Ciekawostki

Zebrali 34 miliony dolarów w zamówieniach przedpremierowych, a teraz zwijają interes

PW
Paweł Winiarski
11

Jeśli kiedykolwiek interesowaliście się dronem Lily, to możecie już przestać. Twórcy mimo ogromnego sukcesu przedsprzedażowego nie podołali zadaniu, przepuścili wszystkie pieniądze i teraz zwijają interes.

Film, który zarobił 34 miliony dolarów

Miliony wyświetleń i 34 miliony dolarów zebrane w zamówieniach przedpremierowych. Tak zareagowali potencjalni klienci, którzy wręcz zakochali się w dronie Lily w 2015 roku. 60 klatek przy 1080p - tak miał nagrywać dron Lily. Sprzęt wykazywać się mial również w pewnym sensie autonomicznością - właściciel posiadający przy sobie nadajnik byłby przez drona śledzony. Wszystko brzmiało jeszcze lepiej gdy dodano do tego wodoodporność maszyny jak i samego nadajnika. Nic tylko zabierać go na ekstremalne wycieczki i cieszyć się zarejestrowanymi materiałami.

Firma Lily Robotics zwija interes

Władze firmy ujawniły, że nie są w stanie dostarczyć produktu i nic nie wskazuje na to, by udało się to również w przyszłości. Powód? Antoine Balaresque i Henry Bradlow napisali wprost, że skończyły im się pieniądze. Co ciekawe, samo urządzenie jest już prawie gotowe i ma za sobą mnóstwo pozytywnie zakończonych testów. Sęk w tym, że cały proces produkcji i testów kompletnie wyczyścił konto firmy, a to oznacza, że urządzenia nie da się skończyć, ani tym bardziej dostarczyć go klientom którzy zamówili drona przed premierą. Słabo.

Będą zwroty pieniędzy?

Podobno tak i podobno dość szybko, bo w przeciągu 60 dni. Firma prosi też o informację, czy w tak zwanym międzyczasie nie zmieniło się konto lub karta kredytowa. Klienci nie muszą nic robić, pieniądze powinny wrócić na konto. Tylko nie do końca jestem w stanie w to uwierzyć skoro twórcy drona całkowicie wyczyścili się z pieniędzy - czyżby w ogóle nie ruszyli 34 milionów z preorderów? Tylko niby czym wtedy płacili za projekty, wykonanie drona i testy?

 

To kolejny przykład na to jak łatwo zaskarbić sobie serca potencjalnych klientów - co gorsza zaskarbić sobie również ich portfele, ludzie kupowali bowiem przedpremierowo Lily jak szaleni. Oczywiście nie mam żadnego prawa mówić Wam jak powinniście wydawać swoje pieniądze, ale warto czasem zastanowić się dwa razy. Zbiórki społecznościowe w zamyśle to często dobry pomysł na sfinansowanie świetnie zapowiadających się projektów. Są jednak zawsze dwa pytania - dlaczego nikt "duży" nie chciał do nich dołożyć i czy sam pomysł (plus dobra kampania i jak w tym wypadku filmik promocyjny) wystarczy, by spełniający oczekiwania klientów produkt trafił pod ich strzechy?

źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: