24

To jak to w zasadzie jest z tymi recenzjami gier? Obalamy kilka popularnych mitów

Mleko zwane recenzjami gier ponownie się wylało, a zaufanie wobec ocen zostało zachwiane. To dobry moment, by pokazać Wam jak wygląda recenzowanie gier, obalając przy okazji kilka mitów. Na początek przypomnę Wam niedawny artykuł Maćka, w którym poruszył on temat Harmonix i pisanych przez producenta opinii o grze. Kiepska praktyka i bardzo się cieszę, że […]

Mleko zwane recenzjami gier ponownie się wylało, a zaufanie wobec ocen zostało zachwiane. To dobry moment, by pokazać Wam jak wygląda recenzowanie gier, obalając przy okazji kilka mitów.

Na początek przypomnę Wam niedawny artykuł Maćka, w którym poruszył on temat Harmonix i pisanych przez producenta opinii o grze. Kiepska praktyka i bardzo się cieszę, że została zdemaskowana. Oczywiście mógłbym napisać, że pod recenzjami gier pojawiają się twórcy (również w naszym kraju), próbujący pod pseudonimami ratować dobre imię gry, którą recenzent źle ocenił. Udało mi się nawet kiedyś łapać takiego producenta za rękę – to też słabe akcje, szczególnie przy grach, które okazują się być niedopracowane.

Zaufać recenzentowi?

Recenzuję gry „zawodowo” od około 8 lat. To dużo czasu by nie tylko nauczyć się jak podchodzić do gier i tekstów, ale również uodpornić na część komentarzy, które pojawiają się pod tego typu artykułami. Kim w zasadzie jest recenzent, graczem? Powinien. Czytałem recenzje pisane przez osoby, które nie miały wcześniej styczności z elektroniczną rozrywką i czasem fajnie jest zobaczyć świeże podejście do tematu, jednak całkowite oderwanie od elektronicznej rozrywki powoduje najcześciej, że ciężko z takiej recenzji cokolwiek wyciągnąć. Skoro wiemy już, że recenzent powinien być graczem, warto dodać, że graczem z doświadczeniem. Płakałem swego czasu przy próbie ustalenia ile skończonych tytułów powinien mieć na swoim koncie, ale jednak będę stał na stanowisku, że doświadczenie w grach z różnych gatunków jest tu pożądane.

Komputerowy Nerd

Czy specjalistą? Tu nie byłbym już tak pewny. Sami często pisaliście, że gry samochodowe powinien u nas recenzować ktoś, kto zjadł zęby na symulatorach i posiada w domu przynajmniej trzecią kierownicę. Tylko kto tak naprawdę przeczyta i zrozumie recenzję takiego zapaleńca? 50-100 osób? Przecież gracze-maniacy wyścigów śledzą daną produkcję od pierwszego zwiastuna i znają najmniejsze szczegóły dotyczące każdego elementu systemu sterowania, w nocy o północy mogliby wyrecytować przynajmniej połowę listy dostępnych samochodów – przed premierą. Ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że za recenzję gry wyścigowej powinien brać się ktoś, kto lubi i gra w tego typu produkcje. W przeciwnym wypadku gracze poznają, że nie ma o tym gatunku bladego pojęcia

A co z fanami serii? Dlaczego taki Metal Gear Solid V zbierał świetne recenzje od miłośników MGS-a, podczas gry masa osób, które serię tylko musnęły, nie była już tak zachwycona? Pamiętajcie o tym pisząc, że za Halo 5 powinien był zabrać się Winiarski, który serię uwielbia, a nie Popielarczyk, który specjalnie przed premierą piątki nadrobił poprzednie odsłony.

Zaufanie. To piękne słowo, które trudno przełożyć na jakikolwiek grunt. Pierwszy argument mówiący o jego braku? Recenzent nie kupuje recenzowanej gry. Oczywiście czasami zdarza się, że opisuje produkcję kupioną za własne pieniądze, ale w większości przypadków to producent lub wydawca lub dystrybutor dostarcza redaktorowi kopię recenzencką. Tylko czy aby na pewno brak inwestycji w recenzowaną grę oznacza brak obiektywizmu? Wydaje mi się, że jest zupełnie odwrotnie. Gracz po wydaniu 100-250 zł musi jakoś usprawiedliwić wydatek przed samym sobą. Stwierdzić, że było warto albo warto się gry jak najszybciej pozbyć. Szuka więc smaczków, drobiazgów, którego go do tego przekonają. Nad recenzentem nie ciąży żadna presja, nie musi się przed sobą usprawiedliwiać. Może ocenić grę tak jak podpowiada mu głowa, a czasem i serce.

Przekupili go!

Ile razy czytałem, że przekupił mnie Microsoft albo Sony? Setki. Działa to tak – gra na Xboksa otrzymuje wysoką notę – przekupił mnie MS. Zachwycam się tytułem na PlayStation – to na pewno za pieniądze japońskiego koncernu. Oczywiście są też „remixy” – słaba ocena gry na amerykańską konsolę, to na pewno sprawka posmarowania przez Soniaczy. Powinienem już mieszkać w willi i jeździć Maibachem – nie mieszkam i nie jeżdżę. Nie wiem jak jest na zachodzie, w Polsce jednak nie spotkałem się z kupowaniem recenzji. Oczywiście mogą zdarzyć się sponsorowane teksty, my wszystkie oznaczamy (choć akurat przy grach takich akcji nie mamy). Nie widziałem jednak i nie spotkałem się z przekupywaniem recenzentów. Oczywiście czasem widać, że jakiś redaktor darzy większą sympatią konkretną konsolę (lub też firmę), ale podobnie mają przecież gracze. Żadni z nas fanboje, a na pewno nie przemycamy tego typu sympatii czy antypatii w tekstach. Jeśli gra jest fajna, dostaje fajną ocenę. Jeśli jest słaba, słabą – platforma, producent, wydawca i dystrybutor nie mają tu znaczenia.

Cudowna praca recenzenta

Który gracz nie chciałby recenzować gier? Nie widzę ani jednej ręki. Nie dość, że ma tytuł za darmo, za artykuł dostaje pieniądze, to często może pograć jeszcze przed premierą. Sporo w tym racji, ale nie jest tak kolorowo jak mogłoby się wydawać. Na Antywebie gry nie są tak ważnym segmentem jak w serwisach (czy gazetach) zajmujących się tylko elektroniczną rozrywką, ale miałem przez kilka lat przyjemność pracy w takim właśnie miejscu. Gra na 50 godzin, a Wy macie dwa dni, bo goni termin, wypadałoby przecież mieć recenzję na premierze. 50 godzin, doba ma 24 godziny co zrobić? Spanie jest dla słabeuszy, ale przecież każdy z nas ma własne życie, często rodzinę. Bądźcie więc czasem wyrozumiali – zarówno jeśli chodzi o małe poślizgi z recenzjami jak i to, że recenzent nie jest w stanie wylizać każdej ściany w grze. Nie uważam też, że każdą produkcję należy do recenzji przejść od początku do końca. Jest wiele tytułów, które odkrywają karty wcześniej i to recenzent powinien zdecydować kiedy o grze wie już tak dużo, że jest w stanie napisać rzetelny tekst. Stoję jednak na stanowisku, że jeśli gra posiada rozbudowany tryb rozgrywek sieciowych najlepszym rozwiązaniem jest aktualizowana recenzja. Ocena kampanii powinna być opublikowana po jej przejściu, a tekst uzupełniony konkretnym sprawdzeniem trybów sieciowych, najlepiej po premierze. Kiedy grają już wszyscy i serwery muszą poradzić sobie z chętnymi, a nie tylko garstką redaktorów testujących grę przedpremierowo.

Recenzje na Antyweb

YouTube

Obserwuję w naszym kraju pewien trend. Klasyczne recenzje tracą na wartości, przegrywając z materiałami YouTuberów. Chodzi przede wszystkim o młodsze pokolenie, które woli grę zobaczyć i o niej posłuchać niż o niej poczytać. Z drugiej strony ci sami widzowie nie chcą widzieć na YT starych redaktorów, dla których elektroniczna rozrywka jest od wielu lat pracą, a ocenianie gier nie tylko pasją, ale i specjalizacją. Chcą widzieć graczy, takich jak oni (tyle, że z jutubową popularnością). Trochę szkoda, widać bowiem, że klasyczne portale zajmujące się grami zaczynają powoli odchodzić do lamusa, a wielu polskich redaktorów przeszło na drugą stronę barykady, do growego PR-u.

Czytajcie

Wiecie jakie recenzje ja czytam najchętniej? Mam swoich ulubionych redaktorów. W Polsce znam osobiście większość osób piszących o grach, ale nie klasyczna sympatia ma tu znaczenie. Wiem mniej więcej kto podobnie jak ja podchodzi do gier, ma podobny gust i podobnie ocenia konkretne tytuły. Wiem więc również, że jeśli zastanawiam się nad zakupem (a przecież gry też kupuję, nie zawsze też wszystkie recenzuję), recenzja konkretnego redaktora będzie dla mnie celną podpowiedzią – bo mamy taki sam gust. W Antywebie najwięcej gram ja, Tomek i Grzesiek Marczak. Uwierzcie mi, że każdy z nas ma inne podejście do gier, czasem się spieramy, często dyskutujemy. Dlatego też każdy z nas napisałby o konkretnej grze zupełnie inny tekst i często wystawił inną ocenę. Co oczywiście nie znaczy, że tylko jeden z nas ma rację. Recenzja ma przede wszystkim przekazać Wam jedną istotną informację – czy warto się grą zainteresować i wydać na nią pieniądze. A Wy możecie naszej ocenie zaufać lub nie. Wierzę jednak, że dostarczamy Wam takiej wiedzy i lubicie czytać nasze teksty. I jeśli chociaż jedna osoba napisze, że recenzja była dla niej przydatna, warto było ją napisać i opublikować.

grafika: 1, 2

V3_big_1