, że następnym razem bardziej się postarają.