Ciekawostki technologiczne

To ma sens - Sony patentuje rękawiczkę do wirtualnej rzeczywistości

Paweł Winiarski
10

Power Glove, czyli rękawiczka-kontroler do Nintendo Entertainment System zadebiutował w 1989 roku, a rok później zakończono jej produkcję i sprzedaż. Dziś to już tylko ciekawostka, obiekt żartów, element historii elektronicznej rozrywki, który się nie przyjął. Tymczasem Sony właśnie opatentowało własną rękawicę do wirtualnej rzeczywistości. Tym razem jednak, to ma sens.

Testowałem PlayStation VR i nie jest to sprzęt idealny, choć winą obarczałbym raczej aktualną technologię, a nie urządzenie Sony. W idealnym świecie przeniesienie się do wirtualnej rzeczywistości dotyczyłoby całego ciała, póki co jest jedynie namiastką. No bo chociażby dłonie, które chętnie wykorzystywałbym w grach, przynajmniej w przypadku PSVR praktycznie nie istnieją. No dobrze, są kontrolery Move, ale to wciąż urządzenia trzymane w dłoniach, przez które gdzieś zanika uczucie naturalności wejścia do wirtualnego świata.

Rozwiązaniem tego problemu ma być rękawica, którą właśnie opatentowało Sony Computer Entertainment. Sprzęt nie będzie po prostu przeniesieniem Move na dłonie - ma posiadać specjalne czujniki, dzięki którym rozpoznane zostaną ruchy palców (oraz ich części i pozycji). Cel jest prosty i jasny - możliwość przeniesienia do wirtualnego świata funkcji dotyku i łapania przedmiotów. A to oznacza, że kontakt z wirtualnymi obiektami będzie tak naturalny, jak ma to miejsce w świecie realnym. Oczywiście na tyle, na ile pozwoli na to aktualna technologia, ale nie ukrywam, że przynajmniej w moim przypadku taka możliwość podniosłaby realność wirtualnego doświadczenia. Rękawica będzie również w stanie odczytać stopień wygięcia nadgarstka.

Wizualnie nie prezentuje się to niestety najlepiej i najbardziej rzuca się w oczy czujnik podobny do tego, jaki wykorzystano w PlayStation Move. Mowa o dużej, świecącej kuli, która zadziała podobnie jak w pięcioletnim już kontrolerze ruchowym - lampka pomoże w odczytaniu pozycji ręki w przestrzeni.

PlayStation VR, przynajmniej na razie, wydaje się być najbardziej optymalną propozycją jeśli chodzi o domową wirtualną rzeczywistość. Głównie ze względu na cenę, choć ta nie została jeszcze oficjalnie podana, wiele wskazuje na to, że sprzęt będzie kosztować tyle co konsola na premierze - czyli niecałe 2 tysiące złotych. To wciąż sporo mniej niż Oculus Rift i HTC Vive, nie jest też potrzebny mocny i drogi komputer, nieporównywalnie droższy od PlayStation 4. Samsung Gear VR jest fajnym pomysłem, ale nie można postawić go obok „dużych” sprzętów do VR, to po prostu inne doświadczenie. Z drugiej strony każdy kolejny gadżet do PSVR to dodatkowe wydatki, bo nie wierzę, że wspomniana rękawica po po prostu wyląduje w pudełku z goglami od Sony. HTC Vive bryluje jeśli chodzi o czujniki i ich wykorzystanie w przeniesieniu użytkownika do wirtualnego świata, ale blisko 1000 euro, jakie trzeba zapłacić za sprzęt sprowadzany do Polski skutecznie ochłodziło entuzjazm rodaków. Jednak globalnie znaleźli się amatorzy urządzenia od HTC - liczący 15 tysięcy sztuk nakład przedpremierowy rozszedł się w przeciągu 10 minut. Ciekawe ile z tych osób to developerzy, zbiórka społecznościowa na Oculus Rift też była przecież sukcesem, a trudno powiedzieć, żeby zobrazowała faktyczne zainteresowanie sprzętem.

To nie możliwości, a cena i oprogramowanie ma szansę przekonać użytkowników do wirtualnej rzeczywistości. A niestety ostatnie doniesienia o Oculusie i Vive nie nastrajają mnie optymistycznie - bardzo kibicuję technologii, chcę wreszcie konkretnego VR, ale z takimi cenami upowszechnienie się wirtualnej rzeczywistości wydaje się być prawie niemożliwe.

grafika: 12

źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu